Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blok kontynentalny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blok kontynentalny. Pokaż wszystkie posty

1.26.2013

Głupota wspomagana (za pieniądze podatnika)


Niedawno wpadła mi w ręce odezwa Instytutu Obrony Zdrowia Naturalnego dotycząca wprowadzonego przez prawo UE zakazu zamieszczania pewnych informacji na opakowaniach zawierających leki naturalne: 

"14 grudnia 2012 r. to czarny dzień dla wszystkich pacjentów w Unii Europejskiej. Tego dnia w Polsce – tak jak w pozostałych krajach UE – zaczęło obowiązywać rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej nr 1924/2006/CE. Zakazuje ono producentom naturalnych środków leczniczych zamieszczania na opakowaniach informacji o ich korzyściach terapeutycznych.  Jeśli nie odczuli Państwo jeszcze do dziś tej zmiany, sprawdzając choćby opakowania na półkach w supermarkecie, to dlatego, że producenci wyprzedają jeszcze swoje zapasy. Jednak już wkrótce niezwykle trudno będzie wybrać odpowiednie preparaty naturalne, gdyż na ich opakowaniach nic nie będzie napisane. Ta decyzja Unii Europejskiej stoi w sprzeczności z wolą jej obywateli, którzy wybierają leczenie za pomocą naturalnych środków, nie chcąc narażać się na potencjalnie poważne skutki uboczne leków chemicznych. Ingeruje ona w nasze podstawowe prawa. Pacjenci muszą mieć prawo wyboru sposobu swojego leczenia! Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego w dalszym ciągu prowadzi w większości krajów Unii Europejskiej akcję protestacyjną przeciwko temu rozporządzeniu. W 2012 roku Komisja Europejska otworzyła bowiem możliwość zaskarżenia tych regulacji w drodze referendum obywatelskiego. Jednak aby nasz głos został wysłuchany, potrzebujemy zebrać 1 milion podpisów w całej Europie. W Holandii udało się uzyskać poparcie rządu już po zebraniu około 25 000 podpisów. W Polsce mamy już niemal 50 000 podpisów. Ale to nie wystarczy. Podobnie jak w Hiszpanii, Francji i innych krajach Unii wciąż walczymy o jeszcze większe wsparcie tej inicjatywy. Dziękuję więc Państwu za dotychczasowe wsparcie, ale nadal jest ono potrzebne. Prosimy w dalszym ciągu o przekazywanie informacji na temat tej petycji członkom rodziny, przyjaciołom i znajomym. Aby podpisać petycję, proszę kliknąć ten link: http://iozn.pl/podpisz-petycje-w-obronie-medycyny-naturalnej/". 

12.13.2012

Neokolonializm w natarciu (2)

(Pierwsza część tekstu: http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/11/neokolonializm-w-natarciu.html)


W ramach drugiej części opracowania chciałabym przedstawić podstawowe założenia koncepcji pracy Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, jak również wytyczne planowanej wystawy stałej (koncepcja ta dostępna jest w języku polskim na stronie http://sfvv.de/sites/default/files/downloads/koncepcja_sfvv_2012.pdf).

Zacznijmy od podstawowych informacji dotyczących tego projektu. Pierwsza, ogólna koncepcja centrum wystaw, dokumentacji i informacji w Berlinie, zajmującego się tematyką ucieczki, wypędzeń i migracji przymusowych w XX w., została uchwalona przez Rząd Federalny 19 marca 2008 r. Następnie na podstawie uchwały rządu w dniu 30 grudnia 2008 r. powołano niesamodzielną fundację pod nazwą „Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, której podmiotem prowadzącym jest Niemieckie Muzeum Historyczne (DHM) w Berlinie.  Jak czytamy w uchwalonej w czerwcu tego roku szczegółowej koncepcji pracy Fundacji (link powyżej), poprzez naukową dokumentację historii czystek etnicznych ma ona przyczynić się - w duchu pojednania i ciągłości polityki porozumienia Republiki Federalnej Niemiec - do pamięci o bezprawiu wypędzeń i potępienia wypędzeń; przy czym ucieczka i wypędzenie Niemców mają stanowić główny akcent pracy Fundacji. 

11.13.2012

Gdzie dwóch się bije…

Dziwne rzeczy dzieją się w naszym kraju. Najpierw ni stąd, ni zowąd wybuchła afera Amber Gold, w którą uwikłany jest syn Donalda Tuska. Następnie ekshumacja ciał kilku ofiar katastrofy smoleńskiej pokazała, jak nieudolnie rząd prowadził i nadal prowadzi sprawy związane z tym tragicznym wydarzeniem. Oliwy do ognia dolał artykuł Cezerego Gmyza na temat trotylu na wraku Tupolewa, jak również zwolnienie go z pracy za ten właśnie artykuł. Warto też wspomnieć o komentowanym w polskich środowiskach prawicowych tekście opublikowanym w niemieckim czasopiśmie „Westdeutsche Zeitung”, w którym podana została informacja o tym, że we krwi Remigiusza Musia, który według ustaleń organów ścigania popełnił samobójstwo, znaleziono środki znieczulające albo odurzające (Betäubungsmittel). Po zakończeniu Marszu Niepodległości Polskę obiegły zdjęcia "zbiro-policjantów", czyli chuliganów przebranych za policję, albo policjantów przebranych za chuliganów, którzy wywołali zamieszki podczas Marszu. Jakby tego było mało, polska opinia publiczna została poinformowana o kolejnym niemieckim artykule, tym razem opublikowanym w "Die Welt", pod bardzo wymownym tytułem "Czy śmierć Kaczyńskiego była w interesie Rosji?" (http://wpolityce.pl/wydarzenia/40463-wazna-zmiana-tonu-i-watkow-debaty-niemiecki-die-welt-stawia-otwarte-pytanie-o-zamach-a-zatem-sily-w-rosji). 

Jak widać, atmosfera w Polsce jest mocno podgrzewana. Na wybuch jeszcze chyba za wcześnie, ale w Polsce już wre. Kto na tym korzysta? Na pewno nie Polacy. 

Kilka dni temu niemiecki parlament potępił politykę prezydenta Władimira Putina wobec jego własnych obywateli. Jak czytamy w dokumencie, "Niemiecki Bundestag stwierdza ze szczególnym niepokojem, że od czasu ponownego objęcia urzędu przez prezydenta Władimira Putina w Rosji podejmuje się kroki ustawodawcze i jurystyczne, które w całości mają na celu większą kontrolę nad aktywnymi obywatelami, w coraz większym stopniu kryminalizują krytyczne zaangażowanie oraz oznaczają konfrontacyjny kurs wobec krytyków rządu" (za: http://rebelya.pl/post/2874/bundestag-kontra-putin). Co ciekawe, stanowisko to zostało przyjęte na tydzień przed wizytą kanclerz Angeli Merkel w Moskwie i szczytem rosyjsko-niemieckim. Portal Rebelya podaje dalej, że odpowiedzią były słowa ambasadora Rosji w Niemczech Władimira Grinina – tego samego, który był ambasadorem w Warszawie przed, w trakcie i krótko po katastrofie smoleńskiej – a który w rozmowie z tygodnikiem "Der Spiegel” stwierdził, że niczego konstruktywnego w tym tekście nie odkrył. 

Uchwała niemieckiego parlamentu nie jest żadnym zaskoczeniem. Do przewidzenia było, że Niemcom coraz bardziej będzie przeszkadzał fakt, że Putin nie chce przeprowadzić w Rosji reform, których życzy sobie RFN. Chodzi oczywiście o wprowadzanie "standardów europejskich" przy pomocy licznych niemieckich fundacji i innych ekspertów finansowanych przez RFN. Podczas gdy w Polsce jedną z najważniejszych instytucji kształtujących politykę jest Fundacja Adenauera, w Rosji Putin doprowadził do uchwalenia ustawy, która zagraniczne fundacje – zupełnie słusznie – traktuje jako narzędzie obcej agentury. Niemcy postanowili więc przywołać Rosję do porządku i zaczynają robić jej czarny PR. 

Co sprawa tej uchwały ma wspólnego z Polską? Moim zdaniem, istnieje poważne niebezpieczeństwo, że niemieccy realpolitycy po raz kolejny wykorzystają wojnę polsko-polską i naszą rusofobię do swoich własnych celów. Uważam, że między innymi nie zawahają się użyć sprawy katastrofy smoleńskiej do robienia czarnego PR Rosji. Od razu podkreślam, że nie twierdzę, iż maczali oni palce we wszystkich "dziwnych" wydarzeniach, które wymieniłam na początku tego tekstu. Trudno podejrzewać ich o to, że np. pomagali w przebieraniu się policjantów za chuliganów albo chuliganów za policjantów. Wystarczy jednak, że odpowiednio wykorzystują dla siebie sytuacje stworzone bez ich własnego udziału. Nie ulega natomiast wątpliwości, że podsycanie w Polakach rusofobii zawsze było niemiecką specjalnością. Stąd też należy ostrożnie podchodzić do nagłego zainteresowania niemieckich dziennikarzy katastrofą smoleńską i samobójstwem Remigiusza Musia. Prawdopodobnie związane jest ono jest z nowymi wytycznymi niemieckiej polityki. Czy jesteśmy przygotowani do tego, żeby odpowiednio na nią zareagować? Wcale nie. 

Nie jesteśmy przygotowani, bo nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z przeszłości. Przyjrzyjmy się na przykład sprawie powstania styczniowego. Ilu Polaków wie, że to Bismarck podsycał w Polsce antyrosyjskie, a w Rosji antypolskie nastroje? Polityka Wielopolskiego najbardziej przeszkadzała Prusom, dlatego też robiły mu czarny PR (który do dziś jest podtrzymywany). Jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz: "O ile Francuzi popierają Wielopolskiego w jego programie, o tyle Bismarck patrzy na niego z nienawiścią. Jeszcze będąc przedstawicielem Prus w Petersburgu, Bismarck idzie tak daleko, że rozpuszcza idiotyczną plotkę, iż Wielopolski chce otruć Aleksandra II. Bismarck zrobiłby wszystko, co może, aby podsycić opór „czerwonych” i opór Andrzeja Zamoyskiego przeciwko polityce Wielopolskiego" (Stanisław Cat-Mackiewicz, Bismarck i Grottger. Fragment książki "Był bal", http://www.konserwatyzm.pl/artykul/5493/bismarck-i-grottger-fragment-ksiazki-byl-bal). Wybuch powstania styczniowego był Bismarckowi jak najbardziej na rękę. Po rozpoczęciu walk szybko zainicjował podpisanie konwencji Alvenslebena, na mocy której Prusy zobowiązały się do udzielania pomocy wojskom rosyjskim, w razie gdyby powstańcy pojawiali się na granicy rosyjsko-pruskiej lub chcieli przeniknąć na terytorium Poznańskiego. Jak pisał Cat-Mackiewicz: "Cesarz serdecznie przyjął Alvenslebena, wyraził mu radość, że wtedy, kiedy inne kraje europejskie z powodu Polaków napadają na Rosję, jedne jedyne Prusy występują z gestem przyjaznym". Gra Bismarcka była jednakże wyjątkowo wyrachowana. Potrzebował on rosyjskiego długu wdzięczności po to, by Rosja nie stanęła na przeszkodzie do zjednoczenia Niemiec pod pruskimi auspicjami. Cat-Mackiewicz słusznie wskazuje na to, że zadeklarował on pomoc  Rosji, by "pokazać Aleksandrowi II, że jest o wiele lepszy dla Rosji niż obrzydliwa Austria. Trzeba pamiętać, że to rok 1863, a więc czasy, w których mózg Bismarcka wciąż się wysila na temat, jak by to wypędzić Austrię z niemieckiej wspólnoty. Poza tym Bismarck nie tylko chce zwycięstwa rosyjskiego nad powstańcami, ale chce także, aby to zwycięstwo nie przyszło Rosji zbyt łatwo i przede wszystkim, nade wszystko, koniecznie, aby pokłóciło Rosję z innymi państwami w Europie. Powstanie polskie jest dla Bismarcka znakomitą okazją do pokłócenia Rosji ze wszystkimi i do zajęcia przez Prusy roli jedynego wiernego przyjaciela mocarstwa rosyjskiego. Konwencja Alvenslebena to okrzyk Bismarcka: „Rosja skłócona z Europą dla mnie”". Rzeczywiście, po pokonaniu Francji przez Niemcy w 1871 roku Rosja nie sprzeciwiła się zjednoczeniu Niemiec przez Prusy (albo raczej ich podbiciu). A co Bismarck mówił o Polakach? Warto jeszcze raz zacytować Cata-Mackiewicza: "Polacy są rozżarzonym żelazem, ale w razie, gdybyśmy mieli wojnę z Rosją, chwycę za to rozpalone żelazo, aby Rosję porazić". 
 
Stało się dokładnie tak, jak chciał tego Bismarck. Jego polityczny "testament" zrealizował Józef Piłsudski. Po "zjednoczeniu" Niemiec Prusy bardzo zapragnęły "zjednoczyć" całą Europę. Na drodze do realizacji ich celu stała carska Rosja. Należało więc ją zniszczyć. W tym celu państwo niemieckie opłacało wszelkiej maści rewolucjonistów i nacjonalistów, którzy spiskowali przeciwko Rosji. Do tej grupy należeli także Piłsudski i Lenin, którzy podjęli współpracę z niemieckim wywiadem. Efekt tej współpracy jest powszechnie znany: bolszewicy zniszczyli Rosję i ustanowili swoje własne rządy. A młode państwo polskie cudem zostało uratowane przed "czerwoną zarazą". Jednym słowem, polskie rozpalone żelazo skutecznie zostało użyte w tym celu, aby Rosję porazić.

Wbrew temu, co twierdzą Wieczorkiewicz, Zychowicz & spółka, na szczęście nie poszliśmy z Niemcami bić Moskala podczas II Wojny Światowej. Wynikłoby z tego jeszcze większe nieszczęście niż wspólne bicie Moskala podczas I Wojny Światowej, i to nie tylko dla Polski, ale i całego świata. 

Polska rusofobia jednakże jeszcze raz została wykorzystana przez niemieckich strategów. Przy pomocy polskiej opozycji udało im się doprowadzić do rozpadu Związku Radzieckiego, a tym samym do zjednoczenia Niemiec. Na fali entuzjazmu z powodu odzyskania niepodległości Solidarność zapomniała jednak o "drobnym szczególe", czyli o głębokim przywiązaniu ówczesnych niemieckich elit do granic państwa niemieckiego z 1937 roku. Dla polskich antykomunistów głosy mówiące o niemieckim zagrożeniu były bowiem wyłącznie przejawem radzieckiej propagandy. Na szczęście dzięki naciskom ze strony Margaret Thatcher, Niemcy w końcu uznały granicę na Odrze i Nysie. 

A jak wygląda bilans rzekomego odzyskania przez nas niepodległości? Państwo polskie znajduje się w stanie całkowitego rozkładu, podobnie sprawy się mają z polską gospodarką, kulturą i nauką. Staliśmy się rynkiem zbytu dla niemieckich produktów (jak pokazuje wykres opublikowany na stronie Instytutu Niemieckiej Gospodarki w Kolonii, wartość niemieckiego eksportu do Polski w 2011 roku wyniosła 60,6 mld $, rosyjskiego 21,1, holenderskiego 13,3, włoskiego 13,1, chińskiego 10,9, francuskiego 9,5 mld $: http://www.iwkoeln.de/__extendedmedia_resources/95932/index.html). Prasa znajduje się przede wszystkim w rękach niemieckich koncernów, a światopogląd Polaków kształtowany jest przez takie gadzinówki jak Newsweek czy Fakt. I jak już wspomniałam, jednym z ważniejszych graczy na polskiej scenie politycznej jest Fundacja Adenauera. Jak by tego jeszcze było mało, Niemcy coraz częściej pouczają nas o "polskich obozach koncentracyjnych", jak również zaczynają rozliczać za "wypędzenie" Niemców. Jednym słowem, potwierdziło się dokładnie to, przed czym przestrzegali zwolennicy sojuszu Polski ze Związkiem Radzieckim, a co antykomuniści uznali za zwykłą propagandę: za pomocą Unii Europejskiej Polska została już niemalże całkowicie podporządkowana RFN. 

A teraz przyszedł czas na Rosję. Sprawa Smoleńska świetnie nadaje się do tego, by osłabić pozycję tego kraju. Czy znowu pozwolimy, aby Niemcy w swoim pochodzie po coraz większą władzę posłużyły się Polską, jak to zrobiły w 1863, w czasie I Wojny Światowej i w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia? Powiedzmy to dosadnie:  dzięki polskiej rusofobii, której efektem było powstanie styczniowe,  Prusy dostały od Rosji zielone światło dla podbicia przez siebie Niemiec (nazywanego zjednoczeniem Niemiec). To dzięki polskiej rusofobii Piłsudski grał w tej samej lidze co Lenin, przez co Polska przyczyniła się do zniszczenia Rosji przez państwo niemieckie i bolszewików. To Polska w wydatny sposób przyczyniła się do tego, że po Europie przejechał walec nazywany Unią Europejską, za pomocą której RFN "jednoczy" Europę. Czy w końcu wyciągniemy wnioski z tych oczywistych faktów? Czy też znowu ruszymy na Moskala, aby go "cywilizować" i nawracać na wartości europejskie, a przy okazji pomścić Smoleńsk? Aby następnie po zniszczeniu Rosji rozpuścić się w kontrolowanym przez RFN bloku kontynentalnym? 

Nie, nie jestem zwolenniczką rosyjskiego bizantynizmu i turańszczyzny. Moim ideałem jest cywilizacja łacińska. Podkreślam: cywilizacja łacińska, a nie "wartości europejskie". Niestety, zdecydowana większość  tak zwanej polskiej prawicy nie rozumie, na czym polega różnica między tymi dwiema formami cywilizacyjnymi. Co więcej, wielu "polskich patriotów" przekonanych jest o wyższości cywilizacyjnej Polski nad Rosją, nie zauważając przy tym, że w Polsce dosłownie panuje burdel i że w tej sytuacji nie możemy być żadnym wzorem do naśladowania. Może w końcu najwyższy czas, żebyśmy sobie przypomnieli, że jedną z podstawowych zasad prowadzenia polityki w duchu cywilizacji łacińskiej jest po prostu rozwaga? 

P.S. Czyż nie ma racji Krzysztof Zagozda? Pisze: "Dziś jeszcze raz o Gmyzie z Wikipedii. Tym razem ciekawostka, że ten nowy narodowy bohater  "jest wiceprezesem fundacji Medientandem, zajmującej się polsko-niemiecką współpracą dziennikarską". Co prawda informacja to nie do końca ścisła, bo fundacja jest w stanie likwidacji, ale jej ścisła współpraca (finansowanie) z Fundacją Adenauera chluby nie przynosi (…). Gdyby Gmyz szefował fundacji polsko-rosyjskiej, już zostałby odsądzony od czci i wiary przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości. A że niemieckiej? Wszak sąsiedzi zza Odry dobrze nam życzą.  Dopiero pół Polski wykupili" (http://zagozda.nowyekran.pl/post/79146,tego-o-gmyzie-nie-wiedzialem-ciag-dalszy).


10.08.2012

Oświecanie kontrolowane

Idea utworzenie rządu światowego należy do żelaznego reperturu tak zwanych teorii spiskowych. Za sprawą polskiego geopolityka Leszka Sykulskiego pomysł utworzenia globalnego ośrodka władzy przeżywa swoisty coming out. Swoją koncepcję Sykulski przedstawił w  biuletynie „Geopolityka” nr 12/2012, zatytułowanym ,,O potrzebie rządu światowego. Od Wielkiej Europy do Unii Globalnej" (http://geopolityka.net/wp-content/uploads/2012/05/Geopolityka_nr_12.pdf). Jak czytamy w abstrakcie broszury: 


"Autor podkreśla rolę przemian technologicznych i ponadnarodowych procesów integracyjnych we współczesnym świecie. Postuluje powołanie globalnego rządu, wyposażonego m.in. w kompetencje do emisji światowej waluty (elektronicznej), zdolnego do rozwiązania najważniejszych problemów, stojących przed światem w ciągu najbliższych dekad. Opowiada się za wprowadzeniem światowego języka i międzynarodowego (elektronicznego) paszportu. Artykuł prezentuje wybór możliwych dróg do stworzenia konfederacji światowej poprzez kontynentalne procesy integracyjne. Autor kreśli scenariusze na najbliższe kilkadziesiąt lat".
 
Natomiast w wywiadzie na temat rządu światowego, przeprowadzonym przez Arkadiusza Mellera, prezes Instytutu Geopolityki stwierdza między innymi: 

"Nad rozwojem kluczowych technologii zawsze kontrolę sprawowały największe mocarstwa (np. rozwój fizyki jądrowej). Współcześnie rozwój najwyższych technologii prowadzony jest tylko w kilkunastu najbogatszych państwach, czy w obrębie konfederacji (UE). Dziś na świecie mamy do czynienia z niebywałym marnotrawstwem pieniędzy, energii i czasu na prowadzenie równoległych badań w tych samym dziedzinach wiedzy w różnych częściach świata. Istotą rzeczy jest wprowadzenie specjalizacji, która pozwoliłaby na bardziej ekonomiczne wykorzystywanie zasobów naszej planety. Chodzi zatem o globalną koordynację badań naukowych, ale nie tylko. Ważna jest także kontrola nad skutkami użycia zaawansowanych technologii". (http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4400/wywiad-arkadiusza-mellera-z-prezesem-instytutu-geopolityki-p

Sykulski postuluje silniejszą integrację europejską, idącą w kierunku utworzenia państwa europejskiego, które w dalszej perspektywie zostanie zastąpione przez państwo światowe. 

Wizja nakreślona przez Sykulskiego bardzo mnie niepokoi. I to z bardzo praktycznego względu. W dodatku, bardzo banalnego. Wszystko rozbija się o żarówki. 

Jestem szczęśliwą posiadaczką zabytkowego żyrandola. Tradycyjnie do żyrandoli tego typu używa się smukłych i matowych żarówek. Niestety, padły one ofiarą dyktatury oświeconych, czyli Unii Europejskiej. Natomiast dostępne w sprzedaży żarówki halogenowe albo energooszczędne nie nadają się do użycia, gdyż mój żyrandol po prostu oszpecają. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak sprowadzać odpowiednie żarówki z krajów, które nie mają niewątpliwego szczęścia przynależeć do postępowej, czyli oświeconej Unii. No właśnie, dobrze, że takie państwa jeszcze w ogóle istnieją. Bo w momencie utworzenia rządu światowego dyktatura żarówkowa i nie-żarówkowa obejmie całą kulę ziemską. Jednym słowem, spełni się to, przed czym już przed ponad dwustu laty ostrzegał Immanuel Kant: powstanie globalna tyrania. A posiadacze starych żyrandoli będą musieli zrozumieć, że "estetyczne zachcianki" muszą ustąpić miejsca wyższym, bo oświeconym sprawom. Jak np. walce z ociepleniem klimatu czy też po prostu marnotrawieniem energii. 

Idee Sykulskiego nie wzięły się z powietrza. Sam Sykulski otwarcie przyznaje się do tego, że jest zwolennikiem ideologii transhumanizmu. W cytowanym już wywiadzie stwierdza: 

"Wspomniany już przeze mnie transhumanizm szeroko czerpie nie tylko z nauk przyrodniczych i technicznych, ale także społecznych. Istotne są przeobrażenia społeczne, jakie nastąpią w przyszłości pod wpływem rozwoju technologicznego. Wbrew pozorom ten nurt myślowy nie jest wyłącznie nastawiony na zwiększenie możliwości umysłu i ciała człowieka, lecz także duchowy". 

Ideologia transhumanizmu powiązana jest z prądem umysłowym zwanym lucyferianizmem, który ukierunkowany jest na zwiększanie stopnia samoświadomości człowieka. Lucyferianizmem przesączone są poglądy wielu oświeceniowych intelektualistów, jak również wyznawców religii masońskiej. Wielu zwolenników utworzenia rządu światowego uważa, że poprzez podporządkowanie ludzkości centralnemu ośrodkowi władzy stanie się ona bardziej "racjonalna", czyli oświecona. Jednym słowem, żądają oni dyktatury oświeconych technokratów. Technokratów, którzy będą decydowali o tym, jakie żarówki mają prawo świecić mi nad głową, a jakie nie. W imię "zwiększenia możliwości umysłu i ciała człowieka".  

A co jeśli ja wolę, by nad głową pięknie mi świecił mój zabytkowy żyrandol? Najwyraźniej mam pecha: takie "oświecanie" nie zostało przewidziane przez system. Dla mojego dobra, oczywiście.

9.08.2012

Niemiecka pułapka


Od kilkunastu dni w księgarniach dostępna jest książka Piotra Zychowicza "Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki". Autor stara się w niej udowodnić, że  w 1939 Polska powinna była pójść na "bolesne prestiżowe ustępstwa" i zawrzeć przejściowy sojusz z Niemcami. 

Zdaniem Zychowicza można było w ten sposób uniknąć brutalnej niemieckiej okupacji, jak również i sowieckiej. Teza nie jest oryginalna, bo prezentowana była m.in. przez Pawła Wieczorkiewicza, który pisał o wspólnej paradzie zwycięstwa na placu Czerwonym w Moskwie, przyjmowanej przez Hitlera i Rydza-Śmigłego. Wieczorkiewicz był zdania, że w takim wypadku nie doszłoby do zagłady Żydów, którzy byliby wysiedleni z Europy, a nie wymordowani. Po śmierci Hitlera system natomiast złagodniałby. Także Andrzej Piskozub uważa, że Polska powinna była stanąć u boku Hitlera. Piskozub, podobnie jak Piotr Zychowicz, widzi siebie jako kontynuatora linii politycznej reprezentowanej przez Władysława Studnickiego, który był politycznym germanofilem. Niedawno ukazał się również artykuł Krzysztofa Kłopotowskiego pt. "Człowiek stulecia i jego cień" (Rzeczpospolita, w PlusMinus z 11 - 12 sierpnia 2012, pełna elektroniczna wersja tekstu: http://wpolityce.pl/artykuly/34184-czlowiek-stulecia-i-jego-cien-ciagle-malo-wiemy-do-czego-zdolny-byl-churchill), którego autor idzie jeszcze dalej, gdyż czyni Polskę i Anglię współodpowiedzialnymi za wybuch II Wojny Światowej. Kłopotowski powołuje się na książkę Patricka Buchanana „Churchill, Hitler and the Unnecessary War”, której autor twierdzi, że to Churchill wydał Hitlerowi „niepotrzebną wojnę”.  Kłopotowski tak przedstawia stanowisko Patricka Buchanana: 

7.06.2012

Niemcy. Między prawicą i lewicą heglowską


Realia niemieckiej polityki nie są zrozumiałe dla polskich komentatorów z kręgów prawicowych. W dużej mierze wynika to z tego, że patrzą oni na Niemcy „przez polskie okulary”. Co oznacza,  że analizują niemiecką scenę polityczną przez pryzmat kategorii stosowanych do opisu polskiego życia politycznego. Przede wszystkim chodzi o schemat lewica-prawica. Dla wielu polskich „prawicowców” niemiecka prawica, czyli chadecja, jest synonimem katolicyzmu, z czego wynika jej pozytywna ocena. Natomiast niemiecka lewica oceniana jest jednoznacznie negatywnie.  A sprawy są dużo bardziej skomplikowane.  

Analizowanie niemieckiej sceny politycznej za pomocą dualistycznego schematu lewica-prawica jest poważnym błędem. Mamy tam bowiem do czynienia przynajmniej z trzema prądami. Pierwszy z nich wywodzi się z tradycji cywilizacji łacińskiej i odpowiada temu, co Polacy zazwyczaj rozumieją pod pojęciem prawicy. Prąd ten ma już właściwie wartość historyczną, czego Polacy niestety nie rozumieją. Pozostałe dwa to heglowska prawica i lewica. To one decydują o politycznym rozwoju współczesnych Niemiec. Lewica i prawica heglowska wzajemnie się warunkują, gdyż stanowią dwie pozycje skrajne schematu dialektycznego: teza prowokuje powstanie antytezy, co ostatecznie prowadzi do syntezy. Napięcie pomiędzy tymi przeciwieństwami wprawia cały system w ruch. Często  też trudno je od siebie oddzielić,  gdyż nawzajem się przenikają, jak to niegdyś było w przypadku narodowego socjalizmu. 

5.28.2012

Polska między USA, Niemcami i Rosją

"Nie tylko żaden człowiek ale też i żadne państwo nie jest samotną wyspą. Oznacza to konieczność ciągłego uzgadniania swoich interesów z innymi, szukania sojuszników dla ich realizacji jak również sprzymierzeńców w walce ze wspólnym wrogiem. Dotyczy to również i Polski, która sukces polityczny może osiągnąć tylko wtedy, jeśli dokona właściwego wyboru swoich „przyjaciół”. Po zakończeniu naszej „przyjaźni” ze Związkiem Radzieckim „zaprzyjaźniliśmy się” się z Zachodem czyli przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi i Niemcami. I tak długo jak oba te państwa mocno „przyjaźniły” się ze sobą, taka właśnie konstelacja geopolityczna nie była poddawana w wątpliwość praktycznie przez żadną liczącą się frakcję polityczną w Polsce. Tym bardziej, że zarówno USA jak i Niemcy przejawiały krytyczny stosunek wobec niedemokratycznej Rosji, co właściwie cementowało te nowe więzi „przyjaźni”.
Sytuacja zaczęła się komplikować, kiedy w relacjach między USA i Niemcami zapanowało pewne ochłodzenie, natomiast ociepliły się relacje między Niemcami i Rosją. Na skutek tejże zmiany Polska stanęła przed starym dylematem czyli koniecznością dokonania wyboru między współpracą z Rosją i Niemcami przeciwko Anglosasom albo vice versa."