Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geopolityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geopolityka. Pokaż wszystkie posty

4.15.2016

„Z ręką na sercu” – Witold Waszczykowski w FAZ o polskiej polityce zagranicznej

Na łamach niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ), w dniu 4 kwietnia 2016 r., ukazał się artykuł Witolda Waszczykowskiego „Z ręką na sercu" (Mit der Hand auf dem Herzen). Artykuł ten bez wątpienia zasługuje na uwagę, gdyż chodzi o duży tekst (całą stronę), który ukazał się w cyklu redakcyjnym „Czy Europa się rozpada” – w gronie tekstów autorstwa Wolfganga Schäuble czy też przewodniczącego SPD Sigmara Gabriela. Na łamach FAZ Waszczykowski w kompaktowy sposób przedstawia wytyczne polskiej polityki zagranicznej realizowanej przez rząd Beaty Szydło.

6.27.2015

Z niemiecką precyzją. O skutecznym zarządzaniu informacją

"Autorka przedstawia w nim metody oddziaływania państwa na swoje otoczenie za pomocą synergii działań sieci rozmaitych instytucji. Silną stroną prelekcji są liczne, współczesne przykłady wpływu organizacji z Republiki Federalnej Niemiec na polskie sprawy polityczne i społeczne.

Niestety, ze względu na wcześniej zaplanowany wyjazd Pani Magdaleny, jej wykład zostanie wyemitowany „z puszki” i nie odbędzie się po nim dyskusja. Bardzo nad tym ubolewamy, szczególnie, że to ostatnie nasze spotkanie w tym roku akademickim. Postaramy się nadrobić tę zaległość i tytułową tematykę kontynuować w ramach zbliżającego się Zjazdu (@Zjazd NAI 2015​), na którym Pani Magdalena potwierdziła wstępnie swoją obecność.

Tymczasem zapraszamy do obejrzenia świetnego – zdaniem tych, co już widzieli – wykładu! 😉
Wykład zostanie opublikowany na YouTube – http://www.youtube.com/user/harforpl – w poniedziałek, 29 czerwca".


6.22.2015

Czy Wielki Brat rzeczywiście jest nam zbędny? Polemika z Mateuszem Piskorskim

"Tekst Mateusza Piskorskiego „Realistycznie z Niemcami” – nawet jeśli nie zgadzam się z jego główną tezą – na pewno zasługuje na uwagę. 

Po pierwsze, przypomina dorobek Instytutu Zachodniego, o którym większość Polaków nigdy nie słyszała, a jeśli słyszała, to kojarzy z rzekomą peerelowską propagandą antyniemiecką. 

Po drugie, Piskorski słusznie wskazuje na to, że wielu Niemców publicznie głosi poglądy politycznie poprawne, a po cichu myśli coś zupełnie innego. Z racji tego, że wiele lat spędziłam w Niemczech, mogę podać liczne dowody na słuszność tej tezy. Przytoczę tylko jeden z nich, a konkretnie rozmowę która miała miejsce na urodzinach naszych wspólnej znajomej, z pewnym niemieckim prawnikiem w średnim wieku, który wprost mi powiedział, że granice III Rzeszy z 1940 r. były optymalne i należało je na zawsze utrzymać. Nie był to żaden przedstawiciel środowisk prawicowych, potomek „wypędzonych” – nic z tych rzeczy, zupełnie normalny, dobrze wykształcony Niemiec". 

http://konserwatyzm.pl/artykul/13045/czy-wielki-brat-rzeczywiscie-jest-nam-zbedny-polemika-z-mate

1.08.2014

Nowe zarzuty korupcyjne z Grecji obciążają niemieckie firmy zbrojeniowe

Z wypowiedzi byłego pracownika greckiego Ministerstwa Obrony wynika, że firmy Krauss-Maffei Wegmann, Rheinmetall i Atlas płaciły greckim urzędnikom olbrzymie łapówki, aby podpisać z nimi lukratywne kontrakty na dostawę niemieckiego uzbrojenia do Grecji. Były kierownik wydziału zbrojeniowego Ateńskiego  MON Antonios Kantas twierdzi, że wysokość łapówek, które przyjął, opiewa na sumę około 8 milionów euro, z czego 3,2 miliony pochodzą z samych Niemiec. Kantas zeznaje, że większość umów dotyczyła zakupu pojazdów pancernych, a konkretnie nabycia 170 pojazdów typu Leopard 2. Pomimo trwającego kryzysu, Grecja musiała zapłacić rachunek, który opiewał na 1,7 miliarda euro. Poza tym chodziło o modernizację okrętów podwodnych, sprzedaż systemu obrony przeciwlotniczej „Asrad“ oraz dostawę haubic typu PzH 2000.
Grecki wymiar sprawiedliwości już wcześniej zajmował się interesami niemieckich firm zbrojeniowych w Grecji. I tak jesienią 2013 r. były grecki minister sprawiedliwości Akis Tsochatzopoulos został skazany na karę dwudziestu lat pozbawienia wolności za przyjęcie łapówek w wysokości 55 milionów euro, aby przeforsować w Atenach zakup rosyjskich rakiet przeciwlotniczych oraz niemieckich okrętów podwodnych. W przypadku tych ostatnich chodziło o modele klasy 214, które zostały zaprojektowane przez stocznię Kieler Werft HDW. Pieniądze na łapówkę zostały przetransferowane przez partnera stoczni – Ferrostaal (Essen). Umowa o wartości 2,85 miliarda euro została podpisana w 2000 roku. Już krótko po eskalacji kryzysu w Grecji, krytycy wskazywali na to, że opiewające na wiele miliardów interesy niemieckich firm zbrojeniowych w Grecji w znaczącym stopniu przyczyniły się do tego, że między 2005 a 2009 r. Ateny stały się piątym nabywcą uzbrojenia na świecie. Import broni sprawił, że grecki dług publiczny urósł do gigantycznych rozmiarów, co ostatecznie pogrążyło to państwo w kryzysie.
Dla niemieckiej gospodarki opłacała się więc wielokrotnie krytykowana decyzja berlińskiego Urzędu Kanclerskiego  o wydaniu zgody na przystąpienie Grecji do strefy euro. Urząd był dobrze poinformowany o tym, że bilans handlowy Grecji wykazywał duży deficyt, co w warunkach wspólnej waluty musiało prowadzić do poważnych problemów. Urząd Kanclerski nie przejął się tą informacją, czego pozytywne skutki odczuwa niemiecka gospodarka z jej ekscesywnym eksportem.   

Komentarz Redakcji:

Warto przyjrzeć się bliżej byłemu greckiemu ministrowi sprawiedliwości Akisowi Tsochatzopoulosowi, o którym mowa w powyższym tekście. Jak czytamy na Wikipedii, Akis Tsochatzopoulos wiele lat spędził w Monachium, gdzie m.in. uzyskał dyplom inżyniera. Na odległość wspierał ruch oporu skierowany przeciwko greckim rządom dyktatorskim, z tegoż powodu w 1969 r. został pozbawiony obywatelstwa Grecji. Był członkiem PAK a w 1972 r. został członkiem Rady Narodowej. Po upadku dyktatury w 1974 powrócił do Grecji. W tym samym roku został członkiem założycielem partii  PASOK (Panellinio Sosialistiko Kinima, Panhelleński Ruch Socjalistyczny), do kwietnia 2011 był nieprzerwanie członkiem jej prezydium. Przez 25 lat pełnił różne ministerialne funkcje.
W kontekście tych informacji należy także przypomnieć, że ważną rolę przy obalaniu dyktatur w Grecji, Hiszpanii i Portugalii odegrała niemiecka Fundacja Friedricha Eberta. Warto wspomnieć, że  Socjalistyczna Partia Portugalii została założona w 1973 w Niemczech, w ośrodku szkoleniowym tej Fundacji w Bad Münstereifel. Wspieranie socjalistów przez państwo niemieckie, jak widać, jest bardzo opłacalne zarówno dla niemieckiej gospodarki, jak i niemieckiej polityki.



9.22.2013

Niemiecki raport na temat niepodległości Katalonii

Wpływowa niemiecka »Fundacja Nauka i Polityka – Niemiecki Instytut ds. Polityki Międzynarodowej i Bezpieczeństwa« (Stiftung Wissenschaft und Politik – Deutsches Institut für Internationale Politik und Sicherheit, SWP), która doradza niemieckiemu parlamentowi i rządowi, opublikowała raport na temat możliwości uzyskania niepodległości przez Katalonię. W raporcie pt. „Katalonia na drodze do niepodległości?“ Kai-Olaf Lang rozważa możliwość oraz skutki takiej secesji.

Raport wskazuje na rosnące w Katalonii niezadowolenia z tego, iż rzekomo władze regionu posiadają zbyt mało uprawnień w stosunku do rządu centralnego. Dążenia separatystyczne nasila sytuacja gospodarcza Hiszpanii, a konkretnie pogłębiające się różnice w poziomie zamożności między Katalonią a biedniejszymi regionami kraju. Według władz regionu, Katalonia 8 % PKB oddaje innym regionom Hiszpanii. Tendencje pro-niepodległościowe wyrażają się w szeregu różnych inicjatyw politycznych i społecznych. Według raportu od 2009 r. przeprowadzone zostały liczne – co prawda prawnie niewiążące – „referenda niepodległościowe”, w których rzekomo wzięło udział prawie 900 000 osób. Zorganizowane zostały także marsze pod takimi hasłami jak: „Jesteśmy narodem. My decydujemy”, „Katalonia, nowe państwo w Europie”. Podpisany został także „Narodowy Pakt na rzecz Prawa do Decydowania”, którego stronami są partie polityczne oraz instytucje prywatne – przedsiębiorcy i stowarzyszenia. Obecnie władze Katalonii dążą do zwołania referendum w sprawie uzyskania niepodległości przez ten region.
Raport wskazuje na wzrost popularności partii lewicowych na hiszpańskiej scenie politycznej, w tym przede wszystkim Republikańskiej Lewicy (ERC), która dąży do utworzenia katalońskiego państwa, które stałoby się nowym członkiem UE. Partia ta nie wyklucza możliwość przeprowadzenia „kosowskiego scenariusza”. Także radykalna lewica dąży do suwerenności Katalonii: kwestię społecznej emancypacji łączy ze sprawą narodowego wyzwolenia.
Raport omawia możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w regionie. Jeden z nich zakłada, że Katalonia jednostronnie rozpisze referendum, które przez Madryt zostanie uznane za nielegalne. Zgodnie z drugim – po odrzuceniu wniosku o rozpisanie referendum przez rząd centralny, w Katalonii odbyłyby się nowe wybory, w wyniku których partie pro-niepodległościowe mogłyby zdobyć kolejne głosy. Według autora raportu mało prawdopodobny jest scenariusz, zgodnie z którym Madryt zdecyduje się na zwołanie ogólnonarodowego referendum. Co prawda, w skali ogólnokrajowej zabrakłoby wymaganego kworum,  jednakże w samej Katalonii należałoby oczekiwać dużego zainteresowania referendum. Doprowadziłoby do powstania pęknięcia między Katalonią i resztą kraju, a pro-niepodległościowe środowiska mogłyby rozwinąć retorykę stylizującą inne regiony na wrogów Katalonii. Z drugiej jednak strony, gdyby Madryt referendum nie zwołał, w Katalonii zostałoby to potraktowane jako pogwałcenie prawa do samodecydowania i naruszenie zasad demokracji. 
Ostatnia część raportu poświęcona jest europejskim aspektom problemu. Autor stwierdza, że eskalacja konfliktu mogłaby doprowadzić do powstania kryzysu politycznego, który miałby negatywny wpływ na gospodarkę, konsolidację budżetową oraz sektor finansów w Hiszpanii.  W związku z tym autor stawia następujące pytanie: „UE, względnie państwa członkowskie mogłyby w związku z takim rozwojem wypadków znaleźć się w sytuacji, kiedy należałoby zastanowić się, czy wynegocjowanego odłączenia się nie należałoby przedłożyć nad stan ciągłej niestabilności. Gdyby Hiszpania miała osiągnąć prawno-państwowy »point of no return«, w którym zarysowywałoby się wyjście Katalonii z dotychczasowego bytu państwowego,  UE i państwa członkowskie musiałyby jedno wyjaśnić: kto uznałby nowe państwo katalońskie? Czy mogłoby dojść do powstania drugiej konstelacji kosowskiej, podziału UE przy uznawaniu?” Autor dalej zwraca uwagę na to, że Katalonia nie byłaby automatycznie sukcesorem Hiszpanii. Zadaje więc pytanie, jak wyglądałaby sytuacja, w której Katalonia musiałaby ubiegać się o przystąpienie do UE. Czy jej obywatele zachowaliby na czas przejściowy status obywateli UE? A jak wyglądałaby kwestia euro?  W jaki sposób katalońskie firmy (w tym 570 niemieckich) byłyby włączone we wspólny rynek?
Autor stwierdza, że problem kataloński niesie ze sobą nie tylko zagrożenia, ale i szanse. Gdyby zrealizował się scenariusz uzyskania niepodległości przez ten region, wydarzenie to mogłoby stać się podstawą nowego regionalizmu w UE. Na pewno trudno byłoby Hiszpanii utrzymać jedność. Autor stwierdza, że co prawda UE powinna przestrzegać zasady nienaruszenia integralności suwerennych państw, ale powinna być także przygotowana – politycznie i instytucjonalnie – na możliwy podział. Dlatego też powinien zostać przemyślany model, który dla wszystkich umożliwiłby zminimalizowanie negatywnych skutków takiej secesji.  
Komentarz na temat raportu:
 
Komentarz:
Dokument ten zasługuje na uwagę, gdyż to właśnie RFN odegrało kluczową rolę w rozbiciu Jugosławii, w tym także odłączeniu Kosowa od Serbii (co zostało opisane m.in. w godnej polecenia pracy Marka Waldenberga pt. „Rozbicie Jugosławii. Jugosłowiańskie lustro międzynarodowej polityki”). Opisany w raporcie scenariusz na pewno byłby bardzo korzystny dla Niemiec. Rozpad (rozbicie?) Hiszpanii pociągnęłoby za sobą rozpad innych państw (co w raporcie zostało ocenione w jednoznacznie pozytywny sposób).  Procesem regionalizacji zagrożone byłyby Wielka Brytania, Francja, Włochy, Belgia (rozpad tego państwa stałby się bardzo prawdopodobny), a być może także Polska (za sprawą RAŚ). Jednocześnie same Niemcy są jedynym większym państwem w Europie Zachodniej, które nie jest zagrożone „regionalizacją”. Powstanie wielu nowych, mniejszych państw wzmocniłoby geopolityczną pozycję Niemiec, które stałyby się prawdziwym centrum Europy.
Należy zadać pytanie, czy RFN będzie wspierać proces rozpadu Hiszpanii? Według portalu German Foreign Policy, Niemcy już od dawna po cichu wspierają katalońskich separatystów, o czym świadczy np. to, że Katalonia była gościem honorowym frankfurckich Targów Książki w 2007 r., co jest zarezerwowane dla suwerennych państw.  O tym, że Niemcy dążą do regionalizacji Europy pisał Pierre Hillard  w książce pt. „Mniejszości i regionalizmy w federalnej Europie Regionów. Dochodzenie w sprawie niemieckiego planu, który wstrząśnie Europą” („Minorites et regionalismes dans l`Europe Federale des Regions. Enquete sur le plan Allemand qui va buleverser l`Europe”, główne tezy tej pracy zostały zreferowane przez Jana Engelgarda w tekście pt. „Regionalizacja jako instrument likwidacji państw narodowych”).
Należy być pewnym, że w przypadku uzyskania niepodległości przez Katalonię, Niemcy wysłaliby tam liczny sztab swoich ekspertów, mających wspierać Katalończyków w budowaniu swojego nowego państwa. (MZ)

11.13.2012

Gdzie dwóch się bije…

Dziwne rzeczy dzieją się w naszym kraju. Najpierw ni stąd, ni zowąd wybuchła afera Amber Gold, w którą uwikłany jest syn Donalda Tuska. Następnie ekshumacja ciał kilku ofiar katastrofy smoleńskiej pokazała, jak nieudolnie rząd prowadził i nadal prowadzi sprawy związane z tym tragicznym wydarzeniem. Oliwy do ognia dolał artykuł Cezerego Gmyza na temat trotylu na wraku Tupolewa, jak również zwolnienie go z pracy za ten właśnie artykuł. Warto też wspomnieć o komentowanym w polskich środowiskach prawicowych tekście opublikowanym w niemieckim czasopiśmie „Westdeutsche Zeitung”, w którym podana została informacja o tym, że we krwi Remigiusza Musia, który według ustaleń organów ścigania popełnił samobójstwo, znaleziono środki znieczulające albo odurzające (Betäubungsmittel). Po zakończeniu Marszu Niepodległości Polskę obiegły zdjęcia "zbiro-policjantów", czyli chuliganów przebranych za policję, albo policjantów przebranych za chuliganów, którzy wywołali zamieszki podczas Marszu. Jakby tego było mało, polska opinia publiczna została poinformowana o kolejnym niemieckim artykule, tym razem opublikowanym w "Die Welt", pod bardzo wymownym tytułem "Czy śmierć Kaczyńskiego była w interesie Rosji?" (http://wpolityce.pl/wydarzenia/40463-wazna-zmiana-tonu-i-watkow-debaty-niemiecki-die-welt-stawia-otwarte-pytanie-o-zamach-a-zatem-sily-w-rosji). 

Jak widać, atmosfera w Polsce jest mocno podgrzewana. Na wybuch jeszcze chyba za wcześnie, ale w Polsce już wre. Kto na tym korzysta? Na pewno nie Polacy. 

Kilka dni temu niemiecki parlament potępił politykę prezydenta Władimira Putina wobec jego własnych obywateli. Jak czytamy w dokumencie, "Niemiecki Bundestag stwierdza ze szczególnym niepokojem, że od czasu ponownego objęcia urzędu przez prezydenta Władimira Putina w Rosji podejmuje się kroki ustawodawcze i jurystyczne, które w całości mają na celu większą kontrolę nad aktywnymi obywatelami, w coraz większym stopniu kryminalizują krytyczne zaangażowanie oraz oznaczają konfrontacyjny kurs wobec krytyków rządu" (za: http://rebelya.pl/post/2874/bundestag-kontra-putin). Co ciekawe, stanowisko to zostało przyjęte na tydzień przed wizytą kanclerz Angeli Merkel w Moskwie i szczytem rosyjsko-niemieckim. Portal Rebelya podaje dalej, że odpowiedzią były słowa ambasadora Rosji w Niemczech Władimira Grinina – tego samego, który był ambasadorem w Warszawie przed, w trakcie i krótko po katastrofie smoleńskiej – a który w rozmowie z tygodnikiem "Der Spiegel” stwierdził, że niczego konstruktywnego w tym tekście nie odkrył. 

Uchwała niemieckiego parlamentu nie jest żadnym zaskoczeniem. Do przewidzenia było, że Niemcom coraz bardziej będzie przeszkadzał fakt, że Putin nie chce przeprowadzić w Rosji reform, których życzy sobie RFN. Chodzi oczywiście o wprowadzanie "standardów europejskich" przy pomocy licznych niemieckich fundacji i innych ekspertów finansowanych przez RFN. Podczas gdy w Polsce jedną z najważniejszych instytucji kształtujących politykę jest Fundacja Adenauera, w Rosji Putin doprowadził do uchwalenia ustawy, która zagraniczne fundacje – zupełnie słusznie – traktuje jako narzędzie obcej agentury. Niemcy postanowili więc przywołać Rosję do porządku i zaczynają robić jej czarny PR. 

Co sprawa tej uchwały ma wspólnego z Polską? Moim zdaniem, istnieje poważne niebezpieczeństwo, że niemieccy realpolitycy po raz kolejny wykorzystają wojnę polsko-polską i naszą rusofobię do swoich własnych celów. Uważam, że między innymi nie zawahają się użyć sprawy katastrofy smoleńskiej do robienia czarnego PR Rosji. Od razu podkreślam, że nie twierdzę, iż maczali oni palce we wszystkich "dziwnych" wydarzeniach, które wymieniłam na początku tego tekstu. Trudno podejrzewać ich o to, że np. pomagali w przebieraniu się policjantów za chuliganów albo chuliganów za policjantów. Wystarczy jednak, że odpowiednio wykorzystują dla siebie sytuacje stworzone bez ich własnego udziału. Nie ulega natomiast wątpliwości, że podsycanie w Polakach rusofobii zawsze było niemiecką specjalnością. Stąd też należy ostrożnie podchodzić do nagłego zainteresowania niemieckich dziennikarzy katastrofą smoleńską i samobójstwem Remigiusza Musia. Prawdopodobnie związane jest ono jest z nowymi wytycznymi niemieckiej polityki. Czy jesteśmy przygotowani do tego, żeby odpowiednio na nią zareagować? Wcale nie. 

Nie jesteśmy przygotowani, bo nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z przeszłości. Przyjrzyjmy się na przykład sprawie powstania styczniowego. Ilu Polaków wie, że to Bismarck podsycał w Polsce antyrosyjskie, a w Rosji antypolskie nastroje? Polityka Wielopolskiego najbardziej przeszkadzała Prusom, dlatego też robiły mu czarny PR (który do dziś jest podtrzymywany). Jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz: "O ile Francuzi popierają Wielopolskiego w jego programie, o tyle Bismarck patrzy na niego z nienawiścią. Jeszcze będąc przedstawicielem Prus w Petersburgu, Bismarck idzie tak daleko, że rozpuszcza idiotyczną plotkę, iż Wielopolski chce otruć Aleksandra II. Bismarck zrobiłby wszystko, co może, aby podsycić opór „czerwonych” i opór Andrzeja Zamoyskiego przeciwko polityce Wielopolskiego" (Stanisław Cat-Mackiewicz, Bismarck i Grottger. Fragment książki "Był bal", http://www.konserwatyzm.pl/artykul/5493/bismarck-i-grottger-fragment-ksiazki-byl-bal). Wybuch powstania styczniowego był Bismarckowi jak najbardziej na rękę. Po rozpoczęciu walk szybko zainicjował podpisanie konwencji Alvenslebena, na mocy której Prusy zobowiązały się do udzielania pomocy wojskom rosyjskim, w razie gdyby powstańcy pojawiali się na granicy rosyjsko-pruskiej lub chcieli przeniknąć na terytorium Poznańskiego. Jak pisał Cat-Mackiewicz: "Cesarz serdecznie przyjął Alvenslebena, wyraził mu radość, że wtedy, kiedy inne kraje europejskie z powodu Polaków napadają na Rosję, jedne jedyne Prusy występują z gestem przyjaznym". Gra Bismarcka była jednakże wyjątkowo wyrachowana. Potrzebował on rosyjskiego długu wdzięczności po to, by Rosja nie stanęła na przeszkodzie do zjednoczenia Niemiec pod pruskimi auspicjami. Cat-Mackiewicz słusznie wskazuje na to, że zadeklarował on pomoc  Rosji, by "pokazać Aleksandrowi II, że jest o wiele lepszy dla Rosji niż obrzydliwa Austria. Trzeba pamiętać, że to rok 1863, a więc czasy, w których mózg Bismarcka wciąż się wysila na temat, jak by to wypędzić Austrię z niemieckiej wspólnoty. Poza tym Bismarck nie tylko chce zwycięstwa rosyjskiego nad powstańcami, ale chce także, aby to zwycięstwo nie przyszło Rosji zbyt łatwo i przede wszystkim, nade wszystko, koniecznie, aby pokłóciło Rosję z innymi państwami w Europie. Powstanie polskie jest dla Bismarcka znakomitą okazją do pokłócenia Rosji ze wszystkimi i do zajęcia przez Prusy roli jedynego wiernego przyjaciela mocarstwa rosyjskiego. Konwencja Alvenslebena to okrzyk Bismarcka: „Rosja skłócona z Europą dla mnie”". Rzeczywiście, po pokonaniu Francji przez Niemcy w 1871 roku Rosja nie sprzeciwiła się zjednoczeniu Niemiec przez Prusy (albo raczej ich podbiciu). A co Bismarck mówił o Polakach? Warto jeszcze raz zacytować Cata-Mackiewicza: "Polacy są rozżarzonym żelazem, ale w razie, gdybyśmy mieli wojnę z Rosją, chwycę za to rozpalone żelazo, aby Rosję porazić". 
 
Stało się dokładnie tak, jak chciał tego Bismarck. Jego polityczny "testament" zrealizował Józef Piłsudski. Po "zjednoczeniu" Niemiec Prusy bardzo zapragnęły "zjednoczyć" całą Europę. Na drodze do realizacji ich celu stała carska Rosja. Należało więc ją zniszczyć. W tym celu państwo niemieckie opłacało wszelkiej maści rewolucjonistów i nacjonalistów, którzy spiskowali przeciwko Rosji. Do tej grupy należeli także Piłsudski i Lenin, którzy podjęli współpracę z niemieckim wywiadem. Efekt tej współpracy jest powszechnie znany: bolszewicy zniszczyli Rosję i ustanowili swoje własne rządy. A młode państwo polskie cudem zostało uratowane przed "czerwoną zarazą". Jednym słowem, polskie rozpalone żelazo skutecznie zostało użyte w tym celu, aby Rosję porazić.

Wbrew temu, co twierdzą Wieczorkiewicz, Zychowicz & spółka, na szczęście nie poszliśmy z Niemcami bić Moskala podczas II Wojny Światowej. Wynikłoby z tego jeszcze większe nieszczęście niż wspólne bicie Moskala podczas I Wojny Światowej, i to nie tylko dla Polski, ale i całego świata. 

Polska rusofobia jednakże jeszcze raz została wykorzystana przez niemieckich strategów. Przy pomocy polskiej opozycji udało im się doprowadzić do rozpadu Związku Radzieckiego, a tym samym do zjednoczenia Niemiec. Na fali entuzjazmu z powodu odzyskania niepodległości Solidarność zapomniała jednak o "drobnym szczególe", czyli o głębokim przywiązaniu ówczesnych niemieckich elit do granic państwa niemieckiego z 1937 roku. Dla polskich antykomunistów głosy mówiące o niemieckim zagrożeniu były bowiem wyłącznie przejawem radzieckiej propagandy. Na szczęście dzięki naciskom ze strony Margaret Thatcher, Niemcy w końcu uznały granicę na Odrze i Nysie. 

A jak wygląda bilans rzekomego odzyskania przez nas niepodległości? Państwo polskie znajduje się w stanie całkowitego rozkładu, podobnie sprawy się mają z polską gospodarką, kulturą i nauką. Staliśmy się rynkiem zbytu dla niemieckich produktów (jak pokazuje wykres opublikowany na stronie Instytutu Niemieckiej Gospodarki w Kolonii, wartość niemieckiego eksportu do Polski w 2011 roku wyniosła 60,6 mld $, rosyjskiego 21,1, holenderskiego 13,3, włoskiego 13,1, chińskiego 10,9, francuskiego 9,5 mld $: http://www.iwkoeln.de/__extendedmedia_resources/95932/index.html). Prasa znajduje się przede wszystkim w rękach niemieckich koncernów, a światopogląd Polaków kształtowany jest przez takie gadzinówki jak Newsweek czy Fakt. I jak już wspomniałam, jednym z ważniejszych graczy na polskiej scenie politycznej jest Fundacja Adenauera. Jak by tego jeszcze było mało, Niemcy coraz częściej pouczają nas o "polskich obozach koncentracyjnych", jak również zaczynają rozliczać za "wypędzenie" Niemców. Jednym słowem, potwierdziło się dokładnie to, przed czym przestrzegali zwolennicy sojuszu Polski ze Związkiem Radzieckim, a co antykomuniści uznali za zwykłą propagandę: za pomocą Unii Europejskiej Polska została już niemalże całkowicie podporządkowana RFN. 

A teraz przyszedł czas na Rosję. Sprawa Smoleńska świetnie nadaje się do tego, by osłabić pozycję tego kraju. Czy znowu pozwolimy, aby Niemcy w swoim pochodzie po coraz większą władzę posłużyły się Polską, jak to zrobiły w 1863, w czasie I Wojny Światowej i w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia? Powiedzmy to dosadnie:  dzięki polskiej rusofobii, której efektem było powstanie styczniowe,  Prusy dostały od Rosji zielone światło dla podbicia przez siebie Niemiec (nazywanego zjednoczeniem Niemiec). To dzięki polskiej rusofobii Piłsudski grał w tej samej lidze co Lenin, przez co Polska przyczyniła się do zniszczenia Rosji przez państwo niemieckie i bolszewików. To Polska w wydatny sposób przyczyniła się do tego, że po Europie przejechał walec nazywany Unią Europejską, za pomocą której RFN "jednoczy" Europę. Czy w końcu wyciągniemy wnioski z tych oczywistych faktów? Czy też znowu ruszymy na Moskala, aby go "cywilizować" i nawracać na wartości europejskie, a przy okazji pomścić Smoleńsk? Aby następnie po zniszczeniu Rosji rozpuścić się w kontrolowanym przez RFN bloku kontynentalnym? 

Nie, nie jestem zwolenniczką rosyjskiego bizantynizmu i turańszczyzny. Moim ideałem jest cywilizacja łacińska. Podkreślam: cywilizacja łacińska, a nie "wartości europejskie". Niestety, zdecydowana większość  tak zwanej polskiej prawicy nie rozumie, na czym polega różnica między tymi dwiema formami cywilizacyjnymi. Co więcej, wielu "polskich patriotów" przekonanych jest o wyższości cywilizacyjnej Polski nad Rosją, nie zauważając przy tym, że w Polsce dosłownie panuje burdel i że w tej sytuacji nie możemy być żadnym wzorem do naśladowania. Może w końcu najwyższy czas, żebyśmy sobie przypomnieli, że jedną z podstawowych zasad prowadzenia polityki w duchu cywilizacji łacińskiej jest po prostu rozwaga? 

P.S. Czyż nie ma racji Krzysztof Zagozda? Pisze: "Dziś jeszcze raz o Gmyzie z Wikipedii. Tym razem ciekawostka, że ten nowy narodowy bohater  "jest wiceprezesem fundacji Medientandem, zajmującej się polsko-niemiecką współpracą dziennikarską". Co prawda informacja to nie do końca ścisła, bo fundacja jest w stanie likwidacji, ale jej ścisła współpraca (finansowanie) z Fundacją Adenauera chluby nie przynosi (…). Gdyby Gmyz szefował fundacji polsko-rosyjskiej, już zostałby odsądzony od czci i wiary przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości. A że niemieckiej? Wszak sąsiedzi zza Odry dobrze nam życzą.  Dopiero pół Polski wykupili" (http://zagozda.nowyekran.pl/post/79146,tego-o-gmyzie-nie-wiedzialem-ciag-dalszy).


10.08.2012

Oświecanie kontrolowane

Idea utworzenie rządu światowego należy do żelaznego reperturu tak zwanych teorii spiskowych. Za sprawą polskiego geopolityka Leszka Sykulskiego pomysł utworzenia globalnego ośrodka władzy przeżywa swoisty coming out. Swoją koncepcję Sykulski przedstawił w  biuletynie „Geopolityka” nr 12/2012, zatytułowanym ,,O potrzebie rządu światowego. Od Wielkiej Europy do Unii Globalnej" (http://geopolityka.net/wp-content/uploads/2012/05/Geopolityka_nr_12.pdf). Jak czytamy w abstrakcie broszury: 


"Autor podkreśla rolę przemian technologicznych i ponadnarodowych procesów integracyjnych we współczesnym świecie. Postuluje powołanie globalnego rządu, wyposażonego m.in. w kompetencje do emisji światowej waluty (elektronicznej), zdolnego do rozwiązania najważniejszych problemów, stojących przed światem w ciągu najbliższych dekad. Opowiada się za wprowadzeniem światowego języka i międzynarodowego (elektronicznego) paszportu. Artykuł prezentuje wybór możliwych dróg do stworzenia konfederacji światowej poprzez kontynentalne procesy integracyjne. Autor kreśli scenariusze na najbliższe kilkadziesiąt lat".
 
Natomiast w wywiadzie na temat rządu światowego, przeprowadzonym przez Arkadiusza Mellera, prezes Instytutu Geopolityki stwierdza między innymi: 

"Nad rozwojem kluczowych technologii zawsze kontrolę sprawowały największe mocarstwa (np. rozwój fizyki jądrowej). Współcześnie rozwój najwyższych technologii prowadzony jest tylko w kilkunastu najbogatszych państwach, czy w obrębie konfederacji (UE). Dziś na świecie mamy do czynienia z niebywałym marnotrawstwem pieniędzy, energii i czasu na prowadzenie równoległych badań w tych samym dziedzinach wiedzy w różnych częściach świata. Istotą rzeczy jest wprowadzenie specjalizacji, która pozwoliłaby na bardziej ekonomiczne wykorzystywanie zasobów naszej planety. Chodzi zatem o globalną koordynację badań naukowych, ale nie tylko. Ważna jest także kontrola nad skutkami użycia zaawansowanych technologii". (http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4400/wywiad-arkadiusza-mellera-z-prezesem-instytutu-geopolityki-p

Sykulski postuluje silniejszą integrację europejską, idącą w kierunku utworzenia państwa europejskiego, które w dalszej perspektywie zostanie zastąpione przez państwo światowe. 

Wizja nakreślona przez Sykulskiego bardzo mnie niepokoi. I to z bardzo praktycznego względu. W dodatku, bardzo banalnego. Wszystko rozbija się o żarówki. 

Jestem szczęśliwą posiadaczką zabytkowego żyrandola. Tradycyjnie do żyrandoli tego typu używa się smukłych i matowych żarówek. Niestety, padły one ofiarą dyktatury oświeconych, czyli Unii Europejskiej. Natomiast dostępne w sprzedaży żarówki halogenowe albo energooszczędne nie nadają się do użycia, gdyż mój żyrandol po prostu oszpecają. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak sprowadzać odpowiednie żarówki z krajów, które nie mają niewątpliwego szczęścia przynależeć do postępowej, czyli oświeconej Unii. No właśnie, dobrze, że takie państwa jeszcze w ogóle istnieją. Bo w momencie utworzenia rządu światowego dyktatura żarówkowa i nie-żarówkowa obejmie całą kulę ziemską. Jednym słowem, spełni się to, przed czym już przed ponad dwustu laty ostrzegał Immanuel Kant: powstanie globalna tyrania. A posiadacze starych żyrandoli będą musieli zrozumieć, że "estetyczne zachcianki" muszą ustąpić miejsca wyższym, bo oświeconym sprawom. Jak np. walce z ociepleniem klimatu czy też po prostu marnotrawieniem energii. 

Idee Sykulskiego nie wzięły się z powietrza. Sam Sykulski otwarcie przyznaje się do tego, że jest zwolennikiem ideologii transhumanizmu. W cytowanym już wywiadzie stwierdza: 

"Wspomniany już przeze mnie transhumanizm szeroko czerpie nie tylko z nauk przyrodniczych i technicznych, ale także społecznych. Istotne są przeobrażenia społeczne, jakie nastąpią w przyszłości pod wpływem rozwoju technologicznego. Wbrew pozorom ten nurt myślowy nie jest wyłącznie nastawiony na zwiększenie możliwości umysłu i ciała człowieka, lecz także duchowy". 

Ideologia transhumanizmu powiązana jest z prądem umysłowym zwanym lucyferianizmem, który ukierunkowany jest na zwiększanie stopnia samoświadomości człowieka. Lucyferianizmem przesączone są poglądy wielu oświeceniowych intelektualistów, jak również wyznawców religii masońskiej. Wielu zwolenników utworzenia rządu światowego uważa, że poprzez podporządkowanie ludzkości centralnemu ośrodkowi władzy stanie się ona bardziej "racjonalna", czyli oświecona. Jednym słowem, żądają oni dyktatury oświeconych technokratów. Technokratów, którzy będą decydowali o tym, jakie żarówki mają prawo świecić mi nad głową, a jakie nie. W imię "zwiększenia możliwości umysłu i ciała człowieka".  

A co jeśli ja wolę, by nad głową pięknie mi świecił mój zabytkowy żyrandol? Najwyraźniej mam pecha: takie "oświecanie" nie zostało przewidziane przez system. Dla mojego dobra, oczywiście.

9.08.2012

Niemiecka pułapka


Od kilkunastu dni w księgarniach dostępna jest książka Piotra Zychowicza "Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki". Autor stara się w niej udowodnić, że  w 1939 Polska powinna była pójść na "bolesne prestiżowe ustępstwa" i zawrzeć przejściowy sojusz z Niemcami. 

Zdaniem Zychowicza można było w ten sposób uniknąć brutalnej niemieckiej okupacji, jak również i sowieckiej. Teza nie jest oryginalna, bo prezentowana była m.in. przez Pawła Wieczorkiewicza, który pisał o wspólnej paradzie zwycięstwa na placu Czerwonym w Moskwie, przyjmowanej przez Hitlera i Rydza-Śmigłego. Wieczorkiewicz był zdania, że w takim wypadku nie doszłoby do zagłady Żydów, którzy byliby wysiedleni z Europy, a nie wymordowani. Po śmierci Hitlera system natomiast złagodniałby. Także Andrzej Piskozub uważa, że Polska powinna była stanąć u boku Hitlera. Piskozub, podobnie jak Piotr Zychowicz, widzi siebie jako kontynuatora linii politycznej reprezentowanej przez Władysława Studnickiego, który był politycznym germanofilem. Niedawno ukazał się również artykuł Krzysztofa Kłopotowskiego pt. "Człowiek stulecia i jego cień" (Rzeczpospolita, w PlusMinus z 11 - 12 sierpnia 2012, pełna elektroniczna wersja tekstu: http://wpolityce.pl/artykuly/34184-czlowiek-stulecia-i-jego-cien-ciagle-malo-wiemy-do-czego-zdolny-byl-churchill), którego autor idzie jeszcze dalej, gdyż czyni Polskę i Anglię współodpowiedzialnymi za wybuch II Wojny Światowej. Kłopotowski powołuje się na książkę Patricka Buchanana „Churchill, Hitler and the Unnecessary War”, której autor twierdzi, że to Churchill wydał Hitlerowi „niepotrzebną wojnę”.  Kłopotowski tak przedstawia stanowisko Patricka Buchanana: 

8.07.2012

„Neuordnung” jako idée fixe niemieckiej polityki zagranicznej (1)


"Sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez dane państwo zawsze powiązany jest z jego kulturą i mentalnością. I tak jak np. dla Anglików charakterystyczny jest pragmatyzm, tak Niemców nie sposób zrozumieć bez idei „Neuordnung”. Słowo to oznacza tyle co „uporządkowanie na nowo”. W kontekście polityki zagranicznej idea „Neuordnung” sprowadza się do chęci uporządkowania na nowo określonej przestrzeni geopolitycznej."



 

5.28.2012

Polska między USA, Niemcami i Rosją

"Nie tylko żaden człowiek ale też i żadne państwo nie jest samotną wyspą. Oznacza to konieczność ciągłego uzgadniania swoich interesów z innymi, szukania sojuszników dla ich realizacji jak również sprzymierzeńców w walce ze wspólnym wrogiem. Dotyczy to również i Polski, która sukces polityczny może osiągnąć tylko wtedy, jeśli dokona właściwego wyboru swoich „przyjaciół”. Po zakończeniu naszej „przyjaźni” ze Związkiem Radzieckim „zaprzyjaźniliśmy się” się z Zachodem czyli przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi i Niemcami. I tak długo jak oba te państwa mocno „przyjaźniły” się ze sobą, taka właśnie konstelacja geopolityczna nie była poddawana w wątpliwość praktycznie przez żadną liczącą się frakcję polityczną w Polsce. Tym bardziej, że zarówno USA jak i Niemcy przejawiały krytyczny stosunek wobec niedemokratycznej Rosji, co właściwie cementowało te nowe więzi „przyjaźni”.
Sytuacja zaczęła się komplikować, kiedy w relacjach między USA i Niemcami zapanowało pewne ochłodzenie, natomiast ociepliły się relacje między Niemcami i Rosją. Na skutek tejże zmiany Polska stanęła przed starym dylematem czyli koniecznością dokonania wyboru między współpracą z Rosją i Niemcami przeciwko Anglosasom albo vice versa."