Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauczanie historii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauczanie historii. Pokaż wszystkie posty

4.09.2013

Neokolonializm w natarciu (4)


Część pierwsza: http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/11/neokolonializm-w-natarciu.html  

W ostatniej części artykułu chciałabym postawić pytanie o to, jak Polska powinna bronić się przed kolonizacją własnej pamięci, jak również pamięci europejskiej przez państwo niemieckie. Częściowej odpowiedzi na to pytanie udzieliła już Ewa Thompson w wielokrotnie cytowanym przeze mnie artykule "Postmodernizm, pamięć, logocentryzm"(w: "(Nie)Obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku", red. Hanna Gosk, Bożena Karwowska, Warszawa 2008, s. 37 – 53). Thompson słusznie wskazała w nim, że Polska jest zbyt słaba, żeby przeciwstawić Niemcom swoją własną narrację i nadać jej światowy rozgłos. Wysiłek Polski powinien więc przede wszystkim koncentrować się na podważaniu zasad metodologicznych postmodernistycznej polityki pamięci, której hołdują Niemcy. Przyjrzyjmy się bliżej, co to oznacza w tym konkretnym przypadku, czyli sprawie "Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie". 

3.11.2013

Neokolonializm w natarciu (3)

Część pierwsza: http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/11/neokolonializm-w-natarciu.html


"Mimo różnic pomiędzy kolonializmem zamorskim a środkowoeuropejskim, oba miały wspólne cechy. Przynosiły uzależnienie gospodarcze, hamowały rozwój społeczeństwa, wprowadzały patologie społeczne i kulturalne, przekształcały mapy mentalne świata i niwelowały prestiż. Podobnie również tłumaczyły przyczyny podboju. W obu wypadkach podkreślano niezdolność podbijanego do samodzielnego sprawowania władzy oraz ucisk mniejszości." (Ewa Thompson "O kolonizacji Europy Środkowej", http://rebelya.pl/post/2497/ewa-thompson-o-kolonizacji-europy-srodkowej)


Ewa Thompson zajmuje się zjawiskiem kolonizacji Europy Wschodniej w wielu swoich tekstach. Problematykę neokolonializmu analizuje m.in. na przykładzie kształtowania europejskiej i światowej kultury pamięci przez narratorów państw imperialnych. W pierwszej części artykułu przywołałam tekst tej autorki, w którym krytykuje postmodernistyczną koncepcję pamięci (leży ona u podstaw m.in. niemieckiej polityki historycznej). Zdaniem Thompson, założenia tej koncepcji usuwają pamięć państw słabszych z europejskiej i światowej pamięci oraz implikują, iż dyskursem rządzą siła i władza, a nie argumenty i fakty (Postmodernizm, pamięć, logocentryzm, w: (Nie)Obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, redakcja naukowa Hanna Gosk, Bożena Karwowska, Warszawa 2008, s. 37 – 53). Przypomnijmy: koncepcja ta zakłada rozróżnianie wydarzeń i faktów. Fakt to działalność, aktywność  realna, natomiast  wydarzenie to fakt, który przez pewną grupę społeczną został uznany za ważny i stał się elementem jej pamięci. Postmodernistyczna polityka historyczna ma na celu konstruowanie pamięci społecznej poprzez świadome podnoszenie wybranych faktów do rangi wydarzeń. Podniesienie faktów do rangi wydarzeń jest przy tym procesem technicznym, który wymaga określonych nakładów finansowych, jak również posiadania odpowiedniego zaplecza instytucjonalnego. Taka koncepcja preferuje oczywiście państwa silniejsze, natomiast marginalizuje słabsze.

1.03.2013

Konserwatyzm tomistyczny a ideologie

"W słowach tych Benedykt XVI dobitnie podkreśla, że narzucenie ludziom jakiegoś sztywnego zespołu reguł, które wręcz w mechaniczny sposób miałyby być przez nich wypełniane, byłoby gwałtem na naturze ludzkiej. I dokładnie do tego zmierzają wszelkiej maści ideologie. Co więcej, także te nowożytne koncepcje konserwatywne, które stoją na stanowisku, że "właściwy stan rzeczy ludzkich i zdrowie moralne świata" mogą być zagwarantowane wyłącznie przez struktury, są mechanicystycznymi ideologiami".

5.07.2012

Polityka historyczna

"Planowane przez MEN zmiany programu nauczania historii napotykają na opór wielu przedstawicieli kręgów prawicowo-konserwatywnych. Co więcej, obronę rozbudowanego programu szkolnego w kwestii historii uważają oni za wyraz ich prawicowego czy też konserwatywnego światopoglądu. A sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. W końcu idea kształtowania świadomości społecznej poprzez zuniformizowane publiczne szkoły ma oświeceniowy, a więc w gruncie rzeczy lewicowy rodowód. Natomiast propagowanie twierdzenia, że w związku z tym historia powinna zostać praktycznie usunięta ze szkół publicznych, a najlepiej znieść jeszcze sam obowiązek szkolny, niestety także jest dość problematyczne. W moim tekście chciałabym pokazać, jak zawiła jest problematyka polityki historycznej."


Link do tekstu: Polityka historyczna

4.14.2012

Kto ma uczyć historii?

Planowane zmiany programu nauczania historii budzą spore emocje. Przeciwnicy reformy kreślą czarne scenariusze, zgodnie z którymi przyszłe pokolenia Polaków nie będą posiadać nawet podstawowych informacji z zakresu historii. Zamieszanie wokół tej sprawy jest świetną okazją do tego, by postawić zupełnie fundamentalne pytanie o ... rolę rodziców w kształtowaniu historycznej świadomości swojego potomstwa.  

Kwestia ta jest wyjątkowo rzadko poruszana w dyskusji na temat nauczania historii. A w gruncie rzeczy to na rodzicach spoczywa obowiązek wychowania swoich dzieci, co oznacza także, przekazywania im wiedzy o otaczającej ich rzeczywistości. 

Wprowadzenie powszechnego obowiązku szkolnego stworzyło sytuację, w której wielu rodziców poczuło się zwolnionych z tego obowiązku. W końcu płacą podatki, z których utrzymywane są szkoły i nauczyciele dysponujący fachowym przygotowaniem. I to oni powinni zatroszczyć się o odpowiednią edukację dzieci. Dodatkowo, w związku z konsumpcyjnym stylem życia panującym w naszym społeczeństwie, czas wolny dzieci i rodziców wypełniany jest właśnie aktywnościami konsumpcyjnymi. Wspólne czytanie książek historycznych? Słuchanie audycji o takiej problematyce? Niestety, dla wielu rodziców takie możliwości spędzania wspólnego czasu z ich własnymi dziećmi są po prostu mało interesujące. 

Kwestia nauczania historii musi więc być rozpatrywana w szerszym kontekście społecznym, a konkretnie w świetle fenomenu społeczeństwa konsumpcyjnego. W społeczeństwie takim panuje przekonanie o tym, że wiedza historyczna jest po prostu bezużyteczna. I w pewnym sensie, przekonanie to jest jak najbardziej słuszne. Konsument takiej wiedzy nie potrzebuje. Co więcej, im mniej wie, tym łatwiej będzie mu się „odnaleźć” w społeczeństwie konsumpcyjnym. Taki model społeczny wpływa także na wzorce wychowawcze stosowane przez rodziców. W końcu rodzice chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. A w tej chwili wielu rodziców w bezrefleksyjny sposób ulega presji konsumpcyjnego stylu życia. 

Może więc warto przypomnieć im o tym, że wychowując swoje dzieci na konsumentów, w gruncie rzeczy wyrządzają im krzywdę. I zamiast toczyć boje o szkolne programy nauczania, może warto rozpocząć społeczną akcję na rzecz propagowania innego stylu życia, a tym samym, innego wzorca wychowawczego. Wzorca, zgodnie z którym to rodzice będą troszczyć się o historyczną edukację swoich dzieci.