Użycie przez
Baracka Obamę określenia „polskie obozy śmierci” wywołało wśród Polaków falę
oburzenia. Oliwy do ognia dolała dziennikarka Debbie Schlussel, która na swoim
blogu umieściła wpis, w którym obarcza Polaków winą za zaplanowaną i dokonaną
przez Niemców zagładę Żydów (http://wpolityce.pl/wydarzenia/29914-oto-owoce-pedagogiki-wstydu-i-klamstw-grossa-amerykanska-dziennikarka-twierdzi-ze-polacy-zamordowali-miliony-zydow). Internauci zaczeli zbierać podpisy pod listami protestatacyjnymi.
Pojawiły się także inne inicjatywy, jak na przykład apel wystosowany przez
kolegę blogera: http://hansklos.blogspot.de/2012/06/apel-w-sprawie-polskich-obozow.html (tym samym spełniam jego prośbę o nagłośnienie sprawy).
Akcje
sprowadzające się do samego protestowania i żądania zaprzestania używania
takich sformułowań (czy też wygłaszania określonych tez) na pewno nie wystarczą,
aby pokonać przeciwnika. Ale nie można też ich nie doceniać. Za przykład tego,
że można coś i w ten sposób zdziałać, niech posłuży sprawa broszury wydanej
przez Bundeszentrale für politische Bildung (Federalną Centralę Szkolenia
Politycznego) Nr 307/ 2010, pod tytułem "Jüdisches Leben in Deutschland
(Życie Żydów w Niemczech). Jest to
broszura z serii "Informationen zur politischen Bildung" („Informacje
do politycznego kształcenia”; żeby nie powiedzieć programowania...). Pojęcie „polskich obozów koncentracyjnych”
padło w niej na 59 stronie:
„Marsze śmierci. Wraz ze zbliżającym się frontem
zaczął się dla tych więźniów polskich obozów koncentracyjnych, [którzy przeżyli
dotychczasowe represje], nowy tragiczny rozdział, czyli tak zwane marsze
śmierci. Wielu z nich przypłaciło je życiem“ (Todesmärsche: „Mit der herannahenden Front
folgte für die Überlebenden in den polnischen Konzentrationslagern ein neues
tragisches Kapitel, die so genannten Todesmärsche. Diese "Verlegung" kostete viele das
Leben”).
Co więcej, na 61 stronie umieszczono zdanie: „Także w krajach
jak Polska, gdzie panował tradycyjny antysemityzm, znaleźli się ludzie, którzy
ukrywali Żydów, jak donosi o tym literatura wspomnieniowa. Było tam
wiele klasztorów, które ukrywały żydowskie dzieci i w ten sposób uratowały je
przed śmiercią” („Auch in Ländern wie Polen, in denen es einen traditionellen
Antisemitismus gab, fanden sich Menschen in der Bevölkerung, die Juden
versteckten, wie aus der Memorienliteratur bekannt ist. Es gab hier zahlreiche
Klöster, die jüdische Kinder versteckten und sie so vor der Ermordung bewahrten“).
Sprawa została nagłośniona przez część
środowisk polonijnych. Prawdopobnie pod wpływem tych protestów (choć sprawa nie
do końca jest jasna), w internetowym wydaniu broszury dokonano dwóch zmian. Po
pierwsze, sformułowanie „polskie obozy koncetracyjne” zostało zamienione na
„niemieckie obozy w okupowanej Polsce“ (deutsche Konzentrationslager im
besetzten Polen, link do wydania inernetowego: http://www.bpb.de/izpb/7687/1933-1945-verdraengung-und-vernichtung?p=all). Po drugie, cytowanej wyżej zdanie
zaczyna się teraz tak: „Także w krajach, w których istniał silny antysemityzm...”
("Auch in Ländern, in denen es einen ausgeprägten Antisemitismus
gab, …“).
Niestety, w wersji
drukowanej wszystko zostało po staremu. A nakład broszury to 800 tys. egzemplarzy,
czyli całkiem sporo. I nic nie wskazuje na to, aby BPB zamiarzała wycofać tę
pozycję z dystrybucji. Ponadto, jej autorzy nie sprostowali innej, fałszywej
informacji: „Natomiast podczas Powstania w Gettcie Warszawskim, podczas którego
w kwietniu w 1943 mieszkańcy getta pod dowództwem Mordechaja Anielewicza przez
5 tygodni stawiali opór oddziałom Waffen-SS, polscy przedstawiciele ruchu oporu
nie udzielili Żydom pomocy. 7000 osób zostało zabitych podczas tego
powstania” („Andererseits kamen beim Warschauer Ghetto-Aufstand, bei dem im
April 1943 Ghettobewohner unter Führung von Mordechai Anielewicz der Waffen-SS
fünf Wochen lang Widerstand leisteten, polnische Widerstandskämpfer den Juden
nicht zu Hilfe. 7000 Menschen wurden
bei diesem Aufstand getötet“).
Warto też zwrócić uwagę na sposób potraktowania
przez media Ryszarda Czarneckiego, który
nagłośnił sprawę broszury: „Broszura,
która trafiła już do niemieckich szkół jako materiał dydaktyczny, zawiera na
stronie 59 stwierdzenie o… »polskich obozach koncentracyjnych«" - pisze
Czarnecki. Tymczasem, we wskazanym przez polityka miejscu, nie widnieje słowo
"polskich", ale "w Polsce" (http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/niemcy-o-polskich-obozach-czarnecki-atak-na-nasz-k,5037818,11441271,artykul-fotoreportaz-duzy.html). Redaktorzy Onetu, jak widać, zapomnieli
poinformawać swoich czytelników o istnieniu dwóch różnych wersji tej broszury.
Sprawa publikacji
BPB pokazuje, jakimi treściami karmi się (w tym przypadku) niemiecką opinię
publiczną. I to przez instytucję, która jest odpowiedzialna za polityczne kształcenie
niemieckich obywateli (na marginesie można postawić pytanie o to, czym
właściwie BPB różni się od podobnych instytucji ksztalcenia politycznego, które
istniały np. w Związku Radzieckim). W
ten oto sposób wsącza się w niemieckie głowy przekonanie, że pod względem
nastawienia do Żydów Polacy właściwie w niczym nie ustępowali Niemcom. A kto
wie, czy nawet nie byli gorsi... Z czego oczywiście ma wynikać przekonanie o
czynnym i masowym udziale Polaków w przeprowadzeniu Holokaustu w „polskich” w
końcu obozach kocentracyjnych. Efektem tejże „pracy edukacyjnej” (ważną rolę
odgrywają tu książki „znawcy” tematu, czyli Grossa) jest tak wysoki poziom
zmanipulowania mieszkanców zachodnich społeczeństw, że przedarcie się do nich z
prawdą wydaje się sprawą wręcz beznadziejną (generalnie poziom zmanipulowania
społeczeństw zachodnich spokojnie można porówać z tym, jaki panował w
nazistowskich Niemczech czy też w Związku Radzieckim). Co więcej, w przypadku podejmowania przez
Polaków akcji protestacyjnch istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zostaną one
zinterpretowane jako wypieranie się własnych win. Sprawa Debbie Schlussel jest
tego najlepszym przykładem.
W jaki sposób
powinniśmy więc działać, abyśmy (tym razem) skutecznie obronili własną rację? W
gruncie rzeczy, sprawa wcale nie jest tak trudna, jak mogłoby się to wydawać. Zacznijmy
od tego, że „punktowe” atakowanie przeciwnika na pewno nie przyniesie
spodziewanego efektu. Zamiast tego powinniśmy promować polskie dziedzictwo
kulturalne – a ściślej polską myśl polityczno-społeczną – oraz pokazywać, w
jaki sposób wpływała ona na konkretne postawy Polaków. Jednocześnie powinniśmy
pokazywać światu, jakie w tym samym czasie „wyżyny” osiągnął „duch niemiecki” i
co z tego konkretnie wynikało. Dlaczego taka strategia? Pamiętajmy, że Niemcy
stworzyły sobie wizerunek „kraju filozofów i poetów”, a więc państwa o bardzo
wysokim poziomie rozwoju kulturalnego. Zachowanie niemieckich bandytów w Polsce
wybitnie nie pasuje do tego wizerunku. A wizerunek dla Niemiec jest rzeczą
świetą (Niemcy w końcu dobrze wiedzą, co robią, kształtując go w taki, a nie
inny sposób). Przypisywanie Polakom wizerunku niebezpiecznych bandytów ma więc
na celu odwrócenie uwagi światowej opinii publicznej od tego, w jakim kierunku
rozwinęła się niemiecka kultura i jakie to miało praktyczne konsekwencje. Świat
niewiele wie na temat niemieckiego rasizmu i szowinizmu. Hitler był tylko
wypadkiem przy pracy, efektem kryzysu gospodarczego i chwilowej słabości
niemieckiej demokracji... A antysemityzm? No, to w końcu chrześcijaństwo (bez
rozróżnienia na katolicyzm i protestantyzm) było odpowiedzialne za propagowanie
antysemityzmu. Z kolei ten etap (tzn. chrześcijaństwo) Niemcy mają już
definitywnie za sobą (z czego też są bardzo dumni). Sprawa jest jasna.
Żeby pokonać
przeciwnika, musimy więc działać dokładnie w odwrotnym kierunku niż on. Zamiast
zwalczać go za pomocą środków, które w gruncie rzeczy stawiają nas w pozycji
defensywnej, musimy przystąpić do ofensywy. Dlatego też należy światu
przypomnieć o antysemityzmie Marcina Lutra i Karola Marksa (na czym polegał
antysemityzm Lutra, dobitnie pokazuje ten jego tekst: http://www.humanitas-international.org/showcase/chronography/documents/luther-jews.htm),
o rasizmie Alfreda Rosenberga, militaryzmie Ericha Ludendorfa, o głoszącym kult
przemocy germańskim neopogaństwie, rozwijanym przez takich autorów jak np.
Felix Dahn czy Heinrich von Treitschke. I właśnie na tle tych poglądów trzeba pokazać, jak wyglądała niemiecka okupacja w Europie
Wschodniej, nie tylko w Polsce.
Jednocześnie musimy
popularyzować dzieła wielu polskich myślicieli, którzy mówili o istnieniu
uniwersalnych wartości, na których oparty musi być prawdziwie ludzki porządek
społeczny. A polską myśl polityczną trafnie scharakteryzował Łukasz Kobeszko w
artykule „Wyjątkowość Polski”:
„Harmonijne i integralne połączenie poszanowania
godności i wolności człowieka oraz zobowiązań wobec świata i bliźnich,
poszerzanie republikanskiej polis w dążeniu do unii z pobratymczymi narodami
środkowoeuropejskimi, unikalny sposób przeżywania wiary - na tym polega
wyjątkowość polskiego modelu cywilizacyjnego, religijnego i społecznego” (http://rebelya.pl/post/2024/kobeszko-wyjatkowosc-polski).
I w takim właśnie kontekście należy
pokazać historię Żydów w Polsce, którym
naród polski udzielił gościny oraz przyznał wiele praw, o których wielu niemieckich
Żydów mogło tylko pomarzyć (np. we Frankfurcie od 1462 do 1796 istniało
żydowskie getto, tzw. Judengasse). (Co ciekawe, we wspomnianej wcześniej
broszurze BPB, na 27 stronie wskazano na to, że w XVI wieku wielu niemieckich Żydów
przeniosło się do Polski, gdyż cieszyli się tam dużą wiekszą wolnością niż w
Niemczech). Warto np. głośno mówić o
takich faktach jak ten, że wtedy, kiedy niemieccy Żydzi nie mieli już żadnych
praw, będący żydowskiego pochodzenia Ksawery Tartakower, Mieczysław Najdorf i
Paulin Frydman wspólnie z dwoma Polakami wywalczyli dla Polski srebny medal na
VIII Olimpiadzie Szachowej w Buenos Aires w 1939r. (co zostało przypomniane
przez Gabriela Maciejewskiego w książce „Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie. T.1”).
Tylko w ten
sposób będziemy w stanie skutecznie obronić się przed przeciwnikiem, który
działa w sposób perfidny i bezpardonowy. Żeby wykonać to zadanie, sami najpierw musimy nadrobić zaległości. Przede
wszystkim musimy na nowo odkryć Polskę i jej dziedzictwo kulturowe.
Jednocześnie musimy poznać ścieżki, po których kroczył „duch niemiecki” (na
początek odsyłam do świetnego artykułu prof. Bogumiła Grotta „Szowinizm
niemiecki jako obiektywna legitymacja reorientacji polityki polskiej dokonanej
przez Romana Dmowskiego na początku XX wieku”, http://www.legitymizm.org/szowinizm-niemiecki). Ale nie tylko. Należy stanowczo
podkreślić, że Niemcy nie ponoszą wyłącznej odpowiedzialności za tę wielką
tragedię XX wieku, którą była II Wojna Światowa. Tak zwany „Zachód” ze swoją
porewolucyjną i w gruncie rzeczy dekadencką wizją świata i człowieka jest za
nią również odpowiedzialny. I ten właśnie „Zachód” przypisał sobie rolę
pogromcy „faszyzmu”, mimo że dla uratowania Żydów na dobrą sprawę nie zrobił prawie
nic (nie tylko więc Niemcy, ale też i „Zachód” potrzebuje „polskich obozów
koncetracyjnych”). Dlatego też należy ukazać tradycję polskiej myśli
politycznej nie tylko na tle tendencji społeczno-politycznych obecnych w
Niemczech, ale także i tych charakterystycznych dla „Zachodu”. (Warto
przytoczyć tutaj słowa prof. Jacka Bartyzela na temat filozoficzno-religijnych
podstaw tzw. „cywilizacji Zachodu”: „Zsekularyzowane później, ale źródłowo
purytańskie dziedzictwo republiki amerykańskiej zawierało już in nuce dwie najbardziej zgubne
idee: egalitaryzmu i kontraktualizmu – można by rzec „idee – matki” wszystkich
błędów politycznych, zawleczonych z Nowego do Starego Świata, niszczących
właśnie cywilizację chrześcijańską, a dzisiaj także inne cywilizacje tradycyjne”.
J. Bartyzel, „Judeochrześcijański neokonserwatyzm” – koń trojański
demoliberalizmu, http://www.legitymizm.org/judeochrzescijanski-neokonserwatyzm).
Jak mogłoby
wyglądać realizowanie takiej strategii w praktyce? Na pewno należy tłumaczyć
teksty polskich autorów na języki obce albo przynajmniej umieszczać ich
streszczenia w internecie. Jednocześnie należy porównywać wyrażone w nich
poglądy z dziełami współczesnych autorów niemieckich, ale nie tylko. Paradoksalnie, w wykonaniu tego
zadania pomocni okazać się mogą niemieccy neonaziści, którzy na stworzonej
przez siebie stronie udostępnili całą „klasykę” niemieckiego nacjonalizmu (http://reichsarchiv.com/). Znających język niemiecki zachęcam do
krytycznej lektury umieszczonych tam pozycji oraz sporządzania odpowiednich notatek
na temat ich treści (apeluję o umiejętne korzystanie z zasobów strony, tak żeby
nie narazić się na zarzut propagowania „faszyzmu”). Jednym słowem: Polska musi
podbić internet.
W tej chwili mamy
do czynienia z zupełnie absurdalną sytuacją, kiedy to zarówno Niemcy – sprawcy
Holokaustu – jak i „Zachód” – który Żydów zostawił na pastwę Niemców – żyją w
stanie błogiego i głębokiego samozadowolenia. Natomiast my staliśmy się dla
nich prawdziwym chłopcem do bicia. Najwyższy czas, żeby przymnieć im o tym, co w
międzyczasie tak skrzętnie zostało zmiecione pod dywan...