Zapraszam serdecznie do odsłuchania mojego wystąpienia zaprezentowanego podczas Zjazdu Narodowej Akademii Informacyjnej 2015. Poniżej znajdą Państwo link do sprawozdania ze Zjazdu, w którym znalazło się rzetelne streszczenie mojego wystąpienia:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polsko-niemieckie pojednanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polsko-niemieckie pojednanie. Pokaż wszystkie posty
9.28.2015
10.19.2013
RFN dąży do zatarcia się śladów zbrodni niemieckich?
W
związku z obchodami 70. rocznicy wybuchu powstania w niemieckim
nazistowskim obozie zagłady Sobibór, 14 października b.r.
Międzynarodowy Komitet Oświęcimski/Auschwitz zaapelował do rządu
Niemiec o wsparcie prac przy zachowaniu miejsca pamięci, w którym
zginęło ponad 250 tys. ludzi.
Apel
związany jest z tym, że do tej pory strona niemiecka nie wyraziła
specjalnego zainteresowania wsparciem projektu mającym na celu
upamiętnienie zbrodni popełnionych przez Niemców w tym obozie.
5.04.2013
Kilka refleksji na temat przyszłości Polonii – relacja z sympozjum „Instytutu Polonicus” w Akwizgranie
27
kwietnia w Sali Koronacyjnej Karola Wielkiego akwizgrańskiego ratusza
odbyło się sympozjum zorganizowane przez Instytut Polonicus (mający
swoją siedzibę właśnie w Akwizgranie). Sympozjum zostało uwieńczone
uroczystą galą wręczenia nagród Polonii w Europie POLONICUS 2013.
Język polski i gospodarka
W
ramach sympozjum odbyły się trzy panele dyskusyjne. Panel I pt. „Język
ojczysty w służbie polskiej kulturze” poświęcony został problematyce
utrzymania tożsamości kultury przez własny język. Główną postacią tej
części sympozjum był prof. Władysław Miodunka z Uniwersytetu
Jagiellońskiego, który stworzył pierwszy na świecie naukowy ośrodek
badawczy w zakresie nauczania języka polskiego. Za swój wkład w
popularyzowanie języka polskiego w świecie został odznaczony nagrodą
POLONICUS 2013 w kategorii „Kultura”.
Panel
II dotyczył problematyki organizacji polskich w Niemczech i w Europie. Z
racji tego, że chciałabym poświęcić mu więcej uwagi, przejdę od razu do
krótkiego omówienia panelu III pt. „Polskie diamenty w niemieckiej
gospodarce”. Ta część sympozjum została zorganizowana przez Wydział
Gospodarczy Konsulatu RP w Kolonii. Panel otworzył konsul Stanisław
Hebda, który wygłosił referat pt. „Osiągnięcia bussinesowe Polaków w
Europie” . Obraz sytuacji gospodarczej Polski nakreślony w jego
wystąpieniu był , nazwijmy to, huraoptymistyczny . Słuchacze mieli
bowiem okazję dowiedzieć się tego, że Polska pod względem ekonomicznym
nie tylko gra w pierwszej lidze europejskiej, ale stanowi wręcz nowe
centrum europejskiej gospodarki, gdyż przyciąga wielu inwestorów. Taką
uprzywilejowaną pozycję zawdzięczamy rzekomo temu, że nasz kraj
zamieszkuje wyjątkowo młode społeczeństwo, co ma się odpowiednio
przekładać na ekonomiczne wyniki Polski. Atutem polskiej gospodarki jest
także jej wysoka innowacyjność, jak również duża liczba absolwentów
kierunków informatycznych. Konsul Hebda wskazał na to, że między
Frankfurtem a Moskwą, w żadnym mieście nie ma tylu filii
międzynarodowych instytucji finansowych co w Warszawie. Wskazał także na
to, że Polska, obok Brazylii, Indii czy Chin, jest jednym z
najważniejszych państw, w których lokowane są projekty outsourcingowe.
Pracę kierowanego przez siebie wydziału określił jako „budowanie
mostów”, po to, by oba państwa, a więc Polska i Niemcy, odnosiły
wzajemne korzyści ze współpracy gospodarczej.
Po referacie pana konsula odbyła się debata z udziałem kilku Polaków, którzy osiągnęli wysokie pozycje w niemieckich firmach, oraz niemieckiego przedstawiciela firmy Solaris, która jest obecna na rynku niemieckim. Swoje przemówienie pan konsul wygłosił po niemiecku, także i debata odbywała się w tym języku.
Pozwalając sobie na kilka słów komentarza, chciałabym stwierdzić, że przemówienie konsula Hebdy stanowiłoby dobry PR dla Polski w sytuacji, gdyby na sali znajdowali się niemieccy biznesmeni i politycy. Słuchaczami jego wystąpienie byli jednakże Polacy, którzy zdają sobie sprawę choćby z takich faktów jak ten, że wielu młodych rodaków wyjeżdża z Polski, w tym część prawdopodobnie na stałe. Zagraniczne instytucje finansowe czy też realizatorzy projektów outsourcingowych w dalszym ciągu nie zdołali zbudować silnej polskiej gospodarki narodowej, szczególnie w sytuacji, gdy bilans handlu zagranicznego Polski (przede wszystkim w relacjach z RFN) jest ujemny. Również i debata panelowa mogłaby stanowić dobry PR dla niemieckiej publiczności, gdyż wzięli w niej udział Polacy, którym udało się osiągnąć sukces w niemieckich firmach oraz na niemieckim rynku. Należy mieć więc nadzieję, że Wydział Gospodarczy Konsulatu RP w Kolonii będzie regularnie organizował tego typu imprezy dla niemieckich odbiorców.
Organizacje polonijne
Z
punktu widzenia interesu Polonii najbardziej informatywną częścią był
panel II, który jak już wspomniałam, poświęcony został kwestii sieci
organizacji polskich w Niemczech i w Europie. W referacie sporządzonym
przez Michała Nowosielskiego, eksperta ds. polskiej emigracji w
Instytucie Zachodnim w Poznaniu, a odczytanym przez pana Wiesława
Lewickiego (prezesa Polregio e.V. i Institutu Polonicus) wskazano na
najważniejsze przyczyny słabości polskich organizacji polonijnych w
Niemczech. Wymieniono między innymi kwestię braku współpracy między
Polonią a organizacjami innych grup etnicznych. Współpraca taka mogłaby
się przyczynić do skuteczniejszego wywierania nacisku na niemiecką
administrację. Poruszona została także kwestia braku masowych
organizacji polonijnych. Zwrócono także uwagę na brak zainteresowania
organizacjami polonijnymi ze strony młodych Polaków. Wskazano na to, że w
aktualnej sytuacji politycznej i społecznej uczestnictwo w
organizacjach masowych jest mało atrakcyjne, na znaczeniu zyskują
natomiast organizacje, które zajmują się realizacją bardziej
skonkretyzowanych celów. Ta ostatnia kwestia stała się przedmiotem
pierwszego pytania, które pan Lewicki zadał uczestnikom moderowanej
przez siebie debaty panelowej. W debacie tej wzięli udział: Józef
Malinowski, przewodniczący Związku Polaków w Niemczech spod Znaku Rodła;
Aleksander Zając, prezes Polskiej Rady w Niemczech i kierownik biura
Polonii w Berlinie; Basil Kerski, dyrektor Centrum Solidarności w
Gdańsku, redaktor naczelny magazynu „Dialog”; Roman Śmigielski,
sekretarz generalny Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych (EUWP).
Józef
Malinowski wskazał na to, że najważniejszym celem kierowanej przez
niego instytucji jest opiekowanie się Domem Polskim w Bochum oraz
stworzenie w nim centrum dokumentacji historii Polaków w Niemczech.
Planowane centrum to efekt programu współpracy, jaki parlamenty Polski i
Niemiec uchwaliły w 2011 r., w dwudziestą rocznicę podpisania
polsko-niemieckiego „Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej
współpracy”.
Roman
Śmigielski wskazał na to, że paradoksalnie, sytuacja Polonii na
zachodzie jest gorsza niż na wschodzie. Taki stan rzeczy wynika między
innymi z tego, że do 1989 r. Polacy koncentrowali się na walce o wolność
swojej ojczyzny, natomiast po przełomie zabrakło nowej koncepcji dla
organizacji polonijnych. Taka koncepcja do dziś nie została wypracowana,
a kadry tych organizacji po prostu się starzeją. Brak zainteresowania
organizacjami polonijnymi ze strony nowych emigrantów wynika także z
tego, że wielu z ich przedstawicieli traktuje pobyt za granicą jako
emigrację czasową. Jak słusznie zauważył pan Śmigielski, subiektywne
postrzeganie własnej sytuacji często rozmywa się z obiektywnym stanem
rzeczy, gdyż wiele z tych osób przebywa za granicą już 9 lat i nic nie
wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miały one wrócić do kraju.
Zdaniem Śmigielskiego, Polacy działający w Polonii powinni silniej
otworzyć się na środowisko, w którym przebywają, tzn. nie zamykać się „w
swojej twierdzy”. Powinni także udzielać się politycznie, przede
wszystkim poprzez partycypowanie w wyborach lokalnych czy też
parlamentarnych. Jego zdaniem, każdy wybrany Polak wzmacnia pozycję
Polonii w danym środowisku.
Basil
Kerski wskazał na to, że Polakom brakuje umiejętności skutecznego
uprawiania polityki, szczególnie, jeśli się nas porówna z Niemcami. Jego
zdaniem, Polacy powinni brać przykład z Niemców, jeśli chodzi o
umiejętność pogodzenia swojej narodowej tożsamości z koncepcją
społeczeństwa pluralistycznego. Wskazał przy tym na niemiecką mniejszość
w Polsce, która w jego przekonaniu, potrafi łączyć swoją niemiecką
tożsamość z polskością. Kerski podkreślił, że Polonia powinna wzmocnić
swoją kompetencję kulturową. Promowanie polskości powinno odbywać się w
szkołach i innych instytucjach kształtujących kulturę. Nieobecność
Polonii w procesach kulturotwórczych skutkuje bowiem polityczną
słabością Polaków w Niemczech.
Aleksander
Zając przedstawił sytuację biura Polonii w Berlinie. Biuro powstało w
połowie ubiegłego roku i także jest wynikiem ustaleń obrad
polsko-niemieckiego "okrągłego stołu" i wspomnianego już „Wspólnego
Oświadczenia” z dnia 12 czerwca 2011. Biuro Polonii oraz tworzony przez
nie Portal Polonia Viva finansowane są ze środków Rządu Federalnego
Niemiec. Pan Zając wskazał na trudności, z jakimi boryka się biuro.
Przede wszystkim chodzi o różnice między Polonią a RFN, dotyczące
koncepcji prac biura. Niemieckie MSW postrzega biuro jako instytucję,
która ma pełnić wyłącznie funkcje reprezentatywne i informacyjne, a
także wspierać pracę organizacji polonijnych. Ostatecznie wszystko
rozbija się o stopień niezależności tej instytucji, który zgodnie z
życzeniem władz niemieckich nie powinien być zbyt wysoki, co jest nie do
przyjęcia dla Polonii. Ze względu na niemożność znalezienia wspólnego
rozwiązania tej kwestii, nie ruszyło jeszcze finansowanie biura na
bieżący rok (na marginesie warto przypomnieć sprawę, która nie była
poruszana w dyskusji, a dotyczy umiejscowienia biura w niemieckim
budynku rządowym. Oznacza to, że strona niemiecka może w łatwiejszy
sposób kontrolować poczynania biura). Pan Zając wspomniał o tym, że
został uruchomiony telefon porad prawnych oraz porad psychologicznych.
Telefon nie jest finansowany ze środków RFN (konsultanci znajdują się
także poza biurem), ale jego funkcjonowanie jest krytykowane przez
stronę niemiecką, gdyż jej zdaniem, takie linie telefoniczne powinny
prowadzić polskie placówki dyplomatyczne. Pan Zając zapowiedział, że w
polskich konsulatach zostanie przeprowadzony cykl szkoleń dotyczących
przygotowywania i przeprowadzania projektów. Wskazał na to, że
organizacje polonijne nie potrafią skutecznie starać się o granty na
przeprowadzanie takich projektów. Na tym polu przegrywają z
organizacjami niemieckimi, które w tej kwestii dysponują większym
doświadczeniem oraz wsparciem logistycznym. P. Zając wspomniał także o
tym, że realizowany jest plan ustanowienia landowych pełnomocników do
spraw Polonii.
Podczas
dyskusji została wspomniana także sprawa redystrybucji środków
przyznawanych przez RFN na działalność Polonii (300 tys. euro rocznie).
Uczestnicy panelu krytykowali władze RFN za to, że nie ujawniają
informacji o tym, komu przyznawane są te środki. Brak transparencji w
tej kwestii prowadzi do wzrostu antagonizmów między poszczególnymi
środowiskami polonijnymi. Wspomniana została także sprawa szkolnictwa
polskiego – albo raczej jego braku – w RFN. Z sali padł również zarzut
pod adresem organizacji polonijnych za brak jakiejkolwiek reakcji z ich
strony na sprawę filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”.
Wieczorem,
po zakończeniu sympozjum, odbyła się uroczysta gala, podczas której
wręczone zostały nagrody POLONICUS 2013. Wśród laureatów znaleźli się
wspomniany już prof. Władysław Miodunka, Basil Kerski (w kategorii
„dialog polsko-niemiecki”), Maria i Czesław Gołębiewscy, właściciele
restauracji „Gdańska” w Oberhausen (kategoria „organizacja życia
polonijnego”) oraz Andrzej Wajda (laureat nagrody honorowej).
Nowa idea polskości?
Gdy
przysłuchiwałam się debacie panelowej poświęconej sprawie organizacji
polonijnych, nasunęła mi się pewna refleksja, którą chciałabym się
podzielić z Czytelnikami. Moim zdaniem, podstawowym problemem
niemieckiej – a prawdopodobnie i całej zachodnioeuropejskiej – Polonii
nie jest słabość struktur, ale brak idei, propagowaniu której miałyby
służyć te instytucje. Konkretnie chodzi tutaj o ideę polskości. W swoim
przemówieniu konsul Hebda wspomniał o tym, że w żadnym innym państwie
europejskim nie istnieje tak silne utożsamianie się z ideą
europejskości, jak w Polsce.
Moim zdaniem, taki stan rzeczy bynajmniej nie jest wynikiem spontanicznych procesów kulturotwórczych, ale planowo i systematycznie przeprowadzonej akcji dekonstruowania świadomości narodowej Polaków i zastępowania jej przez nową, europejską tożsamość (na wschodzie Polacy nie zostali poddani procesowi „nawracania na europejskość”, stąd też ich świadomość narodowa jest silniejsza). Za pomocą zachodnich fundacji i organizacji (w tym przede wszystkim niemieckich), jak również polskich mediów i instytucji, ściśle współpracujących z zachodnimi organizacjami (przede wszystkim należy wymienić Gazetę Wyborczą), realizowany jest program inżynierii społecznej, którego celem jest stworzenie „Polaka nowoczesnego”, czyli takiego, który odcina się od polskiego katolicko-narodowego dziedzictwa kulturowego.
Przy
pomocy metod sterowania społecznego stworzony został negatywny
stereotyp Polaka jako ksenofoba, nacjonalisty, homofoba, antysemity,
biedaka i życiowego nieudacznika, który pod każdym względem, z takich
czy innych powodów, jest „podejrzany”. Jednocześnie stworzony został
stereotyp pozytywny „Polaka nowoczesnego”, czyli Europejczyka, który
wyznaje „wartości europejskie”, nie zadając sobie przy tym pytania o
źródło i wykładnie tych wartości. Stereotyp pozytywny „Polaka
nowoczesnego” został jednocześnie tak skonstruowany, że Polacy pełnią w
nim rolę zupełnie bierną, to znaczy, są przedstawiani jako naród
cywilizacyjnie zacofany, który na swój awans kulturowy może zasłużyć
jedynie poprzez bezkrytyczne przyjęcie tego, co narody „bardziej
dojrzałe” (jak np. RFN) uznają za właściwe. Ze względu na brak polskich
opiniotwórczych i kulturotwórczych elit (te zostały wymordowane podczas
II WŚ oraz w czasach stalinowskich, albo zneutralizowane w inny sposób)
proces przebudowywania polskiej tożsamości przez ośrodki zagraniczne
oraz współpracujące z nimi ośrodki polskie mógł przebiec w sposób
niezakłócony (podczas dyskusji Basil Kerski wspomniał o tym, że
kierowane przez niego polsko-niemieckie czasopismo Dialog zostało
założone w 1987 r. przez Niemca, który nie znał języka polskiego. Także i
to pismo służy konstruowaniu nowej świadomości Polaków, zgodnie z
wytycznymi niemieckich ośrodków kulturotwórczych). W efekcie, młodzi
Polacy wstydzą się swojej polskości i za wszelką cenę chcą być tacy jak
„inni”. Jednocześnie nie znają polskiej kultury i historii, więc de
facto wstydzą się czegoś, czego nie znają (co wskazuje na to, że mamy
do czynienia z manipulacją). Wiedza mająca służyć rozwojowi polskiego
patriotyzmu jest coraz ściślej limitowana i coraz bardziej zacieśniana
do dziedzictwa Solidarności (w tym kontekście należy wspomnieć o
kierowanym przez Basila Kerskiego Centrum Solidarności w Gdańsku). Już
nawet wokół walki AK przeciwko „nazistom” tworzony jest negatywny
stereotyp antysemityzmu (podczas gdy coraz więcej mówi się o niemieckim
ruchu oporu i wpaja Niemcom dumę z ich historii).
Istnienie
tych dwóch stereotypów w znacznym stopniu utrudnia pracę Polonii, gdyż
wielu polskich emigrantów chce jak najszybciej wtopić się w zachodnie
społeczeństwa, po to, żeby w ten sposób podbudować własne poczucie
wartości. Polskość redukowana jest do pewnego rodzaju „folkloru”, jak
np. polskie produkty spożywcze albo gadżety piłkarskie. Duma z Polski
sprowadza się do dumy z „udanej transformacji”, czyli dostosowania się
do oczekiwań Zachodu.
W
związku z tym organizacje polonijne, jeśli nie chcą umrzeć śmiercią
naturalną, muszą przyjąć jedną z dwóch strategii działania. Zgodnie z
pierwszą z nich powinny włączyć się aktywnie w opisany powyżej proces
transformacji świadomości Polaków i funkcjonować jako organizacje
pielęgnujące „polski folklor”.
Druga
z nich sprowadziłaby się do stworzenia własnego kanonu polskości, czyli
przeciwstawienia dwóm wymienionym stereotypom – własnych.
Teoretycznie, drugie rozwiązanie jest możliwe, gdyż Polska dysponuje
bogatą kulturą, szczególnie w dziedzinie tolerancji, demokracji czy też
konstytucyjności, jak również idei europejskości. W przeciwieństwie
jednak do współczesnych „wartości europejskich” ich źródłem nie jest
neomarksistowska Nowa Lewica (nawet niemiecka chadecja coraz bardziej
odwołuje się do tej właśnie tradycji), lecz chrześcijaństwo oraz
klasyczny humanizm (ten ostatni jest współczesnym elitom Niemiec czy
Europy zupełnie nieznany, gdyż ich horyzonty intelektualne zazwyczaj nie
wykraczają poza okres II WŚ). Polskie organizacje polonijne musiałyby
więc stworzyć własny obraz Polaka, który byłby atrakcyjny dla samych
Polaków i miał dużą siłę przyciągania. Wokół takiej idei można by
stworzyć prężnie działające organizacje polonijne.
Nie
żywię właściwie żadnych wątpliwości co do tego, że praktyczne
urzeczywistnienie drugiej strategii aktualnie nie jest możliwe. Proces
mentalnego ubezwłasnowolnienia Polaków posunął się już tak daleko, że
przezwyciężenie tego stanu staje się zdaniem praktycznie niewykonalnym.
Opcja taka nadal jednak jest otwarta. Może kiedyś nastaną lepsze czasy
dla jej zrealizowania.
3.11.2013
Neokolonializm w natarciu (3)
Część pierwsza:
http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/11/neokolonializm-w-natarciu.html
"Mimo różnic pomiędzy kolonializmem zamorskim a
środkowoeuropejskim, oba miały wspólne cechy. Przynosiły uzależnienie
gospodarcze, hamowały rozwój społeczeństwa, wprowadzały patologie społeczne i
kulturalne, przekształcały mapy mentalne świata i niwelowały prestiż. Podobnie
również tłumaczyły przyczyny podboju. W obu wypadkach podkreślano niezdolność
podbijanego do samodzielnego sprawowania władzy oraz ucisk mniejszości."
(Ewa Thompson "O kolonizacji Europy Środkowej", http://rebelya.pl/post/2497/ewa-thompson-o-kolonizacji-europy-srodkowej)
Ewa Thompson zajmuje się zjawiskiem kolonizacji Europy Wschodniej w wielu swoich
tekstach. Problematykę
neokolonializmu analizuje m.in. na przykładzie kształtowania europejskiej i
światowej kultury pamięci przez narratorów państw imperialnych. W pierwszej
części artykułu przywołałam tekst tej autorki, w którym krytykuje
postmodernistyczną koncepcję pamięci (leży ona u podstaw m.in. niemieckiej
polityki historycznej). Zdaniem Thompson, założenia tej koncepcji usuwają
pamięć państw słabszych z europejskiej i światowej pamięci oraz implikują, iż
dyskursem rządzą siła i władza, a nie argumenty i fakty (Postmodernizm, pamięć,
logocentryzm, w: (Nie)Obecność. Pominięcia i przemilczenia w
narracjach XX wieku, redakcja naukowa Hanna Gosk, Bożena Karwowska,
Warszawa 2008, s. 37 – 53). Przypomnijmy: koncepcja ta zakłada rozróżnianie wydarzeń
i faktów. Fakt to działalność, aktywność
realna, natomiast wydarzenie to
fakt, który przez pewną grupę społeczną został uznany za ważny i stał się
elementem jej pamięci. Postmodernistyczna polityka historyczna ma na celu
konstruowanie pamięci społecznej poprzez świadome podnoszenie wybranych faktów
do rangi wydarzeń. Podniesienie faktów do rangi wydarzeń jest przy tym procesem
technicznym, który wymaga określonych nakładów finansowych, jak również
posiadania odpowiedniego zaplecza instytucjonalnego. Taka koncepcja preferuje
oczywiście państwa silniejsze, natomiast marginalizuje słabsze.
12.13.2012
Neokolonializm w natarciu (2)
(Pierwsza część tekstu: http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/11/neokolonializm-w-natarciu.html)
W ramach drugiej części opracowania chciałabym przedstawić
podstawowe założenia koncepcji pracy Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie,
jak również wytyczne planowanej wystawy stałej (koncepcja ta dostępna jest w
języku polskim na stronie http://sfvv.de/sites/default/files/downloads/koncepcja_sfvv_2012.pdf).
Zacznijmy od podstawowych informacji dotyczących tego
projektu. Pierwsza, ogólna koncepcja centrum wystaw, dokumentacji i informacji
w Berlinie, zajmującego się tematyką ucieczki, wypędzeń i migracji przymusowych
w XX w., została uchwalona przez Rząd Federalny 19 marca 2008 r. Następnie na
podstawie uchwały rządu w dniu 30 grudnia 2008 r. powołano niesamodzielną
fundację pod nazwą „Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, której
podmiotem prowadzącym jest Niemieckie Muzeum Historyczne (DHM) w Berlinie. Jak czytamy w uchwalonej w czerwcu tego roku szczegółowej
koncepcji pracy Fundacji (link powyżej), poprzez naukową dokumentację historii
czystek etnicznych ma ona przyczynić się - w duchu pojednania i ciągłości
polityki porozumienia Republiki Federalnej Niemiec - do pamięci o bezprawiu wypędzeń
i potępienia wypędzeń; przy czym ucieczka i wypędzenie Niemców mają stanowić
główny akcent pracy Fundacji.
9.03.2012
Kto naprawdę reprezentuje naród polski?
17 sierpnia na Zamku Królewskim w Warszawie Cyryl I, patriarcha Moskiewski i Całej Rusi
oraz abp. Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podpisali Wspólne Przesłanie do Narodów Polski
i Rosji. Oto jego fragment:
"Nasze bratnie narody łączy nie tylko wielowiekowe
sąsiedztwo, ale także bogate chrześcijańskie dziedzictwo Wschodu i Zachodu.
Świadomi tej długiej wspólnoty dziejów i tradycji wyrastającej z Ewangelii
Chrystusa, która wywarła decydujący wpływ na tożsamość, duchowe oblicze i
kulturę naszych narodów, a także całej Europy, wkraczamy na drogę szczerego dialogu
w nadziei, że przyczyni się on do uleczenia ran przeszłości, pozwoli
przezwyciężyć wzajemne uprzedzenia i nieporozumienia oraz umocni nas w dążeniu
do pojednania. Grzech, który jest
głównym źródłem wszelkich podziałów, ludzka ułomność, indywidualny i zbiorowy
egoizm, a także naciski polityczne, doprowadzały do wzajemnej obcości, jawnej
wrogości, a nawet do walki między naszymi narodami. W następstwie podobnych
okoliczności doszło wcześniej do rozpadu pierwotnej jedności chrześcijańskiej.
Podziały i rozłam, sprzeczne z wolą Chrystusa, stały się wielkim zgorszeniem,
dlatego też podejmujemy nowe wysiłki, które mają zbliżyć nasze Kościoły i
narody oraz uczynić nas bardziej wiarygodnymi świadkami Ewangelii wobec
współczesnego świata. (…) Apelujemy do naszych wiernych, aby prosili o
wybaczenie krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła wyrządzonego sobie
nawzajem. Jesteśmy przekonani, że jest to pierwszy i najważniejszy krok do
odbudowania wzajemnego zaufania, bez którego nie ma trwałej ludzkiej wspólnoty
ani pełnego pojednania. (…) Dzisiaj nasze narody stanęły wobec nowych wyzwań.
Pod pretekstem zachowania zasady świeckości lub obrony wolności kwestionuje się
podstawowe zasady moralne oparte na Dekalogu. Promuje się aborcję, eutanazję,
związki osób jednej płci, które usiłuje się przedstawić jako jedną z form
małżeństwa, propaguje się konsumpcjonistyczny styl życia, odrzuca się
tradycyjne wartości i usuwa z przestrzeni publicznej symbole religijne. Nierzadko
spotykamy się też z przejawami wrogości wobec Chrystusa, Jego Ewangelii i
Krzyża, a także z próbami wykluczenia Kościoła z życia publicznego. Fałszywie
rozumiana świeckość przybiera formę fundamentalizmu i w rzeczywistości jest
jedną z odmian ateizmu. Wzywamy wszystkich do poszanowania niezbywalnej godności każdego człowieka
stworzonego na "obraz i podobieństwo Boga" (Rdz 1,27). W imię
przyszłości naszych narodów opowiadamy się za poszanowaniem i obroną życia
każdej istoty ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Uważamy, że ciężkim
grzechem przeciw życiu i hańbą współczesnej cywilizacji jest nie tylko
terroryzm i konflikty zbrojne, ale także aborcja i eutanazja. Trwałą podstawę
każdego społeczeństwa stanowi rodzina jako stały związek mężczyzny i kobiety.
Jako instytucja ustanowiona przez Boga (por. Rdz 1,28; 2,23- 24), rodzina
wymaga szacunku i obrony. Jest ona bowiem kolebką życia, zdrowym środowiskiem
wychowawczym, gwarantem społecznej stabilności i znakiem nadziei dla
społeczeństwa. To właśnie w rodzinie dojrzewa człowiek odpowiedzialny za
siebie, za innych oraz za społeczeństwo, w którym żyje. Ze szczerą troską,
nadzieją i miłością patrzymy na młodzież, którą pragniemy uchronić przed
demoralizacją oraz wychowywać w duchu Ewangelii. Chcemy uczyć młodych miłości
do Boga, człowieka i ziemskiej ojczyzny oraz kształtować w nich ducha
chrześcijańskiej kultury, której owocem będzie szacunek, tolerancja i
sprawiedliwość." (Tekst orędzia: http://gosc.pl/doc/1267452.Wspolne-Przeslanie-do-Narodow-Polski-i-Rosji-pelny-tekst)
Natomiast 2 sierpnia rozpoczął się XVIII Przystanek Woodstock. Imprezę otworzył
Jurek Owsiak w towarzystwie prezydentów Polski i Niemiec. Oto krótka relacja z
tego wydarzenia:
"- Chcę wam serdecznie podziękować i chcę powiedzieć,
że jestem z was dumny - powiedział prezydent Komorowski. - Chcę podziękować za
to, że potraficie się bawić, że potraficie być radośni. Wiem, że ta dzisiejsza
radość młodych Polaków i młodych Niemców ma swój początek w Wielkiej Orkiestrze
Świątecznej Pomocy - podkreślił - a to oznacza, że potraficie, że my jako naród
też [już]
potrafimy łączyć pracę dla innych z radością i zabawą [gwoli
wyjaśnienia, w relacji umieszczonej na stronie Kancelarii Prezydenta RP słowo
"już" się nie pojawiło. Co Prezydent właściwie chciał przez to
powiedzieć?!].
- Bawcie się jak najlepiej - życzył Bronisław Komorowski. Muszę was pochwalić,
te setki tysięcy ludzi, tego młodego człowieka po mojej lewej stronie - Jurka
Owsiaka –powiedział niemiecki prezydent. –
On mówi "róbta co chceta", my to my, jesteśmy sobą, nie tylko
w zabawie i świętowaniu, ale w dawaniu innym, pomaganiu innym – mówił Joachim
Gauck do uczestników festiwalu. Podczas otwarcia na polu woodstockowym pojawiła
się polska flaga, która została rozwinięte na trybunach stadionu we Wrocławiu w
czasie meczu Polaków z Czechami na Euro 2012. Biało-czerwona smuga pojawiła się
także na niebie dzięki pokazom lotniczym." (http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-krajowe/art,190,prezydenci-polski-i-niemiec-na-przystanku-woodstock.html;
http://www.youtube.com/watch?v=Czz88L1gvF0).
Podczas spotkania z dziennikarzami Bronisław Komorowski
dziękował prezydentowi Niemiec za przyjęcie zaproszenia i obecność w Kostrzynie
nad Odrą.
"- Po to – podkreślił - byśmy mogli razem
zademonstrować nasze zainteresowanie i życzliwość dla procesu pojednania
polsko-niemieckiego na gruncie przyjaźni, także przyjaźni czysto muzycznej,
festiwalowej, młodych Niemców i młodych Polaków.(…) Joachim Gauck zauważył, że
festiwal jest związany z akcją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w której
tysiące osób działa nie na korzyść własną, ale dla innych. - To jest
festiwal radości, europejskiej młodzieży, która spotyka się i słucha muzyki
(...) i jest to element, który tych młodych ludzi łączy - zaznaczył prezydent
Niemiec. Jak dodał, Przystanek Woodstock odwołuje się też do wartości takich,
jak odpowiedzialność za innych, wolność, działanie na rzecz innych" (jak
wyżej).
Jak widać, były duchowny luterański, Joachim Gauck żywi
wielką sympatię do hasła "róbta co chceta". Natomiast demokratycznie
wybrany Prezydent RP wiernie mu wtóruje. I to w imieniu narodu polskiego. W końcu
zgodnie z procedurami demokracji, standardami nowoczesnego państwa prawa i
poszanowaniem praw człowieka został wybrany na reprezentanta Polaków.
Bronisław Komorowski cieszy się wielkim wsparciem ze strony chadeckiej
fundacji Konrada Adenauera, która w iście dialektyczny (czyli nowoczesny) sposób
łączy swoje przywiązanie do "wartości chrześcijańskich" z
zaangażowaniem na rzecz demokracji, praw człowieka, wolności słowa, tolerancji i
pacyfizmu (tak samo jak były pastor Gauck). Fundacja Adenauera angażuje się
także na rzecz unowocześniania państwa polskiego. Między innymi pomaga wielu Polakom
w podejmowaniu przez nich tak trudnej decyzji, jaką niewątpliwie jest wybór
głowy państwa. Także polskojęzyczne media należące do niemieckich koncernów wspierają
Polaków w tych trudnych momentach. Zresztą nie po raz pierwszy niemieckie
koncerny wydawnicze tak bardzo troszczą się o naród polski. W tekście " Świat
według gadzinówki" Filip Memches przypomniał, że już w czasie II wojny światowej Niemcy
realizowali swoją cywilizacyjną misję wobec Polaków. Dlatego też w Generalnej
Guberni wydawali wiele polskojęzycznych tytułów, które przez niewdzięcznych Polaków
zostały nazwane "gadzinówkami". Jak pisze Memches:
"Gdy czytamy „Nowy Kurier Warszawski" (typowy
dziennik opinii) czy wychodzący w Krakowie „Ilustrowany Kurier Polski"
(prawdziwy tabloid tamtych czasów, urzeka wspaniała szata graficzna), zdumiewa
w nich brak jakichkolwiek doniesień dotyczących okupacyjnego dramatu. Właściwie
nic nie ma na temat codzienności polskich miast: strzelanin, łapanek,
aresztowań, egzekucji. (…) Polacy żyją, jakby nic się nie stało. Życie
rozrywkowe kwitnie. „Tak się już ułożyło, że wieczorki odbywają się w nocy,
fajfy o siódmej wieczorem, a poranki w południe i w niedzielę. Stało się to już
niejako prawem zwyczajowym, że w »niedzielę, po mszy świętej, lud się bawi jak
najęty«. Każda prawie większa kawiarnia zorganizowała pewien typ porankowego
widowiska, znajdując dla swych artystycznych ambicji jakiś modus vivendi"
(„NKW", 14 kwietnia 1943). (…) Dowiadujemy się też o tym, co jest trendy.
„Nowoczesna scena, zwłaszcza zaś rewia, nie może obejść się bez zespołu
dziewcząt tańczących, dla których utarła się już i przyjęła powszechnie nazwa
girl'sów" („IKP", 31 maja 1942). Kim jest „girl"? Chodzi „o
panienkę o bardzo zgrabnej buzi, która wraz ze swymi koleżankami o równie
zgrabnych nóżkach i ładnych twarzyczkach stepuje w takt orkiestry jazzowej,
wystukując rytm klaskającymi o podłogę sceny drewniaczkami, butami z ostrogami
itp.". (…) Władze niemieckie troszczą się o ludność Generalnej Guberni. W
gruncie rzeczy chodzi o to, żeby ją „cywilizować" i „modernizować".
Jednym z przejawów tego jest zalegalizowanie w roku 1943 – po raz pierwszy na
ziemiach polskich – „spędzania płodu" (aborcji), a więc coś, co
współcześnie należy do lewicowo-liberalnego katalogu podstawowych „praw
człowieka". (…) „Ilustrowany Kurier Polski" to okno na świat. Wręcz
na wielki świat. Aspirujący do życia w nim polski czytelnik prasy pozostaje w
głównym nurcie kultury masowej. Na zdjęciu widać całującą się parę. To gwiazdy
niemieckiego kina: Dorrit Krempler i Willy Fritsch. Podpis pod zdjęciem wyjaśnia:
„Pocałunek w filmie działa zawsze emocjonująco czy to jako zakończenie wesołej
historii miłosnej, czy też gdy wprowadza łańcuch pełnych napięcia
powikłań" („IKP", 14 marca 1943). (…) „Ilustrowany Kurier
Polski" przenosi czytelnika także w bardziej egzotyczne miejsca niż
Holandia. Fotoreportaż z Indii potwierdza to, że Niemcy lansują postępowe
rozwiązania społeczne, takie jak równouprawnienie kobiet, któremu sprzeciwiają
się brytyjscy kolonialiści. „Hinduski ruch kobiecy stara się usunąć resztki
przestarzałej tradycji" („IKP", 23 sierpnia 1942). (…) „Nowy Kurier
Warszawski" nie stroni od zaangażowanej publicystyki. W licznych tekstach
autorzy (zazwyczaj anonimowi lub podpisani inicjałami) wskazują konieczność
solidarnego współdziałania narodów europejskich. Szczególnie, że trwa wojna z
bolszewizmem. „Idea solidarności europejskiej wysuwana przez mocarstwa Osi,
nieomal od początku obecnej wojny, posiada głębokie przesłanki natury
gospodarczej i politycznej. Rozwój ekonomiczny tworzy coraz więcej stosunków
wzajemnej zależności pomiędzy poszczególnymi krajami naszego kontynentu. Stan
przedwojenny, gdy państwa Europy dążyły do odgrodzenia się od siebie
nieprzeniknionymi barierami ceł prohibicyjnych, uniemożliwiał zdrowy rozwój
wszystkich twórczych sił gospodarki każdego narodu i powodował ustawiczne konflikty"
(„NKW", 20–21 marca 1943)" (http://www.rp.pl/artykul/774489,921257.html?p=1).
Memches swój artykuł kończy słowami, że "skuteczny
podbój to nie tylko brutalna przemoc, lecz i miękkie, wręcz przeciwbólowe,
środki perswazji. Od zniewolenia fizycznego groźniejsze pozostaje zniewolenie
duchowe."
Zniewolenie? "Róbta co chceta" Owsiaka idealnie wpasowuje
się w proces wyzwalania Polaków z tego wszystkiego, o co chcą wspólnie walczyć
polski Kościół katolicki i Cerkiew. Dzięki pomocy naszych zachodnich
przyjaciół, Polacy mogą cieszyć się coraz większą "wolnością". Przede wszystkim mogą w demokratycznych wyborach zgodnie ze
standardami państwa prawa jak również przy pełnym poszanowaniu praw człowieka (w
szczególności wolności słowa) wybierać swoich przedstawicieli. Przedstawicieli,
którzy oczywiście godnie zadbają o ich interesy, jak również rozwój duchowy.
Wspólne Przesłanie do Narodów Polski i Rosji z jednej
strony, wspólne otwarcie Przystanku Woodstock z drugiej. Dwa dyskursy, dwa
światy. Jeden z nich jest osadzony w prawdzie bytu, a drugi wyłącznie w jego
negacji. Jaką przyszłość Polacy sobie wybiorą?
P.S. Podczas gdy jedni "cieszą się swoją
wolnością", inni robią interesy: "Kilometr, a może i dwa. Taka
kolejka o ósmej rano byłaby sensacją i w PRL. W woodstockowym Lidlu to
normalka. Sklep mniej więcej co godzinę zamyka drzwi, bo nie sposób w takim ścisku
wpuszczać następnych. Najtwardsi stoją nawet po trzy godziny. - Tylko tu są
świeże bułki i sery, warzywa. Lepsze niż zapiekanki - mówi Justyna Lepiszka
spod Łowicza. Przemek z Kartuz przyszedł na zakupy z kumplami. W kolejce stał
dwie godziny. - Cały czas ktoś się wpychał - mówi. - Ale w kolejce poznałem
fajne dziewczyny - opowiada. Lidl działa na woodstockowym polu już drugi rok"
(http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,12243543,Woodstock__prezydenci_i_seksapil.html?pelna=tak#ixzz25LyzQDxo).
8.25.2012
Był sobie kiedyś taki list…
Wspólne orędzie Kościoła i Cerkwi jest wydarzeniem o wielkim
znaczeniu historycznym i potencjale politycznym, którego nie wolno nam
zmarnować. Wydarzenie to często porównywane jest do wymiany listów między
polskimi i niemieckimi biskupami z 1965 roku, która powszechnie uważana jest za
rozpoczęcie procesu pojednania polsko-niemieckiego. W opinii zdecydowanej
większości decydentów politycznych,
dziennikarzy oraz działaczy społecznych po obu stronach Odry proces ten został zakończony
sukcesem. Wspomniana wymiana listów, jak również orędzie są ściśle ze sobą
powiązane. W obu przypadkach przedstawiciele duchowieństwa podkreślali bowiem,
że pojednanie między Polakami a Niemcami i Rosjanami może dokonać się tylko w
oparciu o chrześcijaństwo. Taki był punkt wyjścia procesu polsko-niemieckiego pojednania,
taki jest punkt wyjścia pojednania polsko-rosyjskiego. Czy jednak polsko
niemieckie-pojednanie, tak jak jest ono w tej chwili przeprowadzane, rzeczywiście
realizuje postulat sformułowany przed laty przez polskich biskupów? Czyż nie
jest przypadkiem tak, że odbywa się ono na obcym chrześcijaństwu ideologicznym
gruncie? Myślę, że najwyższy czas, żeby polscy katolicy zadali sobie to właśnie
pytanie.
Wątpliwości co do tego, jaki jest ideologiczny grunt
polsko-niemieckiego pojednania, nie ma Błażej Lenkowski, który w tekście pt. "Antyliberałowie łączą się" stwierdza:
"Teoretycznie wiadomość o wizycie Cyryla w Polsce powinna cieszyć.
Pojednanie między religiami, krok w kierunku pojednania pomiędzy zwaśnionymi
narodami to przecież zmiana w dobrym kierunku. Należy jednak zadać sobie
pytanie, na jakim gruncie owo pojednanie się dokonuje, kto i w jakim kontekście
je zawiera. (…)Szczególnie zaniepokojeni mogą być liberałowie i ci, którym
kierunek zmian kulturowych wyznaczony przez Zachód jest bliski. Przecież w
Rosji i Cerkwi prawosławnej nie doszło do cudownego nawrócenia na wartości
Zachodu: przywiązanie do demokracji i prawa człowieka. To pojednanie pod
auspicjami abp. Michalika, jednego z największych zwolenników Radia Maryja w
polskim Kościele, zawierane jest pod hasłami obrony przed liberalnym Zachodem
wspólnych tradycji i wartości Polski oraz Rosji. (…)Porównania z pojednaniem
biskupów polskich i niemieckich są zupełnie nietrafione. Ówczesny Kościół
niemiecki funkcjonował w demokratycznym kraju, a polski był podporą
demokratycznej opozycji. Teraz Cerkiew ramię w ramię z Putinem tłamsi prawa
człowieka w Rosji." (Gazeta Wyborcza, 21.0.2012, http://wyborcza.pl/1,86116,12336422,Antyliberalowie_lacza_sie.html#ixzz24MwtZDWD).
Na szczególną uwagę zasługuje stwierdzenie autora, iż "Ówczesny Kościół niemiecki funkcjonował w
demokratycznym kraju, a polski był podporą demokratycznej opozycji". Nie
chrześcijaństwo, a wiara w zbawczą moc demokracji rzekomo podzielana przez
polskich i niemieckich biskupów przyczyniła się zadaniem Lenkowskiego do sukcesu polsko-niemieckiego pojednania. Co
więcej, autor sugeruje, że polski Kościół katolicki pełnił wtedy rolę demokratycznej opozycji. Autor zdaje się
nie dostrzegać, że prymas Wyszyński walczył przeciwko demokracji (sic!) ludowej
w celu obrony polskiego Kościoła katolickiego, a nie o demokrację. Co więcej,
że tacy przedstawiciele "demokratycznej opozycji", jak Adam Michnik,
Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, Jan Lityński czy też Seweryn Blumsztajn, twórcy
KOR i trockiści walczyli o "socjalizm z ludzką twarzą"… Skąd się więc
bierze przekonanie Lenkowskiego, że polski Kościół mimo wszystko był podporą demokratycznej opozycji? Moim
zdaniem, wynika to ze skutecznej polityki propagandowej, uprawianej przez Adama
Michnika i innych, którzy postawili znak równości między antykomunizmem,
prawicowością i katolicyzmem. Kłamstwo, w które uwierzyło wielu członków
Solidarności i w które większość Polaków do dziś wierzy. Właśnie dzięki temu
kłamstwu mogło zostać przeprowadzone "pojednanie polsko-niemieckie" w
takiej formule, w jakiej ostatecznie zostało przeprowadzone: Polaków i Niemców
połączyła wspólna wiara w wartości zachodnie, czyli demokrację i prawa
człowieka.
Jak silne jest przekonanie o tym, że polsko
niemieckie-pojednanie jest sukcesem, z którego polska prawica może być dumna,
świadczą chociażby słowa autorów apelu "Prosimy o wysłuchanie naszej
opinii i wycofanie się z podpisania tego niebezpiecznego dla przyszłości Polski
wspólnego orędzia", wystosowanego przez Elżbietę Szmidt do bp. Michalika w
imieniu "katolickiego laikatu, świeckich prawdziwie zaangażowanych,
zatroskanych o obecność wiary, Ewangelii, Chrystusa pośrodku nas i o przyszłość
naszej Ojczyzny, zgromadzonych wokół portalu Stowarzyszenia
Blogmedia24.pl":
"Dość
przypomnieć, że List biskupów polskich do niemieckich został poprzedzony
autentycznym procesem pojednania i był odpowiedzią polskich hierarchów na
wieloletnie starania strony niemieckiej. Wyprzedziły go działania kościołów
niemieckich, w tym Kościoła ewangelickiego, który w swym memorandum z 1
października 1965 r. wzywał do zaakceptowania granic na Odrze i Nysie oraz do
podjęcia dzieła pojednania Niemców ze wschodnimi sąsiadami. Wcześniejszym
gestem intelektualistów ewangelickich było tzw. memorandum z Tybingi -
przedstawione deputowanym Bundestagu w roku 1961, nawołujące
zachodnioniemieckich polityków do odejścia od idei rewizji granic. Okazją do
podjęcia procesu pojednania był przede wszystkim Sobór Watykański II, dając
możliwość bezpośredniego spotkania przedstawicieli Episkopatów obu krajów. Poprzedziły
go wspólne wystąpienia w sprawie beatyfikacji franciszkanina — męczennika
Auschwitz — o. Maksymiliana Kolbe czy pielgrzymki niemieckich chrześcijan do
miejsc zbrodni hitlerowskich w Polsce. Słowa „przebaczamy i prosimy o
przebaczenie” – podpisane m.in. przez kardynała Stefana Wyszyńskiego i biskupa
Karola Wojtyłę – były nie tylko aktem mądrości politycznej ówczesnych
hierarchów Kościoła, ale wypływały z głębokiego przeświadczenia, że istnieją
rzeczywiste warunki pojednania „w tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i
bardzo ludzkim duchu”. Jeśli ówczesne władze komunistyczne zareagowały z
wściekłością na orędzie polskich biskupów – to również dlatego, że było ono
wyrazem ewangelicznej i chrześcijańskiej postawy" (Prezes Zarządu
Elżbieta Szmidt
http://wpolityce.pl/artykuly/33905-prosimy-o-wysluchanie-naszej-opinii-i-wycofanie-sie-z-podpisania-tego-niebezpiecznego-dla-przyszlosci-polski-wspolnego-oredzia).
Autorzy tego apelu twierdzą, że
"List biskupów polskich do
niemieckich został poprzedzony autentycznym procesem pojednania i był
odpowiedzią polskich hierarchów na wieloletnie starania strony niemieckiej".
W intencji autorów stwierdzenie to ma być koronnym dowodem na chrześcijański
charakter pojednania, które rzekomo dokonało się między obydwoma narodami. Niestety, twierdzenie
"o wieloletnich staraniach strony niemieckiej" nie odpowiada
prawdzie. Aż do lat 80. strona niemiecka nie wykazała większego zainteresowania
pojednaniem z Polakami, a list polskich biskupów przez niemiecki episkopat został
przyjęty z olbrzymią powściągliwością. Proces pojednania ruszył z miejsca dopiero
po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, kiedy to Niemcy odkryli, że przy pomocy
Polaków mogą obalić komunizm… Wygłaszanie
fałszywych twierdzeń jak wyżej przytoczone przyczynia się więc do tego, że
Polacy utwierdzani są w błędnym przekonaniu o tym, że pojednanie polsko-niemieckie
rzeczywiście zostało przeprowadzone na gruncie chrześcijaństwa.
Warto zatem przyjrzeć się
okolicznościom powstania listu polskich biskupów do niemieckich oraz jego
wpływu na przebieg pojednania polsko-niemieckiego. W dalszych rozważaniach będę
opierać się na pracy wydanej przez Basila Kerskiego, Tomasza Kycia oraz Roberta
Żurka, "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Orędzie biskupów
polskich i odpowiedź niemieckiego episkopatu z 1965 r. Geneza. Kontekst,
Spuścizna (Olsztyn 2006).
Autorzy tego opracowania jednoznacznie wskazują, że poza
Memoriałem ogłoszonym przez Kościół ewangelicki strona niemiecka nie podjęła żadnej
znaczącej inicjatywy mającej na celu rozpoczęcie procesu pojednania
polsko-niemieckiego. Takich kroków nie podjął niemiecki Kościół katolicki,
takich kroków nie podjął rząd Adenauera. List biskupów polskich do niemieckich
od początku do końca był inicjatywą polską, w żaden sposób niesprowokowaną
przez "wieloletnie starania strony
niemieckiej". W liście tym biskupi polscy zapraszali przedstawicieli
niemieckiego episkopatu do udziału w centralnych uroczystościach milenijnych na
Jasnej Górze. Jednocześnie list miał doprowadzić do pojednania między obydwoma
narodami, tak aby w ten sposób przygotować Polaków do obchodów Millenium chrztu
Polski.
Jak wskazują autorzy opracowania, inicjatywa pojednania na
dobrą sprawę powinna była wyjść ze strony Niemiec. Tak się jednak nie stało. Co
więcej:
"W porównaniu z tym krokiem
biskupi niemieccy byli w swojej reakcji bardzo powściągliwi. Co prawda,
przyjęli "z głębokim braterskim szacunkiem" wyciągniętą ku nim dłoń,
ale nie była to reakcja adekwatna w stosunku do rewolucyjnej, łamiącej tabu i
politycznie ryzykownej dla jego autorów prukursorskiej inicajatywy. W tekście
brakowało gestu, zwrotu, który nadałby odpowiedzi wyjątkowy charakter. NIe
przełamano żadnego społecznego tabu, nie żądano żadnej zmiany obowiązującego
paradygmatu. (…) W związku z kwestią granicy niemieccy biskupi wyrazili
jednynie życzenie, "by wszystkie nieszczęśliwe skutki wojny zostały
przezwyciężone w sposób sprawiedliwy i zadowalający obie strony". Przy
czym było jasne, że takie rozwiązanie nie istnieje" (tamże, s. 31).
Taką reakcję ze strony biskupów niemieckich autorzy tłumaczą
tym, że większość zachodnioniemieckiego społeczeństwa nie była gotowa pogodzić
się z utratą ziem wschodnich.
"Jak
silny był opór wobec jakichkolwiek ustępstw, przekonało się kierownictwo
Kościoła ewangelickiego po opublikowanoi swego Memoriału. Doszło wtedy do
masowych, ostrych i przeważnie bardzo negatywnych reakcji wykraczających poza
ramu wspólnoty ewangelickiej. Część wiernych zdystansowała się od kierownictwa
swojego Kościoła, podniosła się fala wystąpień, rozprzestrzeniał się
wewnątrzkościelny kryzys. Katoliccy biskupi mogli zakładać, że także w Kościele
katolickim doszłoby do podobnej burzy w przypadku, gydyby wezwali do uznania
granicy na Odrze i Nysie. Takie wystąpienie mogłoby również wywowałać kryzys w
stosunkach Kościoła katolickiego z politykami CDU/CSU, którzy trwali przy żądaniu
rewizji granic" (tamże, s. 30-31).
Zdaniem autorów książki, biskupi niemieccy w
ogóle nie byli zachwyceni polską inicjatywą. Co więcej, twierdzą oni, że list
polskich biskupów został potraktowany jako wyraz … polskiego nacjonalizmu.
Kerski, Kycia i Żurek powołują się na poufne postanowienie Episkopatu Niemiec z
3 grudnia 1965 roku, w którym stwierdzono, że "na twardą, nacjonalistyczną postawę polskich biskupów i wiernych
nie należy reagować ostro, lecz z wciąż na nowo demonstrowaną
życzliwością". Zdaniem autorów książki w "świetle
powyższego cytatu powściągliwa odpowiedź niemieckiego episkopatu na Orędzie
jawi się wręcz jako akt chrześcijańskiej wspaniałomyślności wobec kolejnego
nacjonalistycznego wybryku polskich biskupów" (tamże, s. 38). Autorzy
podsumowują to w ten sposób:
"Zadziwiająca
jest również łatwość, z jaką strona niemiecka zarzucała polskiemu Kościołowi
szowinizm. Ta beztrosko można ferować wyroki tylko wtedy, gdy samemu nie ma się
specjalnego poczucia winy. Rzeczywiście: reakcje niemieckiej opinii publicznej
na Orędzie wskazują, że niemała część niemieckiego społeczeństwa wciąż jeszcze
była głęboko przekonana o tym, że winy Polaków wobec Niemców są dużo większe
niż winy Niemców wobec Polaków. Kiedy posłanie dotarło do wiadomości publicznej,
katoliccy wysiedleńcy z satysfakcją przyjęli do wiadomości nie propozycję
przebaczenia, a prośbę o nie. Dla nich był to sygnał, że polski episkopat
nareszcie jest gotów wyznać polską winę. Z tego punktu widzenia posłanie
pojednania zostało zrozumiana jako późno wypełniony obowiązek polskich biskupów
wobec niemieckiego Kościoła, a nie jako wielkoduszny gest polskich ofiar reżimu
hitlerowskiego wobec Niemców. Zdaniem wielu niemieckich katolików na tym
"spełnieniu obowiązku" spoczywał jednak cień "nacjonalistycznej"
wizji historii polskich duchownych, która znalazła swój wyraz w liście"
(tamże, s. 37). Autorzy także wskazują na wciąż obecne wśród przedstawicieli
niemieckiego duchowieństwa poczucie wyższości. Ich zdaniem, nawet przy
najlepszej woli niektórym z nich z wielkim trudem przychodziło "pożegnanie się ze stereotypem o
cywilizacyjnej przepaści między zachodem i wschodem oraz z wyobrażeniem o roli
Niemiec jako krzewiciela kultury na wschodzie".
Autorzy stwierdzają, że wbrew potocznemu mniemaniu wymiana
listów z 1965 roku nie wywołała żadnego radykalnego zwrotu w stosunkach między
polskim i niemieckim Kościołem. Wręcz przeciwnie, w następnych latach można było
mówić o okresie stagnacji, jeśli nie wręcz regresu (s. 45). Prawdziwy kryzys
nastąpił po dojściu do władzy w RFN SPD, kiedy to nowy kanclerz Niemiec, Willy
Brandt zaczął prowadzić politykę zbliżenia między RFN a Związkiem Radzieckim. Polityka
ta była torpedowana przez niemieckich chadeków. Dlatego też w 1970 roku Prymas
Wyszyński wystosował list do przewodniczącego konferencji biskupów niemieckich
Juliusa Döpfnera, w którym "stwierdził,
że prowizoryczność organizacji kościelnej na "Ziemiach Odzyskanych"
przypisuje się "hamującej działalności niemieckiego episkopatu", co
niestety nie jest "postępem na drodze do pojednania i pokojowej
współpracy" (tamże, s. 47). Niestety, jego prośba nie spotkała się ze
zrozumieniem ze strony Döpnera. Natomiast pod koniec 1970 roku arcybiskup
Kominek wystosował list otwarty do wszystkich chadeckich partii świata. Poddał
w nich ostrej krytyce CDU/CSU.
"Jak
stwierdził, obie partie w czasie swoich długich rządów nie uczyniły nic dla
pojednania polsko-niemieckiego, a po utracie władzy zwalczały nową politykę
pojednania prowadzoną przez socjalliberalną koalicję. Szczególnie wiele
krytycznych uwag zebrali katoliccy politycy CDU/CSU, ponieważ nawet gdy z
szeregów tych partii dochodziły jakieś pozytywne sygnały, to zawsze ze strony
protestantów". "Kminek kończył swój list dramatycznie: "w ciągu
nabliższych tygodni okaże się, czy niemiecki katolicki episkopat przełamie w
tym historycznym momencie swoją powściągliwość i milczenie i wstrząśnie
sumieniami decydentów, i czy politycy katoliccy nie skryją się za dyscypliną
partyjną jak w 1933 roku przy głosowaniu nad ustawą o środkach nadzwyczajnych
ochrony państwa" (s. 48).
Autorzy wskazują, że ze względu na nieustępliwą
pozycję niemieckiego episkopatu zawarty został "egzotyczny sojusz" między
konserwatywnym prymasem Wyszyńskim i kierownictwem socjoliberalnej SPD, i to z
pominięciem naturalnych sprzymierzeńców Wyszyńskiego, czyli biskupów
niemieckich (s. 49). Ostatecznie w grudnia 1970 r. został zawarty traktat o
normalizacji stosunków między RFN a PRL, niedługo potem Watykan uregulował stosunki
kościelne w diecezjach na ziemiach odzyskanych. Kwestia granicy
polsko-niemieckiej została więc uregulowana przez traktat, a nie jak mieli
nadzieję Kominek i Wyszyński, w drodze aktu pojednania Kościołów. Nie niemieccy
biskupi, a Willy Brandt przez swój gest uklęknięcia przed Pomnikiem Bohaterów
Getta w Warszawie zainicjował pojednanie polsko–niemieckie (warto wiedzieć, że
wielu członków CDU/CSU potraktowało ten gest jako zdradę stanu…) Postawa
niemieckiego Kościoła katolickiego nie zmieniła się aż do lat 80. Między innymi
w 1980 r. przedstawiciele ruchu Znak odrzucili zaproszenie na Katholikentag
(Dzień katolików) w Berlinie, po tym jak prezydent Centralnego Komitetu Niemieckich
Katolików (Zentralkomitee der deutschen Katholiken) Hans Maier wypowiedział się
za oznaczaniem w atlasach szkolnych polsko-niemieckiej granicy z roku 1937
(tamże, s. 233).
Prawdziwy "przełom" nastąpił w latach 80, kiedy to
niemiecka strona zaczęła organizować pomoc humanitarną dla Polski. Do Niemców
dotarło bowiem, iż bez Polski nie da się obalić komunizmu. (A bez obalenia
komunizmu nie byłoby zjednoczenia Niemiec… Co moim zdaniem odgrywało decydującą
rolę w procesie tak zwanego pojednania polsko-niemieckiego).
W wywiadzie przeprowadzonym przez autorów książki z
Władysławem Bartoszewskim czytamy:
"W
roku 1966 był Pan ponownie w RFN. Czy listy biskupów były tematem Pana dyskusji
z niemieckiemi partnerami?" Odpowiedź: "Pytano mnie, co my, Polacy chcieliśmy przez to osiągnąć.
"Przecież wiedzieliście, że biskupi są obywatelami Niemiec, że nie mogą
się wypowiadać w sposób niezgodny z konstytucją o sprawach państwa, że nie są
politykami." Dla mnie
najważniejszym odkryciem było wtedy stwierdzenie, że rola Kościołów w Niemczech
jest mniejsza niż w Polsce. Może, jeżeli chodzi o organizację inicjatyw
charytatywnych jest ważna, ale biorąc pod uwagę wpływ na kształtowanie
poglądów, to nie do końca. Pogłądy są kształtowane przez związki młodzieżowe,
partie polityczne, grupy nacisku, związki zawodowe, landy, układy polityczne, a
nie Kościoły" (tamże, S. 116-117).
W dalszej części wywiadu
Bartoszewski potwierdza, że to nie Kościoły, ale powstanie Solidarności
przyczyniło się do przełomu w relacjach polsko-niemieckich. Natomiast Bernhard Vogl w wywiadzie z redaktorami
książki stwierdza: "Dopiero później
zorientowano się, że dzięki Polsce można będzie rozsadzić komunistyczną Europę
Wschodnią, jednak kiedy pojawiły się listy, nikt jeszcze o tym nie myślał"
(s. 164).
Jakie więc było ideologiczne tło pojednania
polsko-niemieckiego, które na dobrą sprawą zaczęło być realizowane dopiero od
lat 80? Moim zdaniem, była nim chęć stworzenia zjednoczonej Europy, której najważniejszym
symbolem miało być zjednoczenie Niemiec i upadek Muru Berlińskiego. Chodziło więc o czysto polityczny projekt,
który niewiele miał i niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem. Dlatego też relacje
między RP a RFN od samego początku były nacechowane jasną asymetrią. W końcu to
Niemcy "wprowadzały nas do Europy", co stawiało nas na pozycji
petenta, który musi okazywać wdzięczność za przyjęcie go do towarzystwa. Niemcy
uznały się bowiem za eksperta od sprawy "europejskości" a nam przypisano
rolę ucznia. W ten oto sposób pojednanie polsko-niemieckie zaczęło polegać na
nawracaniu nas na europejskość przez elity RFN. Niemcom natomiast nawet do
głowy nie przyszło, że może i oni mogliby nauczyć się czegoś od nas… Tym
bardziej że, jak stwierdzają autorzy książki w wywiadzie z Władysławem
Bartoszewskim:
"Mamy wrażenie, że w stosunkach
między Polakami i Niemcami, również między polskimi i niemieckimi elitami
katolickimi panowała praktycznie przez cały czas dysproporcja nie tylko w
zaangażowaniu na rzecz pojednania, ale w jakości refleksji na temat wzajemnych
relacji. Przed chwilą potwierdził Pan nasze przypuszczenia o braku
zainteresowania niemieckich partnerów manifestami PPN, wcześniej poinformował
nas Pan, że nawet te gesty strony niemieckiej, które postrzegaliśmy jako jej
wkład w symbolikę dialogu, jak wizyta u grobu Popiełuszki, czy Krzyżowa, były
tak naprawdę inspirowane przez stronę polską". Odpowiedź: "Pocieszające jest, że dali się
zainspirować". Redaktorzy: "Ale
sami nie byli w stanie wypracować impulsów ożywiających dialog. To jest
dramatyczny wniosek" (tamże, s. 121).
Sprawa pojednania polsko-niemieckiego ma jeszcze jeden
aspekt, o którym koniecznie należy wspomnieć. Proces ten był wspierany przez
tak zwanych postępowych katolików, do których należeli tacy aktorzy polsko
niemieckiego-pojednania jak Stanisław Somma, Tadeusz Mazowiecki, Jerzy Turowicz,
Władysław Bartoszewski, czy też Józefa Hennelowa. To oni utrzymywali kontakty z
Niemcami, jeździli do RFN i działali na rzecz unormowania stosunków
polsko-niemieckich. W rozmowie autorów
książki z Józefą Hennelową czytamy:
"W
roku 1989 czołowi przedstawiciele polskich i niemieckich katolików świeckich
podpisali wspólny dokument, w którym zgodnie wypowiedzieli się w
najtrudniejszych kwestiach stosunków polsko-niemieckich. Tymczasem w minionych
piętnastu latach stanowiska zamiast jeszcze bardziej się zbliżyć, oddaliły się.
Jak do tego doszło?" Odpowiedź: "Ma
Pan na myśli deklarację podpisaną w pięćdziesiątą różnicę wybuchu II wojny
światowej. Dokument te rzeczywiście oddaje olbrzymią zgodność sygnatariuszy, a
wszystkie jego sformułowania są bardzo krzepiące. Ale proszę zwrócić uwagę, że
w deklaracji tej pokazano również bardzo uczciwie, czego jeszcze brakuje, co
powinno być naszym zdaniem zadaniem na przyszłość. Chyba tego zadania nie
wypełniliśmy, po części dlatego, że przedwcześnie uwierzyliśmy w sukces, a
także na skutek zaangażowania przede wszystkim w sytuację wewnętrzną naszych
krajów, tak bardzo się w minionym piętnastoleciu zmieniających"
(tamże, s. 199-200).
Moim zdaniem, ta przedwczesna wiara w sukces, o której
wspomniała Hennelowa, w dużej mierze wynikała z pewnej naiwności postępowych
katolików, którzy chyba do dziś nie zrozumieli, że Niemcy już prawie
całkowicie odcięły się od swoich chrześcijańskich korzeni (warto nadmienić, że
w chyba żadnym innym europejskim kraju papież Benedykt XVI nie jest darzony tak
wielką niechęcią jak w swojej własnej ojczyźnie). Sprawa pojednania
polsko-niemieckiego jest więc także ściśle powiązana z kondycją posoborowego
Kościoła katolickiego w Polsce, który często sam nie jest w stanie wytłumaczyć
swoim wiernym różnic między oświeceniowymi hasłami wolności, równości i
braterstwa a katolicką doktryną prawa naturalnego (również chadecka Fundacja
Adenauera nie widzi większej różnicy między oświeceniowymi ideologiami
demokracji i praw człowieka a katolicką koncepcją filozofii praktycznej).
Budowanie zjednoczonej Europy nie jest jeszcze zakończonym
projektem. W imię tak zwanych wartości europejskich zwalczany jest Kościół
katolicki, jak również polska tradycja narodowa. To niemieckie fundacje
współfinansują Krytykę Polityczną, Kampanię Przeciwko Homofobii, Nigdy Więcej
oraz inne lewicowe projekty i inicjatywy. Fundacje te są przede wszystkim
utrzymywane z budżetu federalnego RFN. Dla architektów Zjednoczonej Europy w
końcu to właśnie polski katolicyzm uchodzi za przeszkodę na drodze do
"polsko niemieckiego-pojednania" i "integracji
europejskiej". Zgodnie z ich światopoglądem, polski katolicyzm musi być
zwalczany bo rzekomo jest źródłem "tradycyjnego polskiego
antysemityzmu", "nacjonalizmu", "konserwatyzmu"
(czytaj: faszyzmu), homofobii, nietolerancji, i tak dalej. Czyli tego
wszystkiego, co jest sprzeczne z "wartościami europejskimi".
W celu obrony polskiego Kościoła i polskiej tradycji
narodowej został zawarty strategiczny sojusz między Kościołem a Cerkwią. Czy niemiecki
Kościół katolicki miałby odwagę tak otwarcie potępić zachodni demoliberalizm,
jak to zrobiła Cerkiew? Obawiam się, że nie. Czy Polacy mogą więc znaleźć w
Niemczech partnera do wspólnej walki przeciwko "wartościom
europejskim"? Chyba nie. Dlaczego więc katolicy uwierzyli w to, że Polacy
i Niemcy pojednali się na gruncie chrześcijaństwa? Liczę na to, że ostatnia inicjatywa
polskiego duchowieństwa przypomni Polakom, że także i pojednanie
polsko-niemieckie ciągle jeszcze jest otwartym projektem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)