Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cywilizacja łacińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cywilizacja łacińska. Pokaż wszystkie posty

6.25.2017

Ziętek-Wielomska: O polskim i amerykańskim pojmowaniu wolności

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie refleksje, które zrodziły się we mnie w trakcie bardzo ciekawego wystąpienia amerykańskiego politologa i kandydata Donalda Trumpa na ambasadora USA przy UE, prof. Theodora Mallocha.  Wystąpienie miało miejsce podczas konferencji „Czy Unia Europejska może być Stanami Zjednoczonymi Europy?”, która odbyła się 12 maja w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej.
W pierwszej części swojego wystąpienia Ted Malloch mówił o roli, którą Polska odegrała w procesie upadku Bloku Wschodniego, o Janie Pawle II, jak również o innych postaciach reprezentujących polską tradycję wolnością, jak choćby Kazimierz Pułaski. W drugiej części uzasadniał tezę dlaczego UE nie może i nie powinna stać się państwem federalnym w formie Stanów Zjednoczonych Europy. Jego główny argument odwoływał się do zasady subsydiarności, która –  jak sam pokazał –  wywodzi się ze scholastyki, a później stała się jedną z naczelnych zasad Katolickiej Nauki Społecznej. Malloch słusznie przypomniał, że zgodnie z tą zasadą człowiek powinien mieć możność swobodnego kształtowania swojego otoczenia, natomiast scentralizowane struktury biurokratyczne coraz bardziej mu to uniemożliwiają. W przypadku powstania państwa europejskiego sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy. Malloch odwoływał się także do wielokulturowej tradycji Europy, która diametralnie różni się od okoliczności powstania USA.

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas!

6.01.2017

Modelowanie kobiecości


Z Magdaleną Ziętek-Wielomską, filozofem, o tym, jak chrześcijaństwo doceniło rolę kobiet, rozmawia Dorota Niedźwiecka

Chrześcijaństwo zweryfikowało to podejście.
– Uznało kobietę za istotę duchowo autonomiczną – mogła angażować się w działalność społeczną: charytatywną czy polityczną oraz zostać uznana za świętą czy za doktora Kościoła. Przykładem może tu być królowa Polski Jadwiga Andegaweńska, św. Hildegarda, która korespondowała z papieżem i nie wahała się upominać cesarza Fryderyka I, czy św. Katarzyna ze Sieny, która napominała papieży. Owszem, zdarzało się że w praktyce nie zawsze je doceniano. Zdarzali się święci, którzy lękali się i – nazwę to eufemistycznie – nie lubili kobiet. Nie umniejsza to jednak roli, jaką w kształtowaniu kobiecych modeli w Europie odegrało chrześcijaństwo.


Fragment wywiadu:



 Pełna wersja ukazała się w: Przewodnik Katolicki 8/2017

1.30.2017

Cywilizacyjne deliberacje - wywiad dla "Opcji na prawo"

Z Magdaleną Ziętek-Wielomską, filozofem, prawnikiem, założycielką fundacji Instytut Badawczy Pro vita bona, wykładowcą Narodowej Akademii Informacyjnej w Warszawie, publicystką portalu www.konserwatyzm.pl oraz tygodnika Myśl Polska – rozmawia Dorota Niedźwiecka.

„Brońmy naszej cywilizacji” – słyszymy zachęty osób i grup, którym zależy na zachowaniu europejskiej tożsamości. Czego dokładnie chcą bronić?

Zanim wyjaśnimy, czego możemy bronić, warto przyjrzeć się temu, na kogo dokładnie wskazuje liczba mnoga. Środowisk, które stosują taką retorykę, jest wiele: środowiska katolickie, nacjonalistyczne i te w sposób autentyczny odwołujące się do treści neofaszystowskich. Czuję się upoważniona do mówienia w imieniu tych osób, którym bliska jest narodowa demokracja oraz pojęcie cywilizacji łacińskiej – stworzone przez prof. Feliksa Konecznego, a redefiniowane przez doc. Józefa Kosseckieg. Cywilizacja łacińska to cywilizacja personalistyczna. I mocno podkreślamy, że nie jest ona tożsama z cywilizacją zachodnią, rozumianą jako wyrosłą z oświecenia, ani z czymś, co niektórzy określają „cywilizacją chrześcijańską”.

Jednak chrześcijaństwo jest cechą konstytutywną, określającą tożsamość Europy.

Jedną z cech. Cywilizacja łacińska definiuje się przez wiele czynników, a katolicyzm (ale nie protestantyzm i nie prawosławie) jest jednym z nich.

Skoro dookreśla ją religia katolicka, a nie religie chrześcijańskie, oznaczałoby to, że cywilizacja łacińska obejmuje część Europy, i to nie tak dużą część.

Koneczny wyklucza z cywilizacji łacińskiej protestantyzm luterański (należący zdecydowanie do cywilizacji bizantyjskiej, czyli stadnej, w której religia podlega państwu), a zalicza do niej protestantyzm anglosaski, anglikanizm i taki protestantyzm kalwiński, jaki jest w Holandii czy Stanach (ze względu na elementy decentralizacyjne wobec państwa). Kossecki postrzega tę klasyfikację inaczej: podkreślając w tych ostatnich prymat ekonomii nad etyką, wyklucza je z cywilizacji łacińskiej.


Czym różni się podejście prof. Konecznego od doc. Kosseckiego?

Metodologią. Koneczny był empirystą, posługiwał się metodą indukcyjną. Na podstawie obserwacji rzeczywistości współczesnej i historycznej pogrupował cywilizacje i je opisał. Natomiast Kossecki podszedł do badań w sposób dedukcyjny, aksjomatyczny. Stworzył wiele kryteriów, które można ze sobą kombinować, i w ten sposób opisać pewne typy cywilizacyjne, z których część już zaistniała i została opisana np. przez Konecznego, część zaistnieje, a części być może nigdy nie będzie. Metoda Kosseckiego jest bardziej diagnostyczna. Spośród kryteriów, którymi się posługiwał, najważniejsze są dwa: stosunek norm poznawczych do ideologicznych i stosunek norm etycznych do prawnych. W określonej cywilizacji może być tak, że poznanie prawdy jest nadrzędne wobec norm ideologicznych, może się z nimi pokrywać lub może być im podporządkowane. Etyka jest nadrzędna wobec prawa, pokrywa się z prawem lub jest podporządkowana prawu. Kossecki zdefiniował cywilizację łacińską jako tę, w której normy poznawcze dominują nad ideologicznymi oraz normy etyczne nad prawnymi. Jej cechą charakterystyczną jest dążenie do poznania obiektywnej prawdy i realizacji dobra przede wszystkim za pomocą etyki, czyli – można powiedzieć – zasad dobrowolnych, spontanicznych, a nie z przymusu prawnego. Dla cywilizacji bizantyjskiej, na przykład, charakterystyczny jest prymat ideologii nad poznaniem prawdy (jeśli państwo powie, że coś jest prawdą to uznaje się to za prawdę) i norm prawnych nad etycznymi.

W tym kontekście cywilizacja łacińska oznaczałaby bardzo ludzką cywilizację.

Tak. Idąc głębiej: jednym z jej filarów jest kultura grecka, która wytworzyła pojęcie prawdy poznawanej rozumowo (w starożytnej Grecji nastąpiło wyzwolenie od mitu przez filozofię) i kultura rzymska, która kojarzy się z systemem prawnym, w której normy prawne wynikały nie tyle z woli państwa, co z etyki. Te dwa elementy zostały uzupełnione o filar chrześcijaństwa w rozumieniu przedschizmowym – z przekonaniem, że istnieje nieśmiertelna dusza, że człowiek ma tę samą osobową naturę co Bóg, czyli jest wolny i rozumny, i z tej natury bytu osobowego wynika jego miejsce w porządku kosmicznym, powyżej roślin i zwierząt. To „chrześcijaństwo przedschizmowe” lub, jeśli ktoś woli: katolicyzm, samo się zlatynizowało, rozwijając – pod wpływem odkrytych w średniowieczu pism Arystotelesa – racjonalną naukową teologię. (Na marginesie: w XII-XIII wieku przedstawiciele chrześcijaństwa, judaizmu i islamu podjęli się wyjaśniania swoich religii za pomocą metodologii Arystotelesa i toczyli między sobą dyskusje na ten temat; chrześcijaństwo jako jedyne ostatecznie wykształciło racjonalistyczną teologię, pozostałe dwa wyznania nie weszły na tę ścieżkę).


Porządkując pojęcia, podkreśla pani, że chrześcijaństwo nie jest cywilizacją – lecz jej składową. A przecież słyszymy nieraz sformułowanie „cywilizacja chrześcijańska”. Czy to pojęcie pochodzi z innych koncepcji cywilizacyjnych niż te przez panią badane?

To jest przykład pomieszania pojęć. Pojęcie „cywilizacji chrześcijańskiej” zostało wymyślone przez protestantów, a potem przejęte przez katolików, którzy nie dostrzegali, że nie jesteśmy jedną cywilizacją. W założeniach – antropologicznych – katolicyzm, protestantyzm (i prawosławie) jednak zbyt się od siebie różnią, by takie ujednolicenie uzasadnić.

Zadanie dookreślenia europejskiej tożsamości komplikuje jeszcze bardziej pojęcie „cywilizacji zachodniej”.

Zachodniej, czyli oświeceniowej. Norman Davies, pisząc o niej, podkreślał że w oświeceniu dokonano przeciwstawienia „postępowego Zachodu” i „zacofanego, barbarzyńskiego Wschodu”, czego konsekwencje do dziś obserwujemy w mentalności na Sachodzie, bardzo silnie antagonizmującej te dwa obszary. Z Europy, dzielonej na Zachód i Wschód – świadomościowo wypada środek, co ma negatywne skutki dla Polski. Stajemy się wtedy – na poziomie postrzegania – linią frontu. To już nie jest tak, że możemy być stadium, które łączy jedno z drugim. Nie ma możliwości połączenia: jest „albo – albo”. I albo podporządkujemy się temu, co płynie z Zachodu, albo zostaniemy uznani za „dzikusów". A jeśli jesteśmy tak postrzegani, to także traktowani lub – co gorsze – sami tak traktujemy siebie.

Wracając do pierwszego pytania, czego więc dziś bronimy: cywilizacji łacińskiej, „cywilizacji” chrześcijańskiej czy cywilizacji zachodniej?

Życzyłabym sobie, byśmy budowali tę pierwszą. Ale w Europie tej cywilizacji już nie ma. Ci, którzy chcą dookreślać tożsamość Kontynentu, by w ten sposób czynić go silnym np. wobec islamu, sami już do cywilizacji łacińskiej nie należą.

Proszę wyjaśnić.

Jeśli ktoś odwołuje się tylko do „cywilizacji” chrześcijańskiej („Musimy bronić chrześcijaństwa przed islamem”), de facto sprowadza to wezwanie do wojny religijnej. Cywilizacja łacińska to coś dużo głębszego niż chrześcijaństwo. To także model edukacji, kładący nacisk na literaturę klasyczną, na to, żeby rozumieć świat i ludzi. Model pełen roztropności, pokory wobec skomplikowania rzeczywistości, unikania różnych jednostronności, uproszczeń. Kształcenie klasyczne miało na celu stworzenie pewnego typu człowieka, realizującego potrzebę rozumienia rzeczywistości, pomimo świadomości, że ludzki rozum ma swoje ograniczenia. Osobom, które mówią dziś o „cywilizacji” chrześcijańskiej, często brakuje tego zrozumienia, że rzeczywistość jest skomplikowana i nie da się wszystkiego sprowadzić tylko do prawd wiary religijnej. 

Powiedziała pani, że na końcu mamy już tylko wojnę religijną.

Tak, bo jedni wierzą w to, drudzy wierzą w tamto i nie ma już możliwości odpowiedzenia na pytanie: „Co jest lepsze dla człowieka?”. A w cywilizacji łacińskiej jest jeszcze miejsce – powiem o tym teraz – na koncepcję prawa natury, która zakłada, że po pierwsze istnieje pewien obiektywny porządek rzeczywistości, po drugie – rozum ludzki jest w stanie ten porządek pojąć i po trzecie – tylko wtedy gdy go będziemy rozumieć, jesteśmy w stanie żyć zgodnie ze swoją naturą. Bo jesteśmy bytami rozumnymi i wolnymi, więc bez rozumienia rzeczywistości nie jesteśmy de facto pełnymi osobami. Proces rozumienia jest, oczywiście, rozłożony w czasie, i im więcej mamy informacji o funkcjonowaniu świata, tym lepiej rozumiemy naturę naszą i otoczenia. 

(...)

Całość dostępna w najnowszym numerze "Opcji na prawo": 

12.07.2016

Wywiad na temat cywilizacji łacińskiej na falach Radia Wnet (7 XII 2016)

Wywiad na temat  o istocie cywilizacji łacińskiej, a także przyczynach i przejawach jej erozji na falach Radia Wnet (7 XII 2016). Zapis gotowy do odsłuchania jest dostępny tutaj (na samym dole strony):

9.30.2016

AA, czyli antykomunistyczna amatorszczyzna

Podstawowym dogmatem polskiej prawicy „niepodległościowej” jest twierdzenie, że podstawową przyczyną niedomagań państwa polskiego jest brak dekomunizacji. Wszystkie bolączki państwa wynikają rzekomo z tego, że Polską rządzą ludzie, którzy nie są nieskazitelnie czyści etycznie i pod względem ortodoksji ideologicznej, gdyż skazili się współpracą z „komuną”. 
 
To ich kompromituje ostatecznie i po wsze czasy, na zasadzie: „raz komunista, na zawsze komunista”. Stąd oczywiście wynika krytyka układu z Magdalenki oraz żądania przeprowadzenia szerokiej lustracji funkcjonariuszy publicznych, księży, artystów, a pewnie też i innych grup zawodowych i społecznych.

Czego natomiast w tej narracji w ogóle nie ma? Oczywiście kwestii fachowych kadr – pod względem wiedzy i umiejętności. Prawica „niepodległościowa” zdaje się przyjmować założenie, że etyczna i ideologiczna ortodoksja zastępuje wiedzę, umiejętności i doświadczenie, gdyż sprawia, że ktoś „dobrze chce”. Problem polega na tym, że człowiek ma nie tylko wolę, lecz także i rozum, a dobre czyny wynikają nie tylko z dobrej woli, lecz także z właściwego osądu, jak również z faktycznych umiejętności wykonania podjętej decyzji. 

W kontekście najnowszej historii Polski należy więc zadać pytanie: czy ludzie, którzy pełnili w PRL ważne oraz mniej ważne funkcje, rzeczywiście są bezużyteczni dla III RP? Tak może twierdzić tylko i wyłącznie osoba kierująca się motywacjami ideologicznymi, bądź też osoba mająca dobre rozeznanie w sprawie, ale źle życząca Polsce i celowo i świadomie działająca na jej szkodę.

Po pierwsze, czy funkcjonariusze PRL rzeczywiście kierowali się przede wszystkimi motywacjami ideologicznymi, czyli ideologią komunistyczną, czy też socjalistyczną? Śmiem przypuszczać, że twierdzenie to jest prawdziwe tylko w stosunku do niewielkiej grupy. Co ciekawe, jest absolutnie prawdziwe w stosunku do wielu działaczy KOR, którzy walczyli o socjalizm, ale o „socjalizm z ludzką twarzą”, jak wyraził się Zbigniew Herbert na temat Adama Michnika. Dwóch głównych ideologów KOR w końcu wprost przyznawało się do socjalizmu. Jacek Kuroń walczył o trockistowski model państwa, natomiast Jan Józef Lipski – mason, który po 1989 reaktywował PPS – wielokrotnie pisał o tym, że walczy o socjalizm innego typu, czyli bez państwa totalitarnego. 

Jakimi motywacjami kierowała się więc większość funkcjonariuszy PRL? Oczywiście witalnymi, co jest jak najbardziej zrozumiałe. Ludzie chcieli mieć pracę, mieszkanie, jakoś się ustawić. W końcu nie każdy dostawał pieniądze z zagranicy, jak część działaczy Solidarności, powiązana z zachodnią masonerią, socjaldemokracją, chadecją, czy też neokonami. I czy rzeczywiście należy moralnie potępić tych, którzy chcieli w PRL założyć rodzinę, wyżywić ją i w miarę normalnie żyć? Z punktu widzenia ideologicznego antykomunizmu – tak. Problem polega jednak na tym, że etyka antykomunistyczna zna tylko jedno przykazanie: całkowita bezkompromisowość jeśli chodzi o współpracę z komunistami. Drugi problem polega na tym, że takiej etyki nie stosował nikt na świecie – to ideologia stworzona dla tubylców bloku wschodniego, dzięki której Zachód miał przejąć kontrolę nad resztą świata.

Należy bowiem zauważyć, że ci, którzy najwięcej pieniędzy wydawali na propagowanie tej ideologii na Wschodzie, sami bynajmniej jej nie wyznawali. I tak np. Helmut Schmidt, po tym jak RFN zerwał stosunki dyplomatyczne z ZSRR po zajęciu przez ten ostatni Afganistanu, jeździł po cichu do Moskwy i zawierał z Rosjanami lukratywne umowy na dostawy surowców. Natomiast służby specjalne RFN i NRD ściśle z sobą współpracowały, bowiem jak słusznie zauważył Rafał Brzeski, to że okupanci podzieli kraj na dwie części, nie oznaczało, że Niemiec będzie uważał Niemca żyjącego po drugiej stronie rzeki lub muru za wroga, lecz będzie podejmował skuteczne działania mające na celu połączenie podzielonego kraju.

Należy także wskazać na to, że instytucja, która w Polsce przez tysiąc lat była odpowiedzialna za kształtowanie kręgosłupa etycznego narodu Polskiego, czyli Kościół katolicki, sama również nie podzielała antykomunizmu ideologicznego! Kościół dobrze wie, że w Dekalogu nie ma przykazania: nie będziesz współpracownikiem państwa komunistycznego albo socjalistycznego. Natomiast znajdują się tam takie przykazania, jak nie kradnij, nie zabijaj, nie mów fałszywego imienia przeciwko bliźniemu swemu. I z przestrzegania tych właśnie przykazań Kościół rozliczał bądź też powinien był rozliczać funkcjonariuszy PRL.

Jednym słowem: etyka antykomunizmu ideologicznego została celowo spreparowana na Zachodzie jako rozsadnik Bloku Wschodniego oraz jako narzędzie sterowania państwami z tegoż bloku po dzień dzisiejszy.

Podsumowując powyższe rozważania należy stwierdzić, że w kwestii etyczności wielu funkcjonariuszy PRL podstawowym problemem nie było to, że współpracowali oni z „komuną”, lecz ich ogólna moralna demoralizacja, która była jedną z największych bolączek PRL. Okazało się, że „moralność socjalistyczna” nie uzupełniła luki powstałej po zniszczeniu „moralności burżuazyjnej”. Rzecz jednak w tym, że problem ten trapił właściwie całe społeczeństwo – nawet księża, którzy budowali Kościoły, musieli stosować metody „pozyskiwania” materiałów budowlanych, które nie zawsze wytrzymałyby krytykę z punktu widzenia zasad katolickiej etyki scholastycznej.

I tutaj przechodzimy do kolejnego problemu. Jeśli demoralizacja dotyczyła tak szerokich warstw społecznych, to skąd miały się rekrutować kadry mające rządzić III RP? Przekonanie, że wystarczy być antykomunistą, żeby być dobrym patriotą, jest kłamstwem założycielskim polskiego obozu „niepodległościowego”! Dobrym patriotą jest nie ten, kto chce dobrze, lecz ten, kto potrafi dostrzec, co w konkretnej sytuacji jest mniejszym złem!

A należy sobie postawić pytanie co było mniejszym złem w sytuacji, gdy zdemoralizowane społeczeństwo miało zacząć funkcjonować w zupełnie nowym układzie geopolitycznym, z inną ideologią – ideologią demokracji liberalnej, i w sytuacji konkurencji ekonomicznej z wysoko rozwiniętymi państwami Wspólnot Europejskich?

Można zadać sobie pytanie, co by było, gdyby władzę objęli przede wszystkim ci działacze Solidarności, którzy nigdy, w żaden sposób nie pełnili funkcji publicznych, gdyż pełnienie przez nich w przeszłości takich funkcji świadczyłoby o tym, że są „komunistami”? Czy tacy ludzie byliby w stanie przeprowadzić Polskę przez okres transformacji ustrojowej tak, żebyśmy nie padli łupem zachodnich banksterów, międzynarodowych korporacji i zachodnich agentur? Odpowiedź jest zupełnie jasna. 

Zwolennicy radykalnej prawicy „niepodległościowej” odrzucali i do dziś w większość odrzucają wszystko, co zostało wypracowane przez funkcjonariuszy PRL czy też nawet naukowców, jak choćby pracowników Instytutu Zachodniego, którzy bardzo przytomnie wskazywali na to, że konkurencji gospodarczej z Zachodem po prostu nie wytrzymamy i zostaniemy przezeń połknięci. 

Należy więc rozważyć inny scenariusz i wrócić do pytania: czy funkcjonariusze PRL rzeczywiście byli bezużyteczni dla III RP? Czy, mimo ich mniejszej lub większe demoralizacji, nie należało wykorzystać ich wiedzy i doświadczenia do budowania nowego systemu politycznego? Moim zdaniem można było i trzeba było. To był świetny moment do tego, żeby wykorzystać potencjał tych, którzy sami w PRL się dusili i nie mogli rozwinąć skrzydeł, bo mieli nad sobą rzeczywiście „komuszego głąba”. Jak można było ich wyselekcjonować? Poprzez system zadaniowy: rozwiążesz problem i poradzisz sobie z wykonaniem jakiegoś zadania, zostajesz, jak nie: wypadasz. Gdyby zastosować to rozwiązanie, mielibyśmy kadry wyselekcjonowane według klucza umiejętności, a nie „dojść”, czy też ideologicznej ortodoksji.

Na marginesie należy wskazać na to, że w PRL były proponowane rozwiązania problemu kadr, które miałyby uwolnić Polskę ze stanu zależności od Moskwy. Swoje rozwiązanie proponowała m.in. Liga Narodowo-Demokratyczna: budowanie patriotycznych kadr w oparciu o aparat państwowy PRL. Działacze Ligi dobrze rozumieli, że kadr nie da się wychować na „konspirze”, gdyż wiedza związana z kierowaniem państwem, jest wiedzą praktyczną, a więc musi, przynajmniej częściowo, zostać wypróbowana w praktyce. Należało tylko prowadzić intensywną pracę wychowawczą, tak by przeciwdziałać skutkom demoralizacji szerzącej się w społeczeństwie. 

A ponieważ PRL, najpóźniej od czasu Gierka, nie był już żadnym państwem totalitarnym, tylko autorytarnym, istniały praktyczne możliwości przeprowadzenia takiego zadania. Warunkiem było oczywiście odcięcie się od finansowanych przez Zachód działań opozycji i deklarowanie lojalności w stosunku do istniejącego państwa polskiego, co też działacze Ligi robili, a co wyznawcy antykomunizmu ideologicznego im dzisiaj zaciekle wypominają.

Co ciekawe, ci sami wyznawcy nie krytykują Solidarności – do której wielu z nich należało – za to, że nie rozwiązała problemu kadr. Z tego co wiem, to bł. ksiądz Popiełuszko był świadomy problemu i zainicjował działania mające na celu budowanie takich kadr. Jeśli tak było, to przypuszczalnie była to główna przyczyna jego śmierci, a nie antykomunizm jako taki. Tym bardziej, że są pewne poszlaki wskazujące na to, że w sprawę jego zabójstwa zaangażowane były służby niemieckie, a nie rosyjskie. Natomiast co zrobili działacze KOR dla budowania takich fachowych kadr? KOR kadr nie budował, lecz posługiwał się naiwnymi robotnikami w celu przejęcia władzy dla siebie. Co ciekawe, jest to motyw znany z budowy komunizmu: robotnicy jako narzędzie inteligenckich elit, dzięki którym te mogły przejąć władzę. Różnica do budowy socjalizmu jest jednakże taka, że w „wolnej Polsce” lud został wyrzucony z ich fabryk, a lumpenelity zgarnęły kasę za ich sprzedaż. 

Jednym słowem porozumienia z Magdalenki były absolutnie logicznym ciągiem procesów, które zostały zainicjowane w latach 70-tych, między innymi za sprawą nowej niemieckiej Ostpolitik. Niemiecka polityka wschodnia celowo, konsekwentnie i planowo wspierała opozycję antykomunistyczną w Polsce, i to nie tylko poprzez bezpośrednie finansowanie, ale fundowanie stypendiów, publikowanie artykułów w prasie niemieckiej czy wydawanie książek

Największą bolączką III RP nie jest brak rozliczenia się z „komuną”, tylko brak kadr, posiadających nie tylko odpowiednie morale, ale przede wszystkim wiedzę i umiejętności. W tej kwestii można było pójść w ślady Niemiec po II WŚ, gdzie de facto żadnej „grubej kreski”, czy też jak mawiają sami Niemcy „godziny 0”, po prostu nie było. Denazyfikacja jest mitem mającym na celu poprawienie wizerunku Niemiec, w rzeczywistości można mówić o ciągłości niemieckich kadr już od czasów państwa pruskiego. Także bowiem rewolucja z 1918 r. i obalenie monarchii ciągłości tej w żadnym stopniu nie przerwało. Socjaldemokraci wprawdzie obsadzili wiele stanowisk rządowych i administracyjnych, ale po pierwsze, wielu z nich już wcześniej było czynnych w służbie państwowej, a po drugie, po I WŚ nie przeprowadzili żadnych czystek kadrowych, lecz stopniowo obsadzali stanowiska swoimi ludźmi. Stąd Hitler, który mimo tego, że ze służby publicznej usunął osoby pochodzenia żydowskiego i część socjaldemokratycznej opozycji, dysponował odpowiednimi kadrami do realizowania swoich planów. 

Wracając do sytuacji Niemiec po II WŚ można oczywiście oburzać się moralnie tym, że takiej denazyfikacji nie było. Rzecz w tym, że w Niemczech opozycji praktycznie nie było, a zdecydowana większość społeczeństwa w ideologię narodowo-socjalistyczną rzeczywiście wierzyła – w przeciwieństwie do późnego PRL, w którym w komunizm mało kto wierzył. Państwo niemieckie, kierując się swoim interesem, zrobiło to, co rzeczywiście z punktu widzenia jego interesów było rozwiązaniem optymalnym.

Reasumując, należy stwierdzić, że podstawową przyczyną niedomagań obecnego państwa polskiego nie jest „brak rozliczenia się z komuną”, lecz brak fachowych kadr, reprezentujących wysoki poziom moralny. I bynajmniej nie z punktu widzenia etyki antykomunizmu ideologicznego, lecz z punktu widzenia zasad etyki cywilizacji łacińskiej. 

Magdalena Ziętek-Wielomska
Myśl Polska, nr 39-40 (25.09-2.10.2016)

Iranofobia jest rodzajem towaru

„Uważamy, że można być rozwiniętym ekonomicznie i zaawansowanym technologicznie, a zarazem zachować swoją kulturę i tradycję” – powiedział tygodnikowi Myśl Polska dr Seyed Mohammad Kazem Sajjadpour, profesor The School of International Relations w Teheranie, Dyrektor Departamentu Diplomacy and International Organization. Rozmawiają Agnieszka Piwar i Magdalena Ziętek-Wielomska.
 
Czy Iran akceptuje świat unilateralny, który wyłonił się po Zimnej Wojnie, z niekwestionowanym przywództwem Stanów Zjednoczonych?
- Mówiąc wprost, nie.

Jak Pan widzi rolę Iranu w alternatywnym systemie mulilateralnym (wielobiegunowym)? Czy Rosja, Chiny i Indie są strategicznymi partnerami Iranu do budowy alternatywnego porządku bezpieczeństwa światowego?
- Sądzę, że system międzynarodowy znajduje się w erze przeobrażeń. Ciągle jeszcze nie mamy nowego ustalonego systemu międzynarodowego i wszystko, co pomaga w różnicowaniu i demokratyzowaniu międzynarodowych sił, wszystko co jest wielobiegunowe, wieloinstytucjonalne – działa na korzyść świata i Iranu. Nie powinniśmy jednak zapominać, że ten świat ciągle jeszcze znajduje się w trakcie tworzenia. 

Ofensywa amerykańska przeciwko Iranowi odbywa się pod hasłami demokracji i obrony praw człowieka. Jak wygląda przestrzeganie demokracji i praw człowieka przez głównych islamskich sojuszników USA: Arabię Saudyjską, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Turcję?
- Uważam, że to pytanie należy zadać Amerykanom. Podwójne standardy stosowane w tej polityce – nie tylko przez USA, ale też przez kraje europejskie i wszystkich sojuszników Stanów Zjednoczonych – są jasne. Jak zapewne Panie wiedzą, prawa człowieka to zagadnienie, które jest wykorzystywane dla celów politycznych. Sadzę, że racjonale prawa człowieka to jedna sprawa, a ich upolitycznienie, to zupełnie inna kwestia. USA wraz ze swoimi sojusznikami – nie wyłączając Europy – mają ciężki orzech do zgryzienia, by wyjaśnić dlaczego ich sprzymierzeńcy nie tylko nie są demokratyczni, ale dlaczego wręcz niektórzy z nich nawet nie mają konstytucji. 

Niedawno telewizja France24 podała, że w tym roku pielgrzymi z Iranu nie pojadą do Mekki, ponieważ Arabia Saudyjska nie może zapewnić szyitom bezpieczeństwa. Jaka jest istota konfliktu między Iranem a Arabią Saudyjską: czy chodzi o konflikt natury religijnej, czy też jest to spór polityczny o prymat jednego z tych państw na Bliskim Wschodzie?
- Przede wszystkim nie tkwimy w konflikcie i nie opowiadamy się za konfliktem. A przynajmniej Iran z pewnością nie optuje za konfliktem, jesteśmy wręcz za deeskalacją wszelkich sporów. W systemie saudyjskim znajdują się niektóre czynniki, które pragną bardziej agresywnych i konfrontacyjnych posunięć. Najważniejszym zagadnieniem dla Iranu jest bezpieczeństwo pielgrzymów i to bezpieczeństwo nie było zapewnione. Co więcej, gdyby nie daj Boże coś się stało, i gdyby irańscy pielgrzymi tam byli, stworzyłoby to pretekst do eskalacji. Sadzę, że Iran podjął bardzo mądrą decyzję, by nie dać pretekstu do zaognienia konfliktu i by zadbać o bezpieczeństwo swoich pielgrzymów. 

Arabia Saudyjska przedstawia siebie jako kraj wyrażający interesy wszystkich wyznawców Islamu. Czy Iran postrzega się jako państwo konkurencyjne dla tej hegemonii, czy też skupia się nie tyle na obronie wszystkich wyznawców Islamu, lecz szyitów?
- Nie, przede wszystkim sądzę, że jeśli czyta się nawet amerykańską i europejską prasę, to widać, że rodzaj islamu promowany przez Arabię Saudyjską jest radykalną, wahabicką wersją tej religii. Wersja, która dziś jest źródłem terroryzmu i globalnego radykalizmu, to nie jest wersja sunnicka, czy szyicka. Radykalni terrorystyczni aktywiści poprzez własną interpretację stworzyli sobie swoją wersję islamu. I sadzę, że to jest najważniejsza sprawa. Obecnie Arabia Saudyjska popiera grupy terrorystyczne w Syrii, Iraku i w całym Regionie Bliskiego Wschodu i nie ma to zawiązku z prawdziwym islamem. 

Czy Kurdowie są narodem, a więc – na podstawie Karty ONZ – mają prawo do samostanowienia i czy powinni mieć własne państwo? Jeśli tak, to w jakich granicach?
- Sądzę, że ta kwestia powinna być rozpatrywana, powiedzmy, z innymi zagadnieniami. Nie możemy mówić o tej sprawie ogólnie. Kurdowie są integralną częścią różnych państw w Regionie, a granice państw na Bliskim Wschodzie powinny być respektowane. A zatem, jeśli to rozpatrujemy, to granice nie mogą być zmienione. Co więcej, prawa Kurdów powinny być przestrzegane. W moim rozumieniu Kurdowie w Iranie są integralną częścią społecznych procesów politycznych – mają swoją prowincję, zwaną Kurdystanem, jedną z najlepiej rozwijających się i cieszą się lepszym położeniem w porównaniu do sytuacji Kurdów w innych państwach w Regionie. 

Jakie są cele Turcji na Bliskim Wschodzie? Trwała destabilizacja regionu czy utrzymanie trwałej supremacji przy pomocy mniejszości religijnych i ludów turkojęzycznych? Czy Turcja jest koniem trojańskim USA i Izraela?
- Sadzę, że Turcja jest bardzo ważnym graczem w Regionie, ale powoduje wiele wyzwań. Te wyzwania są ogromne, co zależy od jakości tych wyzwań i rodzaju spraw. Jest sprawa syryjska, jest sprawa kurdyjska, i są inne sprawy. Dla Iranu Turcja jest sąsiadem, jednak nie mamy dobrych stosunków i różnimy się w wielu sprawach. Zdecydowaliśmy jednak, że te różnice nie powinny powstrzymywać nas od współpracy. 

Czy Iran jest państwem teokratycznym, tak jak np. Izrael, który nie przewiduje instytucji ślubu cywilnego i osoby niewyznające judaizmu muszą zawierać związek małżeński np. na Cyprze? Jak wyglądają prawa ateistów i osób innych wyznań, w tych chrześcijan, w Iranie?
- W Iranie konstytucja gwarantuje, to co nazywamy prawami obywatelskimi. Dotyczy to bez wyjątku wszystkich Irańczyków. A zatem obywatelstwo jest podstawą, ale mamy również uznane przez państwo mniejszości religijne. Są żydzi, chrześcijanie pochodzenia ormiańskiego i syryjskiego, a Syryjczycy są nawet posłami do parlamentu, więc sytuacja w Iranie jest zupełnie inna.

W epoce ostatniego szacha wpływy amerykańskiej kultury na Iran były bardzo silne. Czy możliwa jest modernizacja kraju, stworzenie nowoczesnej gospodarki, industrializacja, przy zachowaniu tradycyjnej kultury i pobożności? A może rację mają Amerykanie, że nowoczesna gospodarka wymaga nadbudowy w postaci laickiego społeczeństwa o pluralistycznym i relatywistycznym światopoglądzie?
- Sądzę, że narracja amerykańska nie jest narracją uniwersalną, powszechną - więc można być nowoczesnym, ale nowoczesnym nie znaczy wcale świeckim, laickim. To zależy od sposobu w jaki interpretuje się świeckość i religijność. Uważamy, że można być rozwiniętym ekonomicznie i zaawansowanym technologicznie, a zarazem zachować swoją kulturę i tradycję. 

Czy Iran postrzega UE jako jednego partnera czy też jako twór, który dziś jest, jutro go może nie będzie, a prawdziwym partnerem dla Iranu są poszczególne państwa narodowe?
- W moim rozumieniu Unia Europejska jest instytucją, która istnieje, funkcjonuje i koordynuje, ale rezultat jej działania jest efektem porozumienia państw członkowskich. A zatem Unia Europejska nie jest czymś innym niż państwa członkowskie i sądzę, że państwa członkowskie koordynując jej pracami kierują się swoim własnym rozumieniem różnych spraw. Widzę jednak, że obecnie zarówno Unia Europejska jako całość, jak i poszczególne państwa są zainteresowane rozszerzeniem stosunków z Iranem, i co ważne, obecnie postrzegają lepiej Iran w porównaniu do tego, jak było w przeszłości; wydaje mi się, że poszukują lepszej przyszłości. 

Polska jest krajem katolickim i nasze społeczeństwo, jak Pan powiedział, wyróżnia się w porównaniu do państwa zachodnich przywiązaniem do rodziny i sprzeciwem wobec demoralizacji. Jak nam wiadomo, w Pańskim kraju też panuje wielkie przywiązanie do tradycyjnych wartości religijnych. Czy katolicy mogą przemawiać takim samym językiem jak szyici? Jeśli tak, na czym powinniśmy się koncentrować, a czego unikać?
- Wiem, że trwają badania pewnych naukowców amerykańskich na temat społeczności katolickiej i szyickiej. Oczywiście, wy jesteście inni ze względu na inną przynależność religijną, ale nie możemy ignorować dwóch faktów. Pierwszy to ten, że wśród wielkich religii – chrześcijaństwa, islamu i judaizmu – istnieje wiele społeczności. Druga sprawa dotyczy tego, że wśród tych różnych sekt i grup wyznaniowych istnieją interesujące podobieństwa pomiędzy katolikami i szyitami w sposobie w jaki odnoszą się oni do niektórych społecznych i zbiorowych uroczystości; jak postrzegają świętości, rzeczy i duchownych. I wreszcie to, co już zostało wspomniane w zadanym pytaniu, czyli wartości odnoszące się do rodziny i do tradycji. 

Jest również polska teoria Feliksa Konecznego, który twierdzi, że cywilizacje są strukturami nadrzędnymi w stosunku religii, i że religie są częścią tych cywilizacji. Ponadto, ta sama religia może w różny sposób funkcjonować w różnych cywilizacjach. A więc to nie religia jest najważniejsza, ale cywilizacja.
- To interesujący punkt widzenia, jednakowoż, sądzę, że bez względu na niektórych ekstremalnych propagatorów bezwyznaniowości na świecie – którzy próbują marginalizować religię w życiu społecznym – religia jest ciągle wszędzie istotnym czynnikiem. Katolicyzm i szyityzm podchodzą do niej w sposób poważny. 

Polska jest krajem, w którym w czasie II wojnie światowej zginęła większość ofiar holocaustu. Dlatego z dużym zdziwieniem w naszym kraju przyjmowane są informacje, że Iran organizuje konferencje rewidujące historię holocaustu. Niestety, polskie media nie podają żadnych szczegółów. Czy za tymi inicjatywami stoi przekonanie, że rzeczywiście holocaustu w ogóle nie było, jego historia została sfalsyfikowana, czy też o polityczne wykorzystanie historii do bieżących celów politycznych?
- Niestety, nie znam szczegółów tej konferencji. To nie była konferencja zorganizowana przez stronę rządową. Uważam jednak, że musimy umieć rozróżnić pomiędzy poszczególnymi narracjami, interpretacjami i upolitycznieniem tych spraw. Uważamy, że nawet jeśli jedna osoba zostaje niesprawiedliwie zabita, musimy to potępić. Więc, nie ignorujemy faktu, że niesprawiedliwość powinna być potępiona.

Prosimy Pana o zdefiniowanie stanowiska Iranu w stosunku do Syrii Asada?
- Nikt – nie wyłączając graczy religijnych – nie może decydować o losie innych nacji. Los Asada jest w rękach Syryjczyków i to nie jest niczyj interes, i nikt się w to nie powinien się wtrącać, włączając w to regionalnych graczy. 

A jeśli chodzi o tzw. Państwo Islamskie?
- To „coś”, to nie jest ani państwo, ani islamskie. Ono jest nieislamskie, ponieważ nie istnieje taki rodzaj islamu. To są grupy ludzi, którzy mają jakiś program. Ten twór jest bardzo daleki od cywilizowanego świata, od którego zresztą bardzo się różni.

A na koniec pytanie żartobliwe. W Polsce i w Rumunii powstaje tarcza antyrakietowa. Czy wierzy Pan w deklaracje amerykańskie, że tarcza skierowana jest przeciwko Iranowi i Korei Północnej? Ile setek rakiet dalekiego zasięgu posiada Iran, a które mogłyby w ruinę obrócić Paryż, Londyn i Nowy Jork?
- Sadzę, że odpowiedź jest zawarta w pytaniu. Iran nie jest dla nikogo zagrożeniem. Iran nie jest zagrożeniem dla swoich bezpośrednich sąsiadów. Proszę pozwolić, że powiem coś ważnego. Iran jest pod naciskiem różnych sił ofensywnych i graczy, ale potrafi i jest w stanie się bronić. I Iran jest jedynym państwem w Regionie, które zapewnia bezpieczeństwo, a jego system bezpieczeństwa jest typowo obronny. Budżet militarny Iranu - w porównaniu do budżetów sojuszników USA – jest tak nikły, że w ogóle nie ma czego porównywać. Dla przykładu – jeden z sojuszników Stanów Zjednoczonych ma trzeci co do wielkości budżet militarny na świecie w wysokości pomiędzy 82-90 miliardów dolarów rocznie. A zatem, skoro my nie stanowimy zagrożenia dla naszych sąsiadów - więc jak możemy być zagrożeniem dla oddalonych krajów? Muszę dodać, że oni używają Iranu jako wymówki, co można nazwać iranofobią. Iranofobia jest rodzajem towaru, którego niektórzy jeszcze używają, ale nie jest on już tak marketingowo nośny jak dawniej. To dlatego powiedziały Panie, że mają żartobliwe pytanie, ponieważ jeśli ktoś mówi, że Iran jest zagrożeniem, to naprawdę jest to żart. Niestety, niektórzy ludzie wciąż jeszcze w to wierzą. 

Dziękujemy za rozmowę.

Tłumaczenie: Urszula Truszkowska
Myśl Polska, nr 31-32 (31.07-7.08.2016)

Czy PiS jest politycznym reprezentantem cywilizacji łacińskiej?

Kto nie jest za PiS, ten jest za PO – mówią zwolennicy PiS. Zwolennicy PO twierdzą natomiast, że każdy kto ich nie popiera, popiera PiS. Dzięki temu zabiegowi podział polskiej sceny na zwolenników dwóch głównych partii – czy też sił politycznych, jeśli PO rozszerzymy o KOD – wydaje się być zabetonowany.
Co więcej, tuszuje on podstawowy fakt, że wspomniane stronnictwa prawie niczym się od siebie nie różnią. A podobieństwa te stają się nader wyraźne, jeśli spojrzy się na polską scenę polityczną przez pryzmat cywilizacji łacińskiej.
Cywilizacja łacińska zakłada prymat norm poznawczych nad ideologicznymi oraz norm etycznych nad prawnymi. Czy obydwa stronnictwa różnią się czymkolwiek w swoim stosunku do tak zdefiniowanego pojęcia cywilizacji łacińskiej? Wydaje się, że niczym. Obydwa hołdują myśleniu ideologicznemu oraz etatystycznemu. Jeśli chodzi o ideologię, jest to ideologia euro-atlantyzmu. Jeśli natomiast chodzi o etatyzm, żadne z nich nie walczy z rozrostem biurokracji, i to zarówno polskiej, jak i europejskiej.
Między obydwoma stronnictwami jest tylko jedna różnica: PO-KOD nie udaje tego kim jest, natomiast PiS stroi się w szatki prawicowo-katolickie, w co - niestety – wierzą ich wyborcy. Dlatego też przyjrzyjmy się bliżej kwestii tego, dlaczego PiS nie jest politycznym reprezentantem cywilizacji łacińskiej.
Zacznijmy od tego, że krytyka 8 lat rządów PO formułowana przez PiS oczywiście jest jak najbardziej słuszna. Państwo i naród znajdują się w opłakanym stanie, teza o wygaszaniu Polski, formułowana przez niektórych intelektualistów PiS, nie jest w żadnym stopniu przesadzona. PiS mówi rzeczy, które Polacy widzą na własne oczy, a których w oficjalnej propagandzie PO po prostu nie było, albo były to rzekomo tylko wymysły opozycji. I właśnie dzięki temu PiS cieszy się ciągle dużym poparciem społecznym. Rzecz w tym, że środki zaradcze, które proponuje PiS, z cywilizacją łacińską nie mają nic wspólnego.
Już sama nazwa partii wskazuje na jej etatystyczne ciągoty, co prawdopodobnie w dużej mierze wynika z etatystycznego światopoglądu prezesa J. Kaczyńskiego. Jak bowiem PiS chce walczyć z korupcją i prywatą, które są prawdziwym utrapieniem państwa polskiego? Oczywiście za pomocą środków prawnych, a nie poprzez zwiększanie motywacji etycznych w narodzie. Prawo ma ścigać i rozliczać wrogów państwa, czemu ma sprzyjać atmosfera podejrzliwości i rzucanie na prawo i lewo fałszywych oskarżeń. Co natomiast PiS robi w kierunku umocnienia norm etycznych? PiS robi dużo, ale w kierunku dokładnie przeciwnym.
Wystarczy spojrzeć na to, jak silne – to znaczy słabe – są normy etyczne w czołówce partii PiS. Czy bowiem ciągłe rzucanie oskarżeń w kierunku ciągle to nowych „agentów” czy to Rosji, czy też służb PRL jest do pogodzenia z etyką, szczególnie tą katolicką? Ósme przykazanie Boże stawia tę sprawę w sposób zupełnie jasny: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. W Katechizmie Kościoła Katolickiego natomiast czytamy, że przykazanie to „zabrania fałszowania prawdy w relacjach z drugim człowiekiem. Ten przepis moralny wypływa z powołania Ludu świętego, by był świadkiem swojego Boga, który jest prawdą i chce prawdy. Wykroczenia przeciw prawdzie – przez słowa lub czyny – wyrażają odmowę zobowiązania się do prawości moralnej; są poważną niewiernością Bogu i w tym sensie podważają podstawy Przymierza” (KKK 2464). Na marginesie należy stwierdzić, że problem z zachowaniem tego przykazaniu ma wielu polskich katolików, dla których antykomunizm stał się ideologią, a werdykty IPN są ważniejsze niż zasady ich własnej religii.
Ale nie tylko o rzucanie fałszywych oskarżeń chodzi. PiS jest takim samym specjalistą w sianiu nienawiści do członków własnego narodu, jak choćby media Michnikowe. Dziel i rządź – głosi stara zasada realpolityki. PiS ją opanował do perfekcji, tym samym depcząc podstawowy polityczny postulat cywilizacji łacińskiej, czyli dbałość o dobro wspólne. A dbałość o dobro wspólne wymaga szacunku dla innych, rozmawiania, wspólnego szukania najlepszych rozwiązań, ciągle mając przed oczami dobro państwa, a nie swoje partyjne interesy. A czy rzeczywiście wśród polityków czy członków innych partii politycznych nie ma prawdziwych patriotów, czy też ludzi, którzy naprawdę mają kompetencje do tego, by służyć własnemu państwu? Retoryka stosowana przez PiS to wyklucza, co świadczy, że partia ta hołduje innej, skrajnie niełacińskiej zasadzie prymatu interesu partyjnego nad interesem państwowym. A partia, jak wskazuje etymologiczne pochodzenie tego słowa, jest od tego, by dzielić, co się w sposób fundamentalny kłóci z zasadą dobra wspólnego.
Retoryka propaństwowa tak chętnie stosowana przez PiS służy w rzeczywistości niełacińskim celom. Państwo ma być silne – czytaj rozbudowane i scentralizowane – bo wtedy będą przyrastały etaty dla partyjnych kolesi. PiS ma sprawować pełną kontrolę nad aparatem państwowym, bo tylko wtedy, nie będzie musiał się dzielić stołkami z innymi. A program 500+? PiS idzie tutaj dokładnie tą samą drogą co Bismarck, który chciał szerokie masy społeczne uzależnić od państwa, a w efekcie uzależnił państwo od partyjnego rozdawnictwa pieniędzy podatników. A wystarczyło wprowadzić odpisy od podatków, na których skorzystałaby przede wszystkim klasa średnia, i które wymagają dużo mniejszych nakładów finansowych i administracyjnych niż program 500+.
Niestety, dezinformacja uprawiana przez propagandzistów PiS jest dodatkowo wzmacniana przez postawy wielu członków hierarchii Kościoła, co w gruncie rzeczy nie dziwi, jeśli się zważy na to, że sam Kościół katolicki w coraz mniejszym stopniu jest łaciński. Niestety, Kościół także ulega różnym współczesnym ideologiom, i w coraz mniejszym stopniu pełni rolę wychowawcy narodu, a jego przedstawiciele to często zwykli biurokraci, którzy walczą o najbardziej lukratywne stołeczki w kurii albo „lepsze” parafie.
Problem polega na tym, że ideał cywilizacji łacińskiej wydaje się być współcześnie trudny do wyobrażenia dla większości Polaków. Czy potrafią oni jeszcze sobie wyobrazić państwo zdecentralizowane, w którym mają realny wpływ na kształtowanie swojego najbliższego otoczenia? I oczywiście związaną z tym odpowiedzialność? Wydaje się, że nie. Polacy żyją ciągle mitem Piłsudskiego, który sam jeden miał zaprowadzić „porządek” w państwie – pogonić prywatę i zapewnić Polsce pozycję mocarstwową. Miejsce Piłsudskiego obecnie zajął PiS. Świadczyć to może o dominacji cywilizacji turańskiej i bizantyńskiej w polskim społeczeństwie. Problem polega na tym, że wyjątkowo często ci sami, którzy podtrzymują mit Piłsudskiego, jednocześnie wychwalają pod niebiosa demokrację szlachecką z jej ideą „złotej wolności”. Szlachta polska robiła wszystko, żeby przeciwdziałać powstaniu silnej władzy centralnej – bądźmy szczerzy, takiego Piłsudskiego przegnałaby w te pędy!
Wydaje się więc, że mamy w Polsce do czynienia z jakimś pęknięciem cywilizacyjnym – być może to jest właśnie największą tragedią współczesnej Polski? Nie jesteśmy konsekwentni: z jednej strony większa cześć Polaków czeka na silnego wodza niczym księcia na białym koniu (cywilizacja turańska), ale czy rzeczywiście jest taka skora to takiego podporządkowania się temuż wodzowi jak Niemcy podporządkowali się Hitlerowi? Z jednej strony marzymy o silnym państwie i praworządności (cywilizacja bizantyńska), ale czy jesteśmy w stanie traktować poważnie obowiązujące prawo? Lubimy niezależność i działanie na własną rękę i na własny rachunek (cywilizacja łacińska), ale czy rzeczywiście chcemy ponosić także pełną odpowiedzialność za skutki tego, co robimy? Na marginesie można wskazać na to, że ciekawą sprawą byłoby zbadanie normotypu cywilizacyjnego osób, które w Polsce „idą do polityki” – na oko wydaje się, że łacinnicy są tam niezwykłą rzadkością, co ostatecznie sprawia, że w polskiej polityce cywilizacji łacińskiej praktycznie nie ma.
Niestety, nie ma w Polsce żadnej znaczącej siły, która byłaby zainteresowana zaprowadzeniem cywilizacji łacińskiej. Jedyną drogą prowadzącą do osiągnięcia tego celu wydaje się być zbudowanie szerokiego ruch społecznego, stworzonego za pomocą metod sterowania pośredniego. Należy tylko znaleźć sposób, by propagować ideały cywilizacji łacińskiej w sposób interesujący i przekonujący, szczególnie dla ludzi młodych.
Żeby osiągnąć ten cel, trzeba przede wszystkim wyrywać Polaków ze szponów fałszywych ideologii poprzez rozbudzanie w nich motywacji poznawczych, tak by w coraz większym stopniu mogli samodzielnie chronić się przed manipulacją ze strony partyjnych cwaniaków, w tym także tych z PiS. 

Magdalena Ziętek-Wielomska
Myśl Polska, nr 27-28 (3-10.07.2016)

6.26.2016

Magdalena Ziętek-Wielomska odpowiada na ankietę o narodowo-konserwatywną fuzję

Czy zasadny jest pogląd, że „młoda endecja” w latach trzydziestych XX wieku, z późniejszymi rozwinięciami koncepcyjnymi, chociażby w postaci Katolickiego Państwa Narodu Polskiego, była ruchem już nie tylko nacjonalistycznym, lecz również konserwatywnym w swojej orientacji tj. antyliberalnym, katolickim i społecznie organicznym?

Wszystko rozbija się o definicję konserwatyzmu – jeśli konserwatyzm zostanie zdefiniowany jak powyżej, to na pewno taki pogląd jest zasady, szczególnie w przypadku takiej postaci jak Adam Doboszyński. Szczególnie ważne są tutaj jego poglądy ekonomicznie, wyrażone już po wojnie w pracy „Ekonomia miłosierdzia”, która odwołuje się do nauczania św. Tomasza z Akwinu oraz publicystyki G.K. Chestertona. 
Jakich uzupełnień ideowych potrzebuje dzisiejszy ruch narodowy, szczególnie młodego pokolenia, aby stać się atrakcyjnym ruchem również dla polskich konserwatystów i tradycjonalistów?

Ważne jest sformułowanie pozytywnych celów – bycie „anty” nie przynosi nigdy pozytywnych skutków, jest destrukcyjne. Wyjście z UE – co w zamian? Katolicyzm – ale jaki, i co to konkretnie miałoby oznaczać? Że ateiści będą pod kolbami karabinów prowadzeni do kościoła? Że kler będzie miał decydujący głos w sprawach politycznych? Organicyzm społeczny – czy ma to być powrót do średniowiecznej struktury cechowej czy też korporacjonizm typu faszystowskiego?
Nie jest więc to kwestia uzupełnień ideowych, ale dopiero stworzenia spójnego, przemyślanego i dopracowanego programu, który będzie w stanie rozwiązać realnie istniejące problemy współczesnego świata, który różni się od świata sprzed 100 lat. Jak można wyżywić miliardowe masy ludzkie, kiedy wiadomo, że powrót do agraryzmu nie jest możliwy (chyba, że radykalnie zredukuje się liczbę ludzi) i w związku z tym należy pogodzić się z industrializacją i jej skutkami, choćby w postaci globalizacji? Jaka ma być rola nauki w procesach sterowania społecznego? A jaka rola religii czy też filozofii katolickiej? Ruch Narodowy musi tutaj wykonać olbrzymią intelektualną pracę, bez jej wykonania, nie będzie się tak naprawdę niczym różnił od pozostałych sił politycznych.
Ze swojej strony mogę polecić zainteresowanie się doktryną nacjokratyzmu rozwijaną przez Józefa Kosseckiego (książka pt. Naukowe podstawy nacjokratyzmu dostępna jest na stronie www.autonom.edu.pl) oraz jego koncepcją cywilizacji, która jest unowocześnioną i dopracowaną wersją teorii Konecznego (cykl wykładów dostępny jest na kanale NAI Warszawa pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=TkHpldKuYwQ).
Warto się zastanowić nad tym, czy nie działać pod sztandarami promowania cywilizacji łacińskiej, tak jak ją definiuje J. Kossecki: Prymat norm poznawczych nad ideologicznymi oraz norm etycznych nad prawnymi. Model ten zakłada daleką decentralizację państwa, ale nie w rozumieniu neoliberalizmu, tylko personalizmu tomistycznego – jednostka wtedy działa jako podmiot wolny i rozumny, kiedy ma realny wpływ na swoje najbliższe otoczenie. W skrajnie scentralizowanej demokracji liberalnej wpływ jednostki na kształtowanie swojego otoczenia jest minimalny i ogranicza się do udziału w wyborach. Decentralizacja przeciwdziała biurokratyzacji aparatu państwowego, a tym samym upartyjnieniu życia politycznego.

Czy w dzisiejszych warunkach społeczno-politycznych, zasadnym jest stawianie w opozycji do siebie radykalizmu działania, charakterystycznego dla skręcającej w prawo młodzieży, z konserwatywną filozofią polityczną?

Tak, radykalizm jest cechą charakterystyczną ruchów rewolucyjnych. Konserwatyzm polega na świadomości skomplikowania rzeczywistości i postawy POKORY wobec skomplikowanej struktury świata społecznego. Radykalizm często sprowadza się do prymatu czynu nad myśleniem, woli nad rozumem. Współczesny świat nie potrzebuje radykalizmu, tylko umiaru, roztropności (prudentia) i odpowiedzialności.

Patrząc na potencjał fuzji narodowo-konserwatywnej w Polsce i z perspektywy odpowiedniej hierarchii zasad, w dobie papieża Franciszka i pół wieku po Soborze Watykańskim Drugim, czy nie nadszedł czas, aby jednoznacznie postawić na tradycyjny katolicyzm, jako podstawowy zwornik tejże fuzji?

Nie uważam, że należy się odpowiadać wyłącznie za tradycyjnym katolicyzmem, gdyż nawet on nie jest kierunkiem jednolitym i mamy tam do czynienia z różnymi środowiskami i prądami. Natomiast należy jednoznacznie opowiedzieć się za tym, co w katolicyzmie przedsoborowym było najcenniejsze, czyli racjonalizm i naukowa teologia, które wykluczały dowolność w interpretowaniu prawd wiary. A o tym piszą nie tylko środowiska tradycjonalistycznie, lecz także, oczywiście niszowe, środowiska w katolicyzmie posoborowym. Jednocześnie należy podkreślić, że katolicyzm tradycyjny miał także tendencje do jednostronności, gdyż w niewielkim stopniu uwzględniał kwestie rozwoju duchowego, stąd np. absolutnie lekceważenie kwestii mistyki katolickiej, którą rozwijali przede wszystkim karmelici (św. Teresa, św. Jan od Krzyża, „Mała Terereska”, Edyta Stein). Uważam, że antidotum na posoborowe ruchy charyzmatyczne powinny być właśnie nauki tych wymienionych świętych, a które są praktycznie zupełnie nieznane.  Jeśli narodowcy chcą działać pod sztandarami katolicyzmu, to nie wystarczy chodzić na msze trydenckie i trzymać się dogmatów religii katolickiej, lecz należy także zadbać o swóją własną duchowość, tak, żeby naprawdę być Bożym człowiekiem, a nie tylko religijnym krzykaczem, który będzie rozliczał innych z ich religijności.
Na zakończenie apeluję do środowisk narodowych, żeby główny obszar swojej działalności skoncentrowały na sterowaniu pośrednim, a nie bezpośrednim. Sterowanie bezpośrednie polega na wywiaraniu bezpośredniego wpływu na decyzje polityczne, np. w parlamencie. Sterowanie pośrednie polega na kształtowaniu norm społecznych. Największą słabością środowisk prawicowych, narodowych i konserwatywnych jest właśnie nikła świadomość roli sterowania pośredniego w procesach sterowania społecznego.
Zrozumiał to np. Adam Michnik, który nigdy bezpośrednio nie uczestniczył w życiu partyjnym, a jest osobą, która wywarła i ciągle wywiera obrzymi wpływ na procesy sterowania Polakami. Należy opracować materiały i programy edukacyjne dla dzieci i młodzieży i umieszczać je w internecie, należy organizować akcje edukacyjne w terenie, wzorując  się na harcerstwie albo współpracując  z terenowymi strukturami harcerstwa. Należy kłaść nacisk na sport, bo uczy on wytrzymałości, determinacji i dyscypliny.
Należy pomyśleć nad rolą sztuki i kultury w promowaniu określonych norm społecznych – muzyka, film, powieść są podstawowymi narzędziami, którymi posługuje się przeciwnik dla kształtowania pożądanych przez niego postaw i wzorców społecznych. Człowiek cywilizacji łacińskiej kocha prawdę, dobro i piękno, i ma takie cechy charakteru, dzięki którym potrafi je realnie urzeczywistnić, a nie tylko o nich gada.

4.15.2016

„Z ręką na sercu” – Witold Waszczykowski w FAZ o polskiej polityce zagranicznej

Na łamach niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ), w dniu 4 kwietnia 2016 r., ukazał się artykuł Witolda Waszczykowskiego „Z ręką na sercu" (Mit der Hand auf dem Herzen). Artykuł ten bez wątpienia zasługuje na uwagę, gdyż chodzi o duży tekst (całą stronę), który ukazał się w cyklu redakcyjnym „Czy Europa się rozpada” – w gronie tekstów autorstwa Wolfganga Schäuble czy też przewodniczącego SPD Sigmara Gabriela. Na łamach FAZ Waszczykowski w kompaktowy sposób przedstawia wytyczne polskiej polityki zagranicznej realizowanej przez rząd Beaty Szydło.

4.10.2016

Katyń – czy chrześcijan może karmić się nienawiścią do Rosjan?



Jeśli Katyń jest Golgotą Wschodu, to zobowiązuje do tego, by nadać mu prawdziwie chrześcijańskie znaczenie. Antykomunizm, który oderwie się od chrześcijańskiego rozumienia historii, może stać się ideologią, która będzie uczyć nienawiści.

O coraz większym rozdziale między forsowaną w mediach – nazwanych przez Wiktora Węgrzyna „fabryką kłamstwa” – ideologią antykomunizmu a zasadami cywilizacji łacińskiej i religii katolickiej rozmawiają w studiu Narodowej Akademii Informacyjnej (NAI Warszawa) reżyserka Agnieszka Piwar, założyciel i Komandor Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego Wiktor Węgrzyn oraz Magdalena Ziętek-Wielomska. Okazją do rozmowy jest internetowa premiera filmu A. Piwar „Rajd Katyński – śladami pamięci”.

Zapraszam do oglądnięcia rozmowy, jak i samego filmu:

 
Wywiad z reżyserką Agnieszką Piwar i Komandorem Rajdu Wiktorem Węgrzynem  


Film „Rajd Katyński – śladami pamięci”