No i wyszło szydło z worka. „Naczelny konserwatysta kraju”, Adam Wielomski,
w końcu jednoznacznie przedstawił swój pogląd na politykę. Pogląd ten w pełni
odpowiada nowożytnej tradycji konserwatyzmu, który w takim samym stopniu odciął
się od tomistycznego racjonalizmu jak jego przeciwnicy. Tomistyczna koncepcja
polityki sprowadza się do prostego stwierdzenia, że zarówno władza, jak i lud
zobowiązane są do troski o dobro wspólne. Władca, który sprzeniewierza się
dobru wspólnemu, staje się tyranem, natomiast dobry władca w swoich działaniach
kieruje się prawym rozumem praktycznym. Nowożytność odcina się od koncepcji
polityki jako sztuki rozumnego realizowania tego co dobre. I to zarówno po
„prawej”, jak i „lewej” stronie. Polityka staje się techniką, wyrazem woli
(rządzących albo rządzonych) bądź też polem do przeprowadzania
racjonalistycznych eksperymentów. (Od razu zaznaczam, że nowożytny racjonalizm
nie ma nic wspólnego z racjonalizmem Arystotelesa albo św. Tomasza. Dla tych
ostatnich zadaniem rozumu było poznawanie obiektywnej rzeczywistości, natomiast
nowożytnicy zajmują się wymyślaniem tej rzeczywistości na nowo, zgodnie z
własnymi upodobaniami i z góry przyjętymi założeniami).
Odcięcie nowożytnej polityki od arystotelesowsko-tomistycznej koncepcji prawego
rozumu praktycznego doprowadziło do tego, że nowożytne koncepcje polityki w dużej
mierze udzielają przyzwolenia na stosowanie przemocy w polityce. „Prawica”
przyzwala na stosowanie przemocy przez władcę w stosunku do ludu, a „lewica”
przez lud w stosunku do władzy. Słowa Adama Wielomskiego idealnie oddają istotę
nowożytnego konserwatyzmu:
„(...) lud zawsze winien być rozpędzany i pałowany. Inaczej popada w pychę
i staje się bezczelny, domagając się socjalizmu. A wszelka władza ma przecież
charakter katechoniczny i pochodzi od Boga. Lud to bezkształtna materia, której
należy nadać formę. Pałka dobrze się ku temu nadaje. I czasem nie widzę innego
wyjścia. Jak pisał Charles Maurras, "demos był cywilizowany zawsze dzięki
batom, które dostawał". (...) Redaktor Naczelny naszego portalu, kol.
Arkadiusz Meller skomentował słusznie moją myśl: "Warcholstwu związkowemu
mówimy zdecydowane nie!". To jest istota problemu. Z jednej strony władza,
z drugiej strony tłum. Konserwatysta instynktownie jest po stronie władzy, gdyż
ta gwarantuje porządek. Jest ostoją porządku. Tłum ma w sobie coś zwierzęcego.
Każdy tłum.” (O syndykalistach blokujących Sejm).
Przekonanie Adama Wielomskiego o tym, że „lud to bezkształtna materia,
której należy nadać formę”, jest par excellence wyrazem nowożytnego
światopoglądu (który w silnym stopniu spokrewniony jest z platonizmem). Nie ma
tu miejsca na koncepcję obiektywnej natury człowieka, którą rządzący powinni
odkrywać i SZANOWAĆ. W nowożytnych koncepcjach politycznych władca staje się
niejako „stwórcą” ludu. To władza tworzy „nowego człowieka”, i to według
własnej wizji. U podstaw Rewolucji Francuskiej czy też Rewolucji
Październikowej leżało takie właśnie przekonanie: „oświeceni” przywódcy
rewolucjonistów przejęli władzę, aby „wyzwolić” lud z jego fałszywej
świadomości i nadać mu nową, rzekomo właściwą, formę. Taka sama idea
przyświecała pruskim konserwatystom. To pruskie państwo miało stworzyć nowy
kolektyw (Volksgemeinschaft) i to za pomocą tych samych środków co
rewolucjoniści, czyli biurokracji, policji i szkolnictwa państwowego.
W Polsce w tej chwili także mamy do czynienia z procesem hodowania nowego
człowieka. Władza powoli przechodzi w ręce Nowej Lewicy, która odrzuciła
koncepcję obiektywnej natury człowieka (z czego wynika m.in. propagowanie
homoseksualizmu). Nowa Lewica, odrzucając twierdzenie, że natura człowieka
została stworzona przez Boga, siłą rzeczy musiała uczynić człowieka stwórcą
samego siebie. A tym samym: państwo. Państwo w rękach Nowej Lewicy tworzy więc
nowego człowieka, wolnego od wszelkich „przesądów” i moralnych ograniczeń. W końcu
tłum jest tylko bezkształtną materią, której władza nadaje formę...
Nowożytne koncepcje lewicowe i prawicowe są więc z sobą blisko
spokrewnione. Taka jest cena odrzucenia koncepcji prawego rozumu praktycznego,
którym kierować powinni się zarówno rządzący, jak i rządzeni. Każdy stosownie do
swoich zadań i możliwości.
Jako schmittianin, Adam Wielomski nie rozumie koncepcji prawego rozumu
praktycznego. Dlatego też bez żadnych ogródek stwierdza, że „konserwatysta
instynktownie jest po stronie władzy, gdyż ta gwarantuje porządek”. Adam
Wielomski myli się, twierdząc, że władza niejako automatycznie gwarantuje
porządek. W nowożytności władza stała się narzędziem „formowania” ludu według
wszelkiej maści wizji nowego człowieka (albo po prostu polem walki o zaspokajanie swoich interesów).
Swoją wizję także ma i Palikot. W przypadku gdyby przejął władzę, zacząłby ją odpowiednio wdrażać w życie. Członkowie
założonego przez Adama Wielomskiego Ruchu Odparcia Palikota prawdopodobnie
zaczęliby stawiać mu opór. Natomiast Adam Wielomski, jak przystało na
prawdziwego konserwatystę, będzie musiał stanąć po stronie władzy. I wtedy nie
pozostanie mu nic innego, jak nawoływać Palikota do pałowania katolików...