W tekście
pt. „Wartości rodzinne” Adam Danek przypuścił atak na „charakterystyczną
retorykę polityczną” środowisk katolickich, której wyróżnikiem jest
„nieustanne odwoływanie się do pojęcia rodziny oraz powoływanie się w
sporach politycznych na tak zwane „wartości rodzinne”, wymagające
respektu i ochrony” (http://xportal.pl/?p=10188).
Danek zarzucił polskim „pseudokonserwatystom”, iż ci de facto hołdują
liberalizmowi, gdyż jego zdaniem retoryka „wartości rodzinnych” stanowi
przykrywkę dla treści liberalnych.
Kilka z
krytycznych argumentów Danka podniesionych przeciwko pojęciu „wartości
rodzinnych” uważam za trafne. Niestety, tekst jako całość trudno
potraktować poważnie. Postulaty Danka dotyczące tego, jak powinno
wyglądać prawdziwie „konserwatywne” stanowisko w tej sprawie, doskonale
bowiem wpisują się w formację intelektualną, którą za jednym z moich
czytelników określam mianem „egzaltowanego idealizmu”.
Zacznijmy
od tego, z czym się z Dankiem zgadzam. Uważam, że pojęcie „wartości
rodzinnych” rzeczywiście zasługuje na krytykę, gdyż na krytykę zasługuje
samo pojęcie „wartości”. Moja krytyka sięga więc dużo dalej i dotyczy
np. także pojęcia „wartości chrześcijańskich”. Nie będę szczegółowo
rozwijać tego zagadnienia, gdyż zasługuje ono na osobne omówienie. W tym
miejscu chciałabym jedynie wskazać na to, że klasyczna koncepcja prawa
naturalnego pojęcia „wartości” nie znała, i co więcej, zupełnie go nie
potrzebowała.
U podstaw tej koncepcji leżało przekonanie, że człowiek powinien
rozumowo rozpoznawać, co jest zgodne z jego naturą, i odpowiednio
kierować swoim postępowaniem. Koncepcja ta posługiwała się pojęciami
„prawdy” i „dobra”, logosu i ethosu. Rodzina odgrywała w
niej kluczową rolę, gdyż stanowiła najbliższą człowiekowi wspólnotę, w
której mógł rozwijać się jako osoba.
Wskazując
na liberalny podtekst pojęcia „wartości rodzinnych”, Danek kierował się
więc słuszną intuicją. Jego twierdzenie, że za pomocą konstrukcji
„wartości rodzinnych” próbuje się ratować to, co stanowi conditio sine
qua non dalszego przetrwania społeczeństwa liberalnego, zasługuje na
aprobatę. Odwoływanie się do różnorakich wartości stanowi bowiem reakcję
na absolutyzację rozumu instrumentalnego, która dokonała się w
nowożytności. Nowożytność zerwała z klasyczną koncepcją prawa
naturalnego i stanęła na stanowisku, że człowiek musi przestać patrzeć
„w zaświaty”, a zadaniem państwa jest zaspokajanie różnie zdefiniowanych
interesów jednostek. Także możliwość prowadzenia życia rodzinnego może,
zgodnie z nowożytną koncepcją, zostać ujęta w kategoriach interesu
indywidualnego. I tak rzeczywiście zazwyczaj jest ujmowana.
Problem z
tekstem Danka polega jednakże na tym, że niczym walec zrównuje krajobraz
dużo bardziej zróżnicowany niż ten, który wyłania się z jego tekstu .
Danek ma rację, twierdząc, że pojęcie „wartości rodzinnych” (podobnie
jak pojęcie „wartości chrześcijańskich” etc.) przez wielu katolików
używane jest w sposób mało refleksyjny. Jednakże wielu z nich, używając
tego sformułowania, ma na myśli mniej więcej to, co odpowiada klasycznej
koncepcji prawa naturalnego. Z jednej bowiem strony twierdzą oni, że
rodzice powinni mieć prawo do wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi
przekonaniami. Z drugiej jednakże trudno przypuszczać, że broniliby
takiego prawa w przypadku rodziców, którzy np. posyłaliby swoje
kilkuletnie pociechy na prywatne kursy dotyczące edukacji seksualnej.
Problem polskiej prawicy polega więc na tym, że jej przedstawiciele
używają pojęcia, które jest obarczone balastem nowożytnego sposobu
myślenia o państwie i prawie, zazwyczaj nadają mu jednak treść właściwą
dla tradycji logocentrycznej.
Rację ma
więc Danek, kiedy postuluje, aby prawica zaprzestała używać tego pojęcia
(moim zdaniem, powinna także zaprzestać używania pojęcia „wartości
chrześcijańskich”, które częstokroć w politycznych bójkach
przeciwstawiane są tzw. wartościom europejskim, czyli tolerancji etc).
Jednakże w kwestii tego, co Adam Danek i ja proponujemy w zamian, nasze
drogi radykalnie się rozchodzą.
Stanowisko
Danka jest antyliberalne, przez co rozumiem, że przede wszystkim jest
„anty”. Danek oznajmia, iż: „Ważnym zadaniem ruchu narodowo-społecznego w
Polsce jest wymiecenie z krajowego obiegu idei zarówno „wartości
rodzinnych”, jak i całej reszty „konserwatywno-liberalnego” chłamu, a
zastąpienie ich postulatami autentycznego konserwatyzmu”. Na czym jego
zdaniem polegają postulaty autentycznego konserwatyzmu? Danek tak oto
wyjaśnia swoje stanowisko: „Tymczasem dzieci powinny zostać wychowane
zgodnie z religią przodków, tradycją, narodowym obyczajem i etosem
państwowym”. Danek nie odwołuje się więc do koncepcji prawa naturalnego –
w końcu jest on zaciekłym krytykiem arystotelesowsko-tomistycznego
racjonalizmu. Po odrzuceniu koncepcji logocentrycznej zostają mu więc
właśnie: religia przodków, tradycja, narodowe obyczaje i etos państwowy.
Problem takiej koncepcji „autentycznego konserwatyzmu” polega jednakże
na tym, że wszystkie te instytucje znajdują się w stanie zaniku, co
sprawia, że zrealizowanie jego postulatów staje się faktycznie
niemożliwe. Danek staje więc dokładnie przed tym samym problemem, co
przedstawiciele konserwatywnej rewolucji, którzy postulowali stworzenie
nowych instytucji (co stanowiło element rewolucyjny), które to miały być
„godne zakonserwowania”. Czy Danek przedstawia, jak konkretnie miałyby
wyglądać taka nowa tradycja, narodowe obyczaje czy etos państwowy?
Niestety nie. A to od możliwości zaprojektowania, a następnie wdrożenia w
życie takich instytucji zależy możliwość stworzenia „autentycznego
konserwatyzmu” w rozumieniu Danka.
Wskutek
odrzucenia arystotelesowsko-tomistycznego racjonalizmu Danek popada w
egzaltowany idealizm, a nawet rodzaj propaństwowego mistycyzmu. Nie
zauważa, że jego słuszne twierdzenie, iż „Własne przekonania indywiduów
mogą być dowolne, także szkodliwe czy głupie, więc bynajmniej nie muszą
być z definicji respektowane”, można także odnieść do przekonań
wspólnotowych, nie mówiąc o przekonaniach rządzących. Historia pełna
jest przykładów zbiorowej głupoty. Co więcej, atakowanie koncepcji
wartości rodzinnych, bez podania realistycznej koncepcji w zamian, może
przynieść skutki, które będą jeszcze gorsze niż stan obecny. Tak się
bowiem złożyło, że publikacja jego tekstu zbiegła się w czasie ze sprawą
niemieckiej rodziny Wunderlich, której policja brutalnie odebrała
dzieci, gdyż nie były one przez rodziców posyłane do szkoły. W Niemczech
nauczanie domowe jest zabronione od 1938 roku. Zakaz ten został
wprowadzony po to, aby zapobiec powstawaniu społeczności paralelnych w
stosunku do społeczeństwa formowanego przez ideologię narodowego
socjalizmu. Po wojnie ustawa została utrzymana w mocy, a w tej chwili
używana jest do narzucania społeczeństwu niemieckiemu „wartości
europejskich”. Dla przeciętnego Niemca zakaz nauczania domowego jest
czymś oczywistym, czego przykładem jest list skierowany przez
niemieckiego obywatela Stefana Schmidta do amerykańskiego stowarzyszenia
HSLDA (Home School Legal Defense Association), które nagłośniło sprawę
rodziny Wunderlich (http://hslda.org/hs/international/Germany/201308300.asp?src=slide&slide=Wunderlich_map_Aug_30_2013&pos=1).
Autor listu wyraża swoje pełne poparcie dla polityki państwa
niemieckiego w stosunku do osób, które prowadzą nauczanie domowe. Jego
zdaniem, „tak zwani rodzice” (czyli państwo Wunderlich) próbują pozbawić
swoje dzieci możliwości wyrobienia sobie wolnego i otwartego poglądu
świat. Ze względów religijnych chcą ich „wcisnąć do swojego małego
świata”, nie licząc się z tym, czego te biedne dzieci chcą. Te ostanie
nigdy nie miały szansy, żeby wyrobić sobie swoje własne zdanie temat
wielu spraw, co zdaniem autora listu, nawet zasługuje na miano tortur, i
co na pewno hamuje dzieci w ich rozwoju jako wolnych, tolerancyjnych i
otwartych członków społeczeństwa. Jego zdaniem, państwo Wunderlich
powinni trafić do więzienia i nie powinni z niego zostać wypuszczeni do
momentu, aż dzieci ukończą szkołę (list został opublikowany na: https://www.facebook.com/hslda?hc_location=stream).
Cóż, koncepcja Danka silnie współbrzmi z podstawowym twierdzeniem tego
listu, czyli przekonaniem, że państwo stoi ponad rodzicami.
Problem
Danka polega na tym, że ze względu na odrzucenie racjonalnej koncepcji
prawa naturalnego, na podstawie której można ocenić, co jest racjonalne,
dobre i zgodne z ludzką naturą, a co nie, jego koncepcja może stać się
podkładką dla budowania nowego totalitaryzmu, opartego na nowej religii
(praw człowieka), nowej tradycji, nowych narodowych obyczajach oraz
etosie państwowym. W końcu chrześcijaństwo też nie istniało od zawsze, a
dwory, klasztory i szkoły rycerskie, które swego czasu sprawowały ważną
funkcję wychowawczą, także kiedyś stanowiły pewne novum. Każda tradycja
ma bowiem swój początek.
A jak
należy rozstrzygnąć to zagadnienie na gruncie klasycznej koncepcji prawa
naturalnego? Zgodnie z nią prawo rodziców do wychowywania dzieci
zgodnie z ich własnymi przekonaniami oczywiście nie może być
absolutyzowane. Podstawę wychowania zawsze powinno stanowić dobro
dziecka, a rozpoznanie tego, co jest dla dziecka dobre, a co nie, wymaga
umiejętności prawidłowego posługiwania się rozumem praktycznym. Stąd
też wysiłek konserwatystów powinien skoncentrować się na solidnej pracy
wychowawczej, ale tej dotyczącej rodziców. To właśnie rodzicom powinno
przekazywać się wiedzę na temat koncepcji i metod edukacji klasycznej
oraz zasad etyki opartej na prawie naturalnym. Wychowanie nowych pokoleń
nie jest sprawą wyłącznie prywatną, jego głównymi agentami są jednak
rodzice, którzy najpierw sami muszą zostać odpowiednio uformowani przez
wspólnotę, w której żyją.