Kilka miesięcy temu do Sejmu trafił projekt ustawy o ustalaniu płci
autorstwa Anny Grodzkiej. Jego głównym założeniem było wprowadzenie szybkiej ścieżki
sądowej pozwalającej na zmianę tzw. płci metrykalnej, czyli stwierdzonej na podstawie
badań lekarskich po urodzeniu. W uzasadnieniu projektu pojawiło się pojęcie
tożsamości płciowej, które zostało zdefiniowane jako „utrwalone, intensywnie
doświadczane odczuwanie i przeżywanie własnej płciowości, która odpowiada
lub nie płci metrykalnej". Zdaniem
polityków Ruchu Palikota ustalenie własnej płci możliwe jest dopiero
w okresie dojrzewania, czyli między 11. a 16. rokiem życia. Dlatego
też ich zdaniem wszystkie osoby po ukończeniu 16. roku życia powinny mieć możliwość
łatwego dokonania urzędowej zmiany płci (za: http://www.wprost.pl/ar/386925/16-latek-zdecyduje-jakiej-jest-plci-Tego-chce-Ruch-Palikota/).
Projekt ten wyrasta z ideologii gender, która coraz silniej
atakuje polskie społeczeństwo. Zgodnie z jej podstawowym twierdzeniem, płeć
biologiczna nie ma wpływu na tożsamość płciową, gdyż ta jest w 100 % tworem
kulturowym. Ideologia gender opiera się ponadto na założeniach postmodernistycznego
konstruktywizmu, zgodnie z którym treści kulturowe są w 100 % kwestią umowną,
co oznacza, że można je dowolnie zmieniać. Konkluzja wypływająca z tych dwóch
twierdzeń jest prosta: także i płeć jest sprawą umowną, i co więcej, zależy od subiektywnego
odczucia poszczególnych jednostek. Jeśli ktoś czuje się kobietą, ale biologiczne jest
mężczyzną, jego subiektywne odczucia w pełni decydują w kwestii określenia jego
płci (biologia w ogóle się nie liczy).