Na
łamach niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ), w
dniu 4 kwietnia 2016 r., ukazał się artykuł Witolda Waszczykowskiego „Z
ręką na sercu" (Mit der Hand auf dem Herzen). Artykuł ten bez wątpienia
zasługuje na uwagę, gdyż chodzi o duży tekst (całą stronę), który
ukazał się w cyklu redakcyjnym „Czy Europa się rozpada” – w gronie
tekstów autorstwa Wolfganga Schäuble czy też przewodniczącego SPD
Sigmara Gabriela. Na łamach FAZ Waszczykowski w kompaktowy sposób
przedstawia wytyczne polskiej polityki zagranicznej realizowanej przez
rząd Beaty Szydło.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geopolityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geopolityka. Pokaż wszystkie posty
4.15.2016
6.27.2015
Z niemiecką precyzją. O skutecznym zarządzaniu informacją
"Autorka
przedstawia w nim metody oddziaływania państwa na swoje otoczenie za
pomocą synergii działań sieci rozmaitych instytucji. Silną stroną
prelekcji są liczne, współczesne przykłady wpływu organizacji z
Republiki Federalnej Niemiec na polskie sprawy polityczne i społeczne.
Niestety,
ze względu na wcześniej zaplanowany wyjazd Pani Magdaleny, jej wykład
zostanie wyemitowany „z puszki” i nie odbędzie się po nim dyskusja.
Bardzo nad tym ubolewamy, szczególnie, że to ostatnie nasze spotkanie w
tym roku akademickim. Postaramy się nadrobić tę zaległość i tytułową
tematykę kontynuować w ramach zbliżającego się Zjazdu (@Zjazd NAI
2015), na którym Pani Magdalena potwierdziła wstępnie swoją obecność.
Tymczasem zapraszamy do obejrzenia świetnego – zdaniem tych, co już widzieli – wykładu! 😉
Wykład zostanie opublikowany na YouTube – http://www.youtube.com/user/harforpl – w poniedziałek, 29 czerwca".
6.22.2015
Czy Wielki Brat rzeczywiście jest nam zbędny? Polemika z Mateuszem Piskorskim
Po pierwsze, przypomina dorobek Instytutu Zachodniego, o którym większość Polaków nigdy nie słyszała, a jeśli słyszała, to kojarzy z rzekomą peerelowską propagandą antyniemiecką.
Po drugie, Piskorski słusznie wskazuje na to, że wielu Niemców publicznie głosi poglądy politycznie poprawne, a po cichu myśli coś zupełnie innego. Z racji tego, że wiele lat spędziłam w Niemczech, mogę podać liczne dowody na słuszność tej tezy. Przytoczę tylko jeden z nich, a konkretnie rozmowę która miała miejsce na urodzinach naszych wspólnej znajomej, z pewnym niemieckim prawnikiem w średnim wieku, który wprost mi powiedział, że granice III Rzeszy z 1940 r. były optymalne i należało je na zawsze utrzymać. Nie był to żaden przedstawiciel środowisk prawicowych, potomek „wypędzonych” – nic z tych rzeczy, zupełnie normalny, dobrze wykształcony Niemiec".
http://konserwatyzm.pl/artykul/13045/czy-wielki-brat-rzeczywiscie-jest-nam-zbedny-polemika-z-mate
1.08.2014
Nowe zarzuty korupcyjne z Grecji obciążają niemieckie firmy zbrojeniowe
Z
wypowiedzi byłego pracownika greckiego Ministerstwa Obrony wynika, że
firmy Krauss-Maffei Wegmann, Rheinmetall i Atlas płaciły greckim
urzędnikom olbrzymie łapówki, aby podpisać z nimi lukratywne kontrakty
na dostawę niemieckiego uzbrojenia do Grecji. Były kierownik wydziału
zbrojeniowego Ateńskiego MON Antonios Kantas twierdzi, że wysokość
łapówek, które przyjął, opiewa na sumę około 8 milionów euro, z czego
3,2 miliony pochodzą z samych Niemiec. Kantas zeznaje, że większość umów
dotyczyła zakupu pojazdów pancernych, a konkretnie nabycia 170 pojazdów
typu Leopard 2. Pomimo trwającego kryzysu, Grecja musiała zapłacić
rachunek, który opiewał na 1,7 miliarda euro. Poza tym chodziło o
modernizację okrętów podwodnych, sprzedaż systemu obrony
przeciwlotniczej „Asrad“ oraz dostawę haubic typu PzH 2000.
Grecki
wymiar sprawiedliwości już wcześniej zajmował się interesami
niemieckich firm zbrojeniowych w Grecji. I tak jesienią 2013 r. były
grecki minister sprawiedliwości Akis Tsochatzopoulos został skazany na
karę dwudziestu lat pozbawienia wolności za przyjęcie łapówek w
wysokości 55 milionów euro, aby przeforsować w Atenach zakup rosyjskich
rakiet przeciwlotniczych oraz niemieckich okrętów podwodnych. W
przypadku tych ostatnich chodziło o modele klasy 214, które zostały
zaprojektowane przez stocznię Kieler Werft HDW. Pieniądze na łapówkę
zostały przetransferowane przez partnera stoczni – Ferrostaal (Essen).
Umowa o wartości 2,85 miliarda euro została podpisana w 2000 roku. Już
krótko po eskalacji kryzysu w Grecji, krytycy wskazywali na to, że
opiewające na wiele miliardów interesy niemieckich firm zbrojeniowych w
Grecji w znaczącym stopniu przyczyniły się do tego, że między 2005 a
2009 r. Ateny stały się piątym nabywcą uzbrojenia na świecie. Import
broni sprawił, że grecki dług publiczny urósł do gigantycznych
rozmiarów, co ostatecznie pogrążyło to państwo w kryzysie.
Dla
niemieckiej gospodarki opłacała się więc wielokrotnie krytykowana
decyzja berlińskiego Urzędu Kanclerskiego o wydaniu zgody na
przystąpienie Grecji do strefy euro. Urząd był dobrze poinformowany o
tym, że bilans handlowy Grecji wykazywał duży deficyt, co w warunkach
wspólnej waluty musiało prowadzić do poważnych problemów. Urząd
Kanclerski nie przejął się tą informacją, czego pozytywne skutki odczuwa
niemiecka gospodarka z jej ekscesywnym eksportem.
Komentarz Redakcji:
Warto
przyjrzeć się bliżej byłemu greckiemu ministrowi sprawiedliwości
Akisowi Tsochatzopoulosowi, o którym mowa w powyższym tekście. Jak
czytamy na Wikipedii, Akis Tsochatzopoulos wiele lat spędził w
Monachium, gdzie m.in. uzyskał dyplom inżyniera. Na odległość wspierał
ruch oporu skierowany przeciwko greckim rządom dyktatorskim, z tegoż
powodu w 1969 r. został pozbawiony obywatelstwa Grecji. Był członkiem
PAK a w 1972 r. został członkiem Rady Narodowej. Po upadku dyktatury w
1974 powrócił do Grecji. W tym samym roku został członkiem założycielem
partii PASOK (Panellinio Sosialistiko Kinima, Panhelleński Ruch
Socjalistyczny), do kwietnia 2011 był nieprzerwanie członkiem jej
prezydium. Przez 25 lat pełnił różne ministerialne funkcje.
W
kontekście tych informacji należy także przypomnieć, że ważną rolę przy
obalaniu dyktatur w Grecji, Hiszpanii i Portugalii odegrała niemiecka
Fundacja Friedricha Eberta. Warto wspomnieć, że Socjalistyczna Partia
Portugalii została założona w 1973 w Niemczech, w ośrodku szkoleniowym
tej Fundacji w Bad Münstereifel. Wspieranie socjalistów przez państwo
niemieckie, jak widać, jest bardzo opłacalne zarówno dla niemieckiej
gospodarki, jak i niemieckiej polityki.
9.22.2013
Niemiecki raport na temat niepodległości Katalonii
Wpływowa
niemiecka »Fundacja Nauka i Polityka – Niemiecki Instytut ds. Polityki
Międzynarodowej i Bezpieczeństwa« (Stiftung Wissenschaft und Politik –
Deutsches Institut für Internationale Politik und Sicherheit, SWP),
która doradza niemieckiemu parlamentowi i rządowi, opublikowała raport
na temat możliwości uzyskania niepodległości przez Katalonię. W raporcie
pt. „Katalonia na drodze do niepodległości?“ Kai-Olaf Lang rozważa
możliwość oraz skutki takiej secesji.
Raport
wskazuje na rosnące w Katalonii niezadowolenia z tego, iż rzekomo
władze regionu posiadają zbyt mało uprawnień w stosunku do rządu
centralnego. Dążenia separatystyczne nasila sytuacja gospodarcza
Hiszpanii, a konkretnie pogłębiające się różnice w poziomie zamożności
między Katalonią a biedniejszymi regionami kraju. Według władz regionu,
Katalonia 8 % PKB oddaje innym regionom Hiszpanii. Tendencje
pro-niepodległościowe wyrażają się w szeregu różnych inicjatyw
politycznych i społecznych. Według raportu od 2009 r. przeprowadzone
zostały liczne – co prawda prawnie niewiążące – „referenda
niepodległościowe”, w których rzekomo wzięło udział prawie 900 000 osób.
Zorganizowane zostały także marsze pod takimi hasłami jak: „Jesteśmy
narodem. My decydujemy”, „Katalonia, nowe państwo w Europie”. Podpisany
został także „Narodowy Pakt na rzecz Prawa do Decydowania”, którego
stronami są partie polityczne oraz instytucje prywatne – przedsiębiorcy i
stowarzyszenia. Obecnie władze Katalonii dążą do zwołania referendum w
sprawie uzyskania niepodległości przez ten region.
Raport
wskazuje na wzrost popularności partii lewicowych na hiszpańskiej
scenie politycznej, w tym przede wszystkim Republikańskiej Lewicy (ERC),
która dąży do utworzenia katalońskiego państwa, które stałoby się nowym
członkiem UE. Partia ta nie wyklucza możliwość przeprowadzenia
„kosowskiego scenariusza”. Także radykalna lewica dąży do suwerenności
Katalonii: kwestię społecznej emancypacji łączy ze sprawą narodowego
wyzwolenia.
Raport
omawia możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w regionie. Jeden z nich
zakłada, że Katalonia jednostronnie rozpisze referendum, które przez
Madryt zostanie uznane za nielegalne. Zgodnie z drugim – po odrzuceniu
wniosku o rozpisanie referendum przez rząd centralny, w Katalonii
odbyłyby się nowe wybory, w wyniku których partie pro-niepodległościowe
mogłyby zdobyć kolejne głosy. Według autora raportu mało prawdopodobny
jest scenariusz, zgodnie z którym Madryt zdecyduje się na zwołanie
ogólnonarodowego referendum. Co prawda, w skali ogólnokrajowej
zabrakłoby wymaganego kworum, jednakże w samej Katalonii należałoby
oczekiwać dużego zainteresowania referendum. Doprowadziłoby do powstania
pęknięcia między Katalonią i resztą kraju, a pro-niepodległościowe
środowiska mogłyby rozwinąć retorykę stylizującą inne regiony na wrogów
Katalonii. Z drugiej jednak strony, gdyby Madryt referendum nie zwołał, w
Katalonii zostałoby to potraktowane jako pogwałcenie prawa do
samodecydowania i naruszenie zasad demokracji.
Ostatnia
część raportu poświęcona jest europejskim aspektom problemu. Autor
stwierdza, że eskalacja konfliktu mogłaby doprowadzić do powstania
kryzysu politycznego, który miałby negatywny wpływ na gospodarkę,
konsolidację budżetową oraz sektor finansów w Hiszpanii. W związku z
tym autor stawia następujące pytanie: „UE, względnie państwa
członkowskie mogłyby w związku z takim rozwojem wypadków znaleźć się w
sytuacji, kiedy należałoby zastanowić się, czy wynegocjowanego
odłączenia się nie należałoby przedłożyć nad stan ciągłej
niestabilności. Gdyby Hiszpania miała osiągnąć prawno-państwowy »point
of no return«, w którym zarysowywałoby się wyjście Katalonii z
dotychczasowego bytu państwowego, UE i państwa członkowskie musiałyby
jedno wyjaśnić: kto uznałby nowe państwo katalońskie? Czy mogłoby dojść
do powstania drugiej konstelacji kosowskiej, podziału UE przy
uznawaniu?” Autor dalej zwraca uwagę na to, że Katalonia nie byłaby
automatycznie sukcesorem Hiszpanii. Zadaje więc pytanie, jak wyglądałaby
sytuacja, w której Katalonia musiałaby ubiegać się o przystąpienie do
UE. Czy jej obywatele zachowaliby na czas przejściowy status obywateli
UE? A jak wyglądałaby kwestia euro? W jaki sposób katalońskie firmy (w
tym 570 niemieckich) byłyby włączone we wspólny rynek?
Autor
stwierdza, że problem kataloński niesie ze sobą nie tylko zagrożenia,
ale i szanse. Gdyby zrealizował się scenariusz uzyskania niepodległości
przez ten region, wydarzenie to mogłoby stać się podstawą nowego
regionalizmu w UE. Na pewno trudno byłoby Hiszpanii utrzymać jedność.
Autor stwierdza, że co prawda UE powinna przestrzegać zasady
nienaruszenia integralności suwerennych państw, ale powinna być także
przygotowana – politycznie i instytucjonalnie – na możliwy podział.
Dlatego też powinien zostać przemyślany model, który dla wszystkich
umożliwiłby zminimalizowanie negatywnych skutków takiej secesji.
Tekst raportu: http://www.swp-berlin.org/de/publikationen/swp-aktuell-de/swp-aktuell-detail/article/katalonien_auf_dem_weg_in_die_unabhaengigkeit.html
Komentarz na temat raportu:
Komentarz:
Dokument
ten zasługuje na uwagę, gdyż to właśnie RFN odegrało kluczową rolę w
rozbiciu Jugosławii, w tym także odłączeniu Kosowa od Serbii (co zostało
opisane m.in. w godnej polecenia pracy Marka Waldenberga pt. „Rozbicie
Jugosławii. Jugosłowiańskie lustro międzynarodowej polityki”). Opisany w
raporcie scenariusz na pewno byłby bardzo korzystny dla Niemiec. Rozpad
(rozbicie?) Hiszpanii pociągnęłoby za sobą rozpad innych państw (co w
raporcie zostało ocenione w jednoznacznie pozytywny sposób). Procesem
regionalizacji zagrożone byłyby Wielka Brytania, Francja, Włochy, Belgia
(rozpad tego państwa stałby się bardzo prawdopodobny), a być może także
Polska (za sprawą RAŚ). Jednocześnie same Niemcy są jedynym większym
państwem w Europie Zachodniej, które nie jest zagrożone
„regionalizacją”. Powstanie wielu nowych, mniejszych państw wzmocniłoby
geopolityczną pozycję Niemiec, które stałyby się prawdziwym centrum
Europy.
Należy
zadać pytanie, czy RFN będzie wspierać proces rozpadu Hiszpanii? Według
portalu German Foreign Policy, Niemcy już od dawna po cichu wspierają
katalońskich separatystów, o czym świadczy np. to, że Katalonia była
gościem honorowym frankfurckich Targów Książki w 2007 r., co jest
zarezerwowane dla suwerennych państw. O tym, że Niemcy dążą do
regionalizacji Europy pisał Pierre Hillard w książce pt. „Mniejszości i
regionalizmy w federalnej Europie Regionów. Dochodzenie w sprawie
niemieckiego planu, który wstrząśnie Europą” („Minorites et
regionalismes dans l`Europe Federale des Regions. Enquete sur le plan
Allemand qui va buleverser l`Europe”, główne tezy tej pracy zostały
zreferowane przez Jana Engelgarda w tekście pt. „Regionalizacja jako
instrument likwidacji państw narodowych”).
Należy
być pewnym, że w przypadku uzyskania niepodległości przez Katalonię,
Niemcy wysłaliby tam liczny sztab swoich ekspertów, mających wspierać
Katalończyków w budowaniu swojego nowego państwa. (MZ)
11.13.2012
Gdzie dwóch się bije…
Dziwne rzeczy dzieją się w naszym kraju. Najpierw ni stąd,
ni zowąd wybuchła afera Amber Gold, w którą uwikłany jest syn Donalda Tuska.
Następnie ekshumacja ciał kilku ofiar katastrofy smoleńskiej pokazała, jak
nieudolnie rząd prowadził i nadal prowadzi sprawy związane z tym tragicznym
wydarzeniem. Oliwy do ognia dolał artykuł Cezerego Gmyza na temat trotylu na
wraku Tupolewa, jak również zwolnienie go z pracy za ten właśnie artykuł. Warto
też wspomnieć o komentowanym w polskich środowiskach prawicowych tekście
opublikowanym w niemieckim czasopiśmie „Westdeutsche Zeitung”, w którym podana
została informacja o tym, że we krwi Remigiusza Musia, który według ustaleń
organów ścigania popełnił samobójstwo, znaleziono środki znieczulające albo
odurzające (Betäubungsmittel). Po zakończeniu Marszu Niepodległości Polskę
obiegły zdjęcia "zbiro-policjantów", czyli chuliganów przebranych za
policję, albo policjantów przebranych za chuliganów, którzy wywołali zamieszki
podczas Marszu. Jakby tego było mało, polska opinia publiczna została
poinformowana o kolejnym niemieckim artykule, tym razem opublikowanym w
"Die Welt", pod bardzo wymownym tytułem "Czy śmierć Kaczyńskiego
była w interesie Rosji?" (http://wpolityce.pl/wydarzenia/40463-wazna-zmiana-tonu-i-watkow-debaty-niemiecki-die-welt-stawia-otwarte-pytanie-o-zamach-a-zatem-sily-w-rosji).
Jak widać, atmosfera w Polsce jest mocno podgrzewana. Na wybuch jeszcze chyba za wcześnie, ale w Polsce już wre. Kto na tym korzysta? Na pewno nie Polacy.
Jak widać, atmosfera w Polsce jest mocno podgrzewana. Na wybuch jeszcze chyba za wcześnie, ale w Polsce już wre. Kto na tym korzysta? Na pewno nie Polacy.
Kilka dni temu niemiecki parlament potępił politykę
prezydenta Władimira Putina wobec jego własnych obywateli. Jak czytamy w
dokumencie, "Niemiecki Bundestag stwierdza ze szczególnym niepokojem, że
od czasu ponownego objęcia urzędu przez prezydenta Władimira Putina w Rosji
podejmuje się kroki ustawodawcze i jurystyczne, które w całości mają na celu
większą kontrolę nad aktywnymi obywatelami, w coraz większym stopniu
kryminalizują krytyczne zaangażowanie oraz oznaczają konfrontacyjny kurs wobec
krytyków rządu" (za: http://rebelya.pl/post/2874/bundestag-kontra-putin).
Co ciekawe, stanowisko to zostało przyjęte na tydzień przed wizytą kanclerz
Angeli Merkel w Moskwie i szczytem rosyjsko-niemieckim. Portal Rebelya
podaje dalej, że odpowiedzią były słowa ambasadora Rosji w Niemczech Władimira
Grinina – tego samego, który był ambasadorem w Warszawie przed, w trakcie i
krótko po katastrofie smoleńskiej – a który w rozmowie z tygodnikiem "Der
Spiegel” stwierdził, że niczego konstruktywnego w tym tekście nie odkrył.
Uchwała niemieckiego parlamentu nie jest żadnym zaskoczeniem.
Do przewidzenia było, że Niemcom coraz bardziej będzie przeszkadzał fakt, że
Putin nie chce przeprowadzić w Rosji reform, których życzy sobie RFN. Chodzi
oczywiście o wprowadzanie "standardów europejskich" przy pomocy
licznych niemieckich fundacji i innych ekspertów finansowanych przez RFN.
Podczas gdy w Polsce jedną z najważniejszych instytucji kształtujących politykę
jest Fundacja Adenauera, w Rosji Putin doprowadził do uchwalenia ustawy, która
zagraniczne fundacje – zupełnie słusznie – traktuje jako narzędzie obcej
agentury. Niemcy postanowili więc przywołać Rosję do porządku i zaczynają robić
jej czarny PR.
Co sprawa tej uchwały ma wspólnego z Polską? Moim zdaniem,
istnieje poważne niebezpieczeństwo, że niemieccy realpolitycy po raz kolejny
wykorzystają wojnę polsko-polską i naszą rusofobię do swoich własnych celów. Uważam,
że między innymi nie zawahają się użyć sprawy katastrofy smoleńskiej do
robienia czarnego PR Rosji. Od razu podkreślam, że nie twierdzę, iż maczali oni
palce we wszystkich "dziwnych" wydarzeniach, które wymieniłam na
początku tego tekstu. Trudno podejrzewać ich o to, że np. pomagali w przebieraniu
się policjantów za chuliganów albo chuliganów za policjantów. Wystarczy jednak,
że odpowiednio wykorzystują dla siebie sytuacje stworzone bez ich własnego udziału.
Nie ulega natomiast wątpliwości, że podsycanie w Polakach rusofobii zawsze było
niemiecką specjalnością. Stąd też należy ostrożnie podchodzić do nagłego
zainteresowania niemieckich dziennikarzy katastrofą smoleńską i samobójstwem
Remigiusza Musia. Prawdopodobnie związane jest ono jest z nowymi wytycznymi
niemieckiej polityki. Czy jesteśmy przygotowani do tego, żeby odpowiednio na
nią zareagować? Wcale nie.
Nie jesteśmy przygotowani, bo nie wyciągnęliśmy żadnych
wniosków z przeszłości. Przyjrzyjmy się na przykład sprawie powstania
styczniowego. Ilu Polaków wie, że to Bismarck podsycał w Polsce antyrosyjskie,
a w Rosji antypolskie nastroje? Polityka Wielopolskiego najbardziej
przeszkadzała Prusom, dlatego też robiły mu czarny PR (który do dziś jest
podtrzymywany). Jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz: "O ile Francuzi popierają
Wielopolskiego w jego programie, o tyle Bismarck patrzy na niego z nienawiścią.
Jeszcze będąc przedstawicielem Prus w Petersburgu, Bismarck idzie tak daleko,
że rozpuszcza idiotyczną plotkę, iż Wielopolski chce otruć Aleksandra II.
Bismarck zrobiłby wszystko, co może, aby podsycić opór „czerwonych” i opór
Andrzeja Zamoyskiego przeciwko polityce Wielopolskiego" (Stanisław
Cat-Mackiewicz, Bismarck i Grottger. Fragment książki "Był bal", http://www.konserwatyzm.pl/artykul/5493/bismarck-i-grottger-fragment-ksiazki-byl-bal). Wybuch powstania styczniowego był Bismarckowi
jak najbardziej na rękę. Po rozpoczęciu walk szybko zainicjował podpisanie
konwencji Alvenslebena, na mocy której Prusy zobowiązały się do udzielania
pomocy wojskom rosyjskim, w razie gdyby powstańcy pojawiali się na granicy
rosyjsko-pruskiej lub chcieli przeniknąć na terytorium Poznańskiego. Jak pisał
Cat-Mackiewicz: "Cesarz serdecznie
przyjął Alvenslebena, wyraził mu radość, że wtedy, kiedy inne kraje europejskie
z powodu Polaków napadają na Rosję, jedne jedyne Prusy występują z gestem
przyjaznym". Gra Bismarcka była jednakże wyjątkowo wyrachowana.
Potrzebował on rosyjskiego długu wdzięczności po to, by Rosja nie stanęła na
przeszkodzie do zjednoczenia Niemiec pod pruskimi auspicjami. Cat-Mackiewicz
słusznie wskazuje na to, że zadeklarował on pomoc Rosji, by "pokazać
Aleksandrowi II, że jest o wiele lepszy dla Rosji niż obrzydliwa Austria.
Trzeba pamiętać, że to rok 1863, a więc czasy, w których mózg Bismarcka wciąż
się wysila na temat, jak by to wypędzić Austrię z niemieckiej wspólnoty. Poza
tym Bismarck nie tylko chce zwycięstwa rosyjskiego nad powstańcami, ale chce
także, aby to zwycięstwo nie przyszło Rosji zbyt łatwo i przede wszystkim, nade
wszystko, koniecznie, aby pokłóciło Rosję z innymi państwami w Europie.
Powstanie polskie jest dla Bismarcka znakomitą okazją do pokłócenia Rosji ze
wszystkimi i do zajęcia przez Prusy roli jedynego wiernego przyjaciela
mocarstwa rosyjskiego. Konwencja Alvenslebena to okrzyk Bismarcka: „Rosja
skłócona z Europą dla mnie”". Rzeczywiście, po pokonaniu Francji przez
Niemcy w 1871 roku Rosja nie sprzeciwiła się zjednoczeniu Niemiec przez Prusy
(albo raczej ich podbiciu). A co Bismarck mówił o Polakach? Warto jeszcze raz
zacytować Cata-Mackiewicza: "Polacy są rozżarzonym żelazem, ale w razie, gdybyśmy
mieli wojnę z Rosją, chwycę za to rozpalone żelazo, aby Rosję porazić".
Stało się dokładnie tak, jak chciał tego Bismarck. Jego
polityczny "testament" zrealizował Józef Piłsudski. Po
"zjednoczeniu" Niemiec Prusy bardzo zapragnęły "zjednoczyć"
całą Europę. Na drodze do realizacji ich celu stała carska Rosja. Należało więc
ją zniszczyć. W tym celu państwo niemieckie opłacało wszelkiej maści
rewolucjonistów i nacjonalistów, którzy spiskowali przeciwko Rosji. Do tej
grupy należeli także Piłsudski i Lenin, którzy podjęli współpracę z niemieckim
wywiadem. Efekt tej współpracy jest powszechnie znany: bolszewicy zniszczyli
Rosję i ustanowili swoje własne rządy. A młode państwo polskie cudem zostało
uratowane przed "czerwoną zarazą". Jednym słowem, polskie rozpalone żelazo skutecznie
zostało użyte w tym celu, aby Rosję
porazić.
Wbrew temu, co twierdzą Wieczorkiewicz, Zychowicz &
spółka, na szczęście nie poszliśmy z Niemcami bić Moskala podczas II Wojny Światowej. Wyniknęłoby z tego jeszcze większe nieszczęście niż wspólne bicie Moskala
podczas I Wojny Światowej, i to nie tylko dla Polski, ale i całego świata.
Polska rusofobia jednakże jeszcze raz została wykorzystana
przez niemieckich strategów. Przy pomocy polskiej opozycji udało im się
doprowadzić do rozpadu Związku Radzieckiego, a tym samym do zjednoczenia
Niemiec. Na fali entuzjazmu z powodu odzyskania niepodległości Solidarność zapomniała
jednak o "drobnym szczególe", czyli o głębokim przywiązaniu ówczesnych
niemieckich elit do granic państwa niemieckiego z 1937 roku. Dla polskich
antykomunistów głosy mówiące o niemieckim zagrożeniu były bowiem wyłącznie
przejawem radzieckiej propagandy. Na szczęście dzięki naciskom ze strony
Margaret Thatcher, Niemcy w końcu uznały granicę na Odrze i Nysie.
A jak wygląda bilans rzekomego odzyskania przez nas
niepodległości? Państwo polskie znajduje się w stanie całkowitego rozkładu,
podobnie sprawy się mają z polską gospodarką, kulturą i nauką. Staliśmy się
rynkiem zbytu dla niemieckich produktów (jak pokazuje wykres opublikowany na
stronie Instytutu Niemieckiej Gospodarki w Kolonii,
wartość niemieckiego eksportu do Polski w 2011 roku wyniosła 60,6 mld $,
rosyjskiego 21,1, holenderskiego 13,3, włoskiego 13,1,
chińskiego 10,9, francuskiego 9,5 mld $: http://www.iwkoeln.de/__extendedmedia_resources/95932/index.html).
Prasa znajduje się przede wszystkim w rękach niemieckich koncernów, a
światopogląd Polaków kształtowany jest przez takie gadzinówki jak Newsweek czy
Fakt. I jak już wspomniałam, jednym z ważniejszych graczy na polskiej scenie
politycznej jest Fundacja Adenauera. Jak by tego jeszcze było mało, Niemcy
coraz częściej pouczają nas o "polskich obozach koncentracyjnych",
jak również zaczynają rozliczać za "wypędzenie" Niemców. Jednym
słowem, potwierdziło się dokładnie to, przed czym przestrzegali zwolennicy
sojuszu Polski ze Związkiem Radzieckim, a co antykomuniści uznali za zwykłą propagandę:
za pomocą Unii Europejskiej Polska została już niemalże całkowicie
podporządkowana RFN.
A teraz przyszedł czas na Rosję.
Sprawa Smoleńska świetnie nadaje się do tego, by osłabić pozycję tego kraju. Czy
znowu pozwolimy, aby Niemcy w swoim pochodzie po coraz większą władzę posłużyły
się Polską, jak to zrobiły w 1863, w czasie I Wojny Światowej i w latach
osiemdziesiątych ubiegłego stulecia? Powiedzmy to dosadnie: dzięki polskiej rusofobii, której efektem
było powstanie styczniowe, Prusy dostały
od Rosji zielone światło dla podbicia przez siebie Niemiec (nazywanego
zjednoczeniem Niemiec). To dzięki polskiej rusofobii Piłsudski grał w tej samej
lidze co Lenin, przez co Polska przyczyniła się do zniszczenia Rosji przez
państwo niemieckie i bolszewików. To Polska w wydatny sposób przyczyniła się do
tego, że po Europie przejechał walec nazywany Unią Europejską, za pomocą której
RFN "jednoczy" Europę. Czy w końcu wyciągniemy wnioski z tych
oczywistych faktów? Czy też znowu ruszymy na Moskala, aby go "cywilizować"
i nawracać na wartości europejskie, a przy okazji pomścić Smoleńsk? Aby następnie po zniszczeniu Rosji rozpuścić
się w kontrolowanym przez RFN bloku kontynentalnym?
Nie, nie jestem zwolenniczką rosyjskiego bizantynizmu i
turańszczyzny. Moim ideałem jest cywilizacja łacińska. Podkreślam: cywilizacja
łacińska, a nie "wartości europejskie". Niestety, zdecydowana
większość tak zwanej polskiej prawicy
nie rozumie, na czym polega różnica między tymi dwiema formami cywilizacyjnymi.
Co więcej, wielu "polskich patriotów" przekonanych jest o wyższości cywilizacyjnej
Polski nad Rosją, nie zauważając przy tym, że w Polsce dosłownie panuje burdel
i że w tej sytuacji nie możemy być żadnym wzorem do naśladowania. Może w końcu
najwyższy czas, żebyśmy sobie przypomnieli, że jedną z podstawowych zasad prowadzenia
polityki w duchu cywilizacji łacińskiej jest po prostu rozwaga?
P.S. Czyż nie ma racji Krzysztof Zagozda? Pisze: "Dziś
jeszcze raz o Gmyzie z Wikipedii. Tym razem ciekawostka, że ten nowy narodowy
bohater "jest wiceprezesem fundacji
Medientandem, zajmującej się polsko-niemiecką współpracą dziennikarską".
Co prawda informacja to nie do końca ścisła, bo fundacja jest w stanie
likwidacji, ale jej ścisła współpraca (finansowanie) z Fundacją Adenauera
chluby nie przynosi (…). Gdyby Gmyz szefował fundacji polsko-rosyjskiej, już
zostałby odsądzony od czci i wiary przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości. A
że niemieckiej? Wszak sąsiedzi zza Odry dobrze nam życzą. Dopiero pół Polski wykupili" (http://zagozda.nowyekran.pl/post/79146,tego-o-gmyzie-nie-wiedzialem-ciag-dalszy).
10.08.2012
Oświecanie kontrolowane
Idea utworzenie rządu światowego należy do żelaznego
reperturu tak zwanych teorii spiskowych. Za sprawą polskiego geopolityka Leszka
Sykulskiego pomysł utworzenia globalnego ośrodka władzy przeżywa swoisty coming
out. Swoją koncepcję Sykulski przedstawił w biuletynie „Geopolityka” nr 12/2012, zatytułowanym
,,O potrzebie rządu światowego. Od Wielkiej Europy do Unii Globalnej" (http://geopolityka.net/wp-content/uploads/2012/05/Geopolityka_nr_12.pdf).
Jak czytamy w abstrakcie broszury:
"Autor podkreśla
rolę przemian technologicznych i ponadnarodowych procesów integracyjnych we
współczesnym świecie. Postuluje powołanie globalnego rządu, wyposażonego m.in.
w kompetencje do emisji światowej waluty (elektronicznej), zdolnego do rozwiązania
najważniejszych problemów, stojących przed światem w ciągu najbliższych dekad.
Opowiada się za wprowadzeniem światowego języka i międzynarodowego
(elektronicznego) paszportu. Artykuł prezentuje wybór możliwych dróg do
stworzenia konfederacji światowej poprzez kontynentalne procesy integracyjne.
Autor kreśli scenariusze na najbliższe kilkadziesiąt lat".
Natomiast w wywiadzie na temat rządu światowego,
przeprowadzonym przez Arkadiusza Mellera, prezes Instytutu Geopolityki
stwierdza między innymi:
"Nad rozwojem kluczowych technologii zawsze kontrolę
sprawowały największe mocarstwa (np. rozwój fizyki jądrowej). Współcześnie
rozwój najwyższych technologii prowadzony jest tylko w kilkunastu najbogatszych
państwach, czy w obrębie konfederacji (UE). Dziś na świecie mamy do czynienia z
niebywałym marnotrawstwem pieniędzy, energii i czasu na prowadzenie
równoległych badań w tych samym dziedzinach wiedzy w różnych częściach świata.
Istotą rzeczy jest wprowadzenie specjalizacji, która pozwoliłaby na bardziej
ekonomiczne wykorzystywanie zasobów naszej planety. Chodzi zatem o globalną
koordynację badań naukowych, ale nie tylko. Ważna jest także kontrola nad
skutkami użycia zaawansowanych technologii". (http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4400/wywiad-arkadiusza-mellera-z-prezesem-instytutu-geopolityki-p)
Sykulski postuluje silniejszą integrację
europejską, idącą w kierunku utworzenia państwa europejskiego, które w dalszej
perspektywie zostanie zastąpione przez państwo światowe.
Wizja nakreślona przez
Sykulskiego bardzo mnie niepokoi. I to z bardzo praktycznego względu. W
dodatku, bardzo banalnego. Wszystko rozbija się o żarówki.
Jestem szczęśliwą posiadaczką
zabytkowego żyrandola. Tradycyjnie do żyrandoli tego typu używa się smukłych i
matowych żarówek. Niestety, padły one ofiarą dyktatury oświeconych, czyli Unii
Europejskiej. Natomiast dostępne w sprzedaży żarówki halogenowe albo
energooszczędne nie nadają się do użycia, gdyż mój żyrandol po prostu oszpecają.
Nie pozostaje mi więc nic innego, jak sprowadzać odpowiednie żarówki z krajów,
które nie mają niewątpliwego szczęścia przynależeć do postępowej, czyli oświeconej
Unii. No właśnie, dobrze, że takie państwa jeszcze w ogóle istnieją. Bo w
momencie utworzenia rządu światowego dyktatura żarówkowa i nie-żarówkowa
obejmie całą kulę ziemską. Jednym słowem, spełni się to, przed czym już przed
ponad dwustu laty ostrzegał Immanuel Kant: powstanie globalna tyrania. A
posiadacze starych żyrandoli będą musieli zrozumieć, że "estetyczne
zachcianki" muszą ustąpić miejsca wyższym, bo oświeconym sprawom. Jak np.
walce z ociepleniem klimatu czy też po prostu marnotrawieniem energii.
Idee Sykulskiego nie wzięły się
z powietrza. Sam Sykulski otwarcie przyznaje się do tego, że jest zwolennikiem
ideologii transhumanizmu. W cytowanym już wywiadzie stwierdza:
"Wspomniany już przeze mnie transhumanizm szeroko czerpie nie
tylko z nauk przyrodniczych i technicznych, ale także społecznych. Istotne są
przeobrażenia społeczne, jakie nastąpią w przyszłości pod wpływem rozwoju
technologicznego. Wbrew pozorom ten nurt myślowy nie jest wyłącznie nastawiony
na zwiększenie możliwości umysłu i ciała człowieka, lecz także duchowy".
Ideologia transhumanizmu
powiązana jest z prądem umysłowym zwanym lucyferianizmem, który ukierunkowany
jest na zwiększanie stopnia samoświadomości człowieka. Lucyferianizmem przesączone
są poglądy wielu oświeceniowych intelektualistów, jak również wyznawców religii
masońskiej. Wielu zwolenników utworzenia rządu światowego uważa, że poprzez
podporządkowanie ludzkości centralnemu ośrodkowi władzy stanie się ona bardziej
"racjonalna", czyli oświecona. Jednym słowem, żądają oni dyktatury
oświeconych technokratów. Technokratów, którzy będą decydowali o tym, jakie
żarówki mają prawo świecić mi nad głową, a jakie nie. W imię "zwiększenia
możliwości umysłu i ciała człowieka".
A co jeśli ja wolę, by nad
głową pięknie mi świecił mój zabytkowy żyrandol? Najwyraźniej mam pecha: takie
"oświecanie" nie zostało przewidziane przez system. Dla mojego dobra,
oczywiście.
9.08.2012
Niemiecka pułapka
Od kilkunastu dni w księgarniach
dostępna jest książka Piotra Zychowicza "Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak
Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki". Autor stara się
w niej udowodnić, że w 1939 Polska
powinna była pójść na "bolesne prestiżowe ustępstwa" i zawrzeć
przejściowy sojusz z Niemcami.
Zdaniem Zychowicza można było w
ten sposób uniknąć brutalnej niemieckiej okupacji, jak również i sowieckiej.
Teza nie jest oryginalna, bo prezentowana była m.in. przez Pawła Wieczorkiewicza,
który pisał o wspólnej paradzie zwycięstwa na placu Czerwonym w Moskwie,
przyjmowanej przez Hitlera i Rydza-Śmigłego. Wieczorkiewicz był zdania, że w
takim wypadku nie doszłoby do zagłady Żydów, którzy byliby wysiedleni z Europy,
a nie wymordowani. Po śmierci Hitlera system natomiast złagodniałby. Także
Andrzej Piskozub uważa, że Polska powinna była stanąć u boku Hitlera. Piskozub,
podobnie jak Piotr Zychowicz, widzi siebie jako kontynuatora linii politycznej
reprezentowanej przez Władysława Studnickiego, który był politycznym
germanofilem. Niedawno ukazał się również artykuł Krzysztofa Kłopotowskiego pt.
"Człowiek stulecia i jego cień" (Rzeczpospolita, w PlusMinus z 11 -
12 sierpnia 2012, pełna elektroniczna wersja tekstu: http://wpolityce.pl/artykuly/34184-czlowiek-stulecia-i-jego-cien-ciagle-malo-wiemy-do-czego-zdolny-byl-churchill),
którego autor idzie jeszcze dalej, gdyż czyni Polskę i Anglię współodpowiedzialnymi
za wybuch II Wojny Światowej. Kłopotowski powołuje się na książkę Patricka
Buchanana „Churchill, Hitler and the Unnecessary War”, której autor twierdzi,
że to Churchill wydał Hitlerowi „niepotrzebną wojnę”. Kłopotowski tak przedstawia stanowisko
Patricka Buchanana:
8.07.2012
„Neuordnung” jako idée fixe niemieckiej polityki zagranicznej (1)
"Sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez dane państwo
zawsze powiązany jest z jego kulturą i mentalnością. I tak jak np. dla
Anglików charakterystyczny jest pragmatyzm, tak Niemców nie sposób
zrozumieć bez idei „Neuordnung”. Słowo to oznacza tyle co
„uporządkowanie na nowo”. W kontekście polityki zagranicznej idea
„Neuordnung” sprowadza się do chęci uporządkowania na nowo określonej
przestrzeni geopolitycznej."
Link do tekstu: http://diarium.pl/2012/07/"neuordnung"-jako-idee-fixe-niemieckiej-polityki-zagranicznej-czesc-1/
5.28.2012
Polska między USA, Niemcami i Rosją
"Nie tylko żaden
człowiek ale też i żadne państwo nie jest samotną wyspą.
Oznacza to konieczność ciągłego uzgadniania swoich interesów
z
innymi, szukania sojuszników dla ich realizacji jak
również
sprzymierzeńców w walce ze wspólnym wrogiem.
Dotyczy to również
i Polski, która sukces polityczny może osiągnąć tylko wtedy,
jeśli dokona właściwego wyboru swoich
„przyjaciół”. Po
zakończeniu naszej „przyjaźni” ze Związkiem
Radzieckim
„zaprzyjaźniliśmy się” się z Zachodem czyli przede
wszystkim
ze Stanami Zjednoczonymi i Niemcami. I tak długo jak oba te państwa
mocno „przyjaźniły” się ze sobą, taka właśnie
konstelacja
geopolityczna nie była poddawana w wątpliwość praktycznie przez
żadną liczącą się frakcję polityczną w Polsce. Tym bardziej,
że zarówno USA jak i Niemcy przejawiały krytyczny stosunek
wobec
niedemokratycznej Rosji, co właściwie cementowało te nowe więzi
„przyjaźni”.
Sytuacja zaczęła się
komplikować, kiedy w relacjach między USA i Niemcami zapanowało
pewne ochłodzenie, natomiast ociepliły się relacje między
Niemcami i Rosją. Na skutek tejże zmiany Polska stanęła przed
starym dylematem czyli koniecznością dokonania wyboru między
współpracą z Rosją i Niemcami przeciwko Anglosasom albo vice
versa."
Link do tekstu: http://diarium.pl/2012/05/polska-miedzy-usa-niemcami-i-rosja/
Subskrybuj:
Posty (Atom)