7.06.2012

Niemcy. Między prawicą i lewicą heglowską


Realia niemieckiej polityki nie są zrozumiałe dla polskich komentatorów z kręgów prawicowych. W dużej mierze wynika to z tego, że patrzą oni na Niemcy „przez polskie okulary”. Co oznacza,  że analizują niemiecką scenę polityczną przez pryzmat kategorii stosowanych do opisu polskiego życia politycznego. Przede wszystkim chodzi o schemat lewica-prawica. Dla wielu polskich „prawicowców” niemiecka prawica, czyli chadecja, jest synonimem katolicyzmu, z czego wynika jej pozytywna ocena. Natomiast niemiecka lewica oceniana jest jednoznacznie negatywnie.  A sprawy są dużo bardziej skomplikowane.  

Analizowanie niemieckiej sceny politycznej za pomocą dualistycznego schematu lewica-prawica jest poważnym błędem. Mamy tam bowiem do czynienia przynajmniej z trzema prądami. Pierwszy z nich wywodzi się z tradycji cywilizacji łacińskiej i odpowiada temu, co Polacy zazwyczaj rozumieją pod pojęciem prawicy. Prąd ten ma już właściwie wartość historyczną, czego Polacy niestety nie rozumieją. Pozostałe dwa to heglowska prawica i lewica. To one decydują o politycznym rozwoju współczesnych Niemiec. Lewica i prawica heglowska wzajemnie się warunkują, gdyż stanowią dwie pozycje skrajne schematu dialektycznego: teza prowokuje powstanie antytezy, co ostatecznie prowadzi do syntezy. Napięcie pomiędzy tymi przeciwieństwami wprawia cały system w ruch. Często  też trudno je od siebie oddzielić,  gdyż nawzajem się przenikają, jak to niegdyś było w przypadku narodowego socjalizmu. 


Największą pomyłką polskiej prawicy jest więc brak zrozumienia tego, że heglowska prawica nie ma nic wspólnego z katolicką prawicą wywodzącą się z tradycji łacińskiej. Heglowska prawica w dużej mierze wywodzi się z cywilizacji bizantyńskiej  i cywilizacyjnie jest nam tako samo obca jak heglowska lewica, która znajduje się pod dużym wpływem zlaicyzowanego judaizmu. Zrozumienie tego faktu jest bardzo istotne dla odpowiedniego kształtowania polskiej polityki niemieckiej. Polska prawica bowiem „lgnie” do niemieckiej chadecji, nie rozumiejąc, że w ten sposób sama kopie sobie grób. Niemiecka heglowska prawica jest bowiem takim samym zagrożeniem dla bytu narodu polskiego jak i lewica. I tutaj nie ma czegoś takiego jak większe lub mniejsze zło. Dlatego też nie wolno nam wspierać żadnej ze stron tego schematu dialektycznego, tylko należy zwalczać go w całości. A najlepiej prowokować takie sytuacje, aby obie pozycje skrajne po prostu wzajemnie się blokowały. 

Dlaczego niemiecka prawica heglowska jest zagrożeniem dla bytu narodu polskiego? Bizantyńskie i pruskie Niemcy zawsze dążyły do podporządkowania sobie Wschodu i w tej kwestii nic się do dziś nie zmieniło. Bizantynizm współcznesnej niemieckiej prawicy przejawia się między innymi poprzez jej stosunek do kwestii „wypędzonych”. To właśnie CDU/CSU jest tą partią, która od samego początku intensywnie wspiera organizacje „wypędzonych”. Celem takiej polityki miało być utrzymanie odpowiedniej tożsamości „wypędzonych”, tak by mogli ją nadal pielęgnować po odzyskaniu przez Niemcy terenów utraconych na wschodzie. Konrad Adenauer, który przez fundację noszącą jego nazwisko stylizowany jest na wielkiego Europejczyka, bynajmniej nie był przyjacielem Polski... Warto wiedzieć, że wschodnia polityka Willego Brandta (SPD), która była zdecydowanie bardziej przyjazna względem Polaków, spotkała się z gwałtownym sprzeciwiem ze strony niemieckich chadeków. Jego gest uklęknięcia przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie został przez nich uznany za zdradę stanu. Natomiast Hartmut Koschyk z CDU/SCU jest auotorem strategii powolnego podporządkowania zachodnich terenów Polski Niemcom poprzez tzw. „budowanie mostów” między obydwoma narodami. Strategia ta polega na narzucaniu Polakom niemieckiego obrazu historii oraz kultury poprzez różnego rodzaju projekty naukowe, społeczne itp., które rzekomo mają służyć polsko-niemieckiemu pojednaniu. Stworzenie „Centrum Przeciwko Wypędzeniom” także najsilniej forsowane  jest przez CDU/CSU. 

Sprawa „wypędzonych” jest też w iście bizantyński sposób łączona z religią. Organizacje ziomków często spotykają się podczas różnych imprez religijnych, w czym nie byłoby nic „zdrożnego”, gdyby nie fakt, że w środowisku tym pielęgnuje się prawdziwą nienawiść  do Polaków (co ciekawe, nie do Rosjan). A to jednak koliduje z zasadami religii katolickiej (jeden z „wypędzonych” po opublikowaniu mojego listu czytelnika w FAZ, przysłał mi maila z podziękowaniem za ten list. Napisał, że to, co do tej pory słyszał o Polakach, napełniało go tylko nienawiścią). Najbardziej skrajnym przykładem bizantynizmu niemieckich katolików jest oczywiście sprawa Larsa Seitenstickera, przewodniczącego stowarzyszenia "Związek Właścicieli Wschód".  W jego odezwie wielkanocnej do Polaków pt. "Wielkanoc 2012: Polscy chrześcijanie powinni modlić się za Niemców i prosić ich o wybaczenie!" padają między innymi takie oto słowa: „Powtarzając za gdańskim sekretarzem stanu Felskim: "kto narodowi odbiera ojczyznę, jest przez Boga wyklęty i nie zazna pokoju, choćby go bardzo szukał. Jego dzieła nie będą błogosławione ani nie wydadzą plonów, gdyż zabrać komuś ojczyznę to więcej niż zabić, a tego Bóg nie wybacza”” (mój komentarz na temat tej odezwy http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/04/odezwa-wielkanocna-do-polakow-larsa.html). Bizantynizm jest tutaj bardzo widoczny, gdyż ani Biblia, ani Katechizm Kościoła Katolickiego nic nie mówią  na temat tego, że Bóg wyklina ludzi za „wypędzenie” innych. Co więcej, religia katolicka naucza, że grzechem śmiertelnym jest grzech przeciwko Duchowi Świętemu, ale milczy na temat tego, że mógłby on polegać właśnie na pozbawieniu kogoś ojczyzny... Taka interpretacja katolicyzmu (pan Lars Seidensticker publicznie deklaruje się jako katolik) jak ulał pasuje do niemieckiej bizantyńskiej mentalności (a być może mamy tutaj do czynienia z jakimś niemieckim bogiem, który rzeczywiście nie wybacza nikomu, kto pozbawi Niemców czegokolwiek...).  Ale to nie wszystko. Na stronie Stowarzyszenia został umieszczony projekt utworzenia tzw. „Zentropy” autorstwa prof. Alexandra von Waldowa. Zentropa miałaby być suwerennym państwem utworzonym pod auspicjami UE na „teranach niemieckich aktualnie zarządzanych przez Polaków”. Zentropa ma posiadać własną konstytucję, i to z odwołaniem do Boga. Koncepcja przedstawiona przez Waldowa zakłada stworzenie nowego systemu gospodarczego w tym państwie, między innymi za pomocą odpowiednich kredytów i programów gospodarczych. Zentropa ma być państwen neutralnym i zdemilitaryzowanym oraz dwujęzycznym (czy aby Czytelnikom również nasuwają się różne skojarzenia ze sprawą Kosowa?)  Ale to nie wszystko. Moralnym fundamentem tego państwa ma być .... przykazanie miłości oraz pomoc Ducha Świętego („Aber die Basis für die Gemeinsamkeit ist das Gebot der Nächstenliebe und die anzurufende Hilfe des heiligen Geistes”, http://www.eigentum-ost.de/dokumente/zentropa.pdf). Cóż, ten religijny komponent koncepcji jakoś dziwnie przypomina mi słowa H.v.Treitschkego, który swego czasu oświadczył: „Wyrzeczenie się własnej potęgi stanowi dla państwa doprawdy grzech przeciwko Duchowi św.” (cyt. za: Feliks Koneczny, Prawa dziejowe oraz dodatek Bizantynizm niemiecki, Londyn 1982).

Na niemieckiej prawicy kwitnie prusko-heglowski bizantynizm. Zgodnie z tą tradycją państwo ma obowiązek nieustannie poszerzać sferę swego wpływu, gdyż chodzi tu o najwyższy nakaz „ducha historii” (no właśnie „ducha historii”, a nie Ducha Świętego...) Dobrowolne zrezygnowanie z czegoś, co kiedyś należało do tego państwa, albo zdaniem „Prusaków” należeć powinno,  w ogóle nie wchodzi w grę. Historycznie przejawiało się to już poprzez prusko-niemiecki imperializm.  

Z imperializmem tym walczyła i walczy heglowska lewica, czyli niemieccy socjaliści i komuniści. Prąd ten został ukształtowany przede wszystkim pod wpływem zlaicyzowanego judaizmu. Jego twórcami są żydowscy intelektualiści:  Mojżesz Hess i jego uczeń Karol Marks. Podstawową różnicą między heglowską prawicą i lewicą jest stosunek do kwestii uniwersalizmu. Dla heglowskiej prawicy, etyka, prawo, interesy mogą być tylko państwowe, co oczywiście zakłada stan permanentnej wojny między poszczególnymi państwami.  Marksizm natomiast wierzy w istnienie uniwersalnych wartości, które mogą zostać urzeczywistione tylko na gruzach państw narodowych. Powolne obumieranie państwa ma, zdaniem Marksa, zapewnić trwały międzynarodowy pokój (w koncepcji heglowskiej „pokój” teoretycznie byłby możliwy  tylko wtedy, gdyby Prusy podbiły wszystkie inne państwa). Krytyka kierowana ze strony heglowskiej lewicy pod adresem pruskiego imperializmu w wielu punktach była i jest jak najbardziej słuszna. Należy przypomnieć, że heglowską lewicę i katolicyzm łaciński łączy wiara w istnienie uniwersalnych wartości, co zostało odrzucone przez heglowską prawicę. Różnica między lewicą a światem łacińskim oczywiście dotyczy źródła tych uniwersalnych wartości: dla katolików jest to nadane przez Boga prawo naturalne, dla heglowskiej lewicy sama ludzkość (w końcu najsłynniejsza książka Mojżesza Hessa nosi tytuł „Święta historia ludzkości”). Katolików łacińskich i niemiecką lewicę łączy więc negatywny stosunek do pruskiej Realpolitik, a dzieli teoretyczne uzasadnienie tejże krytyki. Aby uniknąć wszelkich nieporozumień, należy nadmienić, że niemiecka chadecja oczywiście odwołuje się do „wartości europejskich”, praw człowieka, a nawet Dekalogu. Problem polega na tym, że niemiecka chadecja zapewniła sobie monopol na interpretowanie tego, co wartościami europejskimi jest, a co nie. I jakoś tak się dziwnie składa, że intepretacja ta zawsze idealnie wposowuje się w aktualną niemiecką Realpolitik...  

Niemiecka polityka zagraniczna bardzo mocno krytykowana jest przez lewicowy portal „German Foreign Policy” (http://www.german-foreign-policy.com/en/news/).  Portal prowadzony jest przez redaktorów związanych „ze skrajną niemiecką lewicą” (która znajduje się dużo bardziej na lewo niż SPD). Autorzy portalu zarzucają swojemu własnemu państwu prowadzenie polityki obliczonej na podporządkowanie Niemcom Europy, a potem innych części świata. Na stronie znajdziemy krótki rys historyczny dotyczący rozwoju niemiecko-pruskiego imperializmu, a konkretnie koncepcji „Neuordnung”. Koncepcja ta zakłada nowe uporządkowanie Europy i świata przez Niemców, zgodnie z ich wyobrażeniami, jak taki nowy – i oczywiście lepszy, jeśli nie idealny – porządek miałby wyglądać. Nie trzeba dodawać, że takie „Neuordnung” rzekomo leżało i leży  w interesie całej ludzkości.  

Czytając różne artykuły umieszczone na tej stronie, szybko można dostrzec, że w  kwestii Realpolitik uprawianej przez RFN niemiecka lewica naprawdę ma sporo do powiedzenia. Po proste dobrze wie, jak państwo niemieckie działa „od kuchni” . Nie znajdziemy tutaj bezkrytycznego powtarzania propagandy uprawianej przez władze RFN, w którą wierzy zdecydowana większość niemieckiego społeczeństwa (moim zdaniem, poziom zmanipulowania współczesnego niemieckiego społeczeństwa jest porównywalny, jeśli nie większy, z tym z czasów  III Rzeszy).  Oczywiście, nie wolno zapominać o ideologicznym tle krytyki kierowanej przez lewicę przeciwko władzom RFN. Mimo wszystko, zasługuje ona na poważne potraktowanie. 

Podstawowe założenia niemieckiej polityki zagranicznej zostały przedstawione przez Horsta Teuberta w artykule z 2007r. pt. „Zjednoczyć Europę za pomocą metod z 1871 r. Poprzez UE Niemcy dążą do roli światowego mocarstwa“ ("Europa einigen mit den Methoden von 1871. Mit Hilfe der EU strebt Deutschland nach neuer Weltmachtrolle", http://www.vsp-vernetzt.de/soz-0704/070418.htm, angielska wersja tekstu: "Germanys Bid for Great Power Through the European Union" http://www.german-foreign-policy.com/en/fulltext/56047). Pomimo tego, że artykuł powstał w 2007r., niestety jest jak najbardziej aktualny. Zgodnie z jego główną tezą Niemcy dążą do stworzenia kontrolowanego przez siebie państwa europejskiego, dzięki czemu będą mogły odgrywać rolę światowego mocarstwa. Tekst powstał podczas niemieckiej prezydencji UE, której priorytetem było doprowadzenie do uchwalenia konstytucji europejskiej. Po tym jak Francuzi i Holendrzy odrzucili projekt konstytucji, wykonanie tego zadania nie było łatwą sprawą. Teubert pojazuje, że niemieckie elity polityczne nie przejęły się specjalnie negatywną reakcją Europejczyków na plany utworzenia europejskiego państwa. Po prostu zaczęły się zastanawiać, jak „technicznie” rozwiązać swój problem. Jednym ze sposobów miałoby być rozpoczęcie odpowiedniej kampanii propagandowej. W tym kontekście Teubert podaje przykład udanej kampanii propagandowej, która została stworzona na okazję ataku NATO na Jugosławię w 1999 r. Zdaniem Tueberta, rozbicie  Jugosławii było jednym z ważniejszych strategicznych celów niemieckiej polityki zagranicznej, jak również oderwanie Kosowa od Serbii. Niemcom udało się wciągnąć do tej wojny całą Unię Europejską, gdyż została ona propagandowa przedstawiona jako "europäischer Einigungskrieg" (europejska wojna zjednoczeniowa; Teubert przypomina o trzech "Einigungskriege", które były prowadzone przez Prusy w celu zjednoczenia Niemiec). Podobna kampania miałaby także zostać przeprowadzona w celu zmiany nastawienia opinii publicznej do koncepcji państwa europejskiego. Inną rozważaną opcją była zmiana nazwy dokumentu, czyli celowe wprowadzenie w błąd Europejczyków. Nie wchodząc w szczegóły, warto postawić pytanie, dlaczego Niemcom tak bardzo zależy na stworzeniu takiego państwa. Zdaniem Teuberta Niemcy potrzebują wspólnej polityki zagranicznej i obronnej po to, by w ten oto sposób mogły prowadzić politykę wielkomocarstwową. Jednym z celów utworzenia wspólnej polityki zagranicznej ma być osłabienie geopolitycznej pozycji Wielkiej Brytanii. Ponadto utworzenie wspólnej armii umożliwiłoby Niemcom uzyskanie kontrolii nad bronią atomową Francji i Anglii, bo sami Niemcy taką nie dysponują. Jednym słowem, Niemcy dążą do stworzenia kontrolowanej przez siebie nowej potęgi militarnej, która będzie stanowić przeciwwagę dla USA. Teubert analizuje także kwestię powolnego zacieśniania się współpracy między Niemcami i Rosją. Jego zdaniem, Niemcy chcą samodzielnie decydować o zaopatrzeniu krajów europejskich w surowce: rosyjski gaz ma płynąć do innych państw przez Niemcy. Zdaniem Teuberta, współpraca niemiecko-rosyjska przybiera taką postać, jaką miała przed II Wojną Światową. Swój artykuł Teubert kończy słusznym stwierdzeniem, że imperializm niemieckich elit politycznych stanowi także zagrożenie dla samego niemieckiego społeczeństwa. Niemiecka ludność już nie raz padała ofiarą żądzy władzy, którą zarażone były jego elity. Dlatego też kieruje swój apel do Niemców i innych Europejczyków: „Kto chce uniknąć powtórki, musi ostrzegać przed hegemonialnymi tendencjami w Niemczech, które coraz bardziej przybierają na sile“ („Wer eine erneute Wiederholung verhindern will, muss vor den sich immer stärker durchsetzenden hegemonialen Tendenzen in Deutschland warnen“). 

Patrząc z perspektywy czasu, należy przyznać rację Teubertowi: projekt konstytucji po przemianowaniu go na Trakat Lizboński został narzucony Europejczykom. A w tej chwili niemieckie elity forsują projekt utworzenia prawdziwego państwa europejskiego. Między innymi kanclerz Niemiec Angela Merkel opowiedziała się za utworzeniem unii politycznej poprzez przekazywanie krok po kroku narodowych kompetencji strukturom Unii Europejskiej (o czym na bieżąco informuje portal German Foreign Policy, jak np. w artykule z 25 czerwca b.r.: http://www.german-foreign-policy.com/en/fulltext/58314).  

Portal prowadzony przez Teuberta nie jest jedynym lewicowym środowiskiem, które krytykuje niemiecką politykę zagraniczną. Krytyka taka kierowana jest także ze strony niemieckich socjalistów. Konkretnie chodzi o Freie Deutsche Jugend, która jest organizacją wywodzącą się jeszcze z NRD (była odpowiednikiem naszego ZSMP). Pozostała ona wierna swojemu państwu i zwalcza RFN, które zdaniem jej członków nielegalnie anektowało NRD. Mimo pewnej „egzotyczności”  profilu ideologicznego FDJ, wiele punktów krytyki kierowanej przeciwko RFN zasługuje na uwagę. Na pewno warto przyjrzeć się umieszczonej na stronie organizacji kronice niemieckiego imperializmu (http://deutscher-imperialismus.fdj.de/). Prezentuje ona najważniejsze działania niemieckich elit politycznych dotyczące polityki zagranicznej od 1864 do 2006 r. Przede wszystkim na uwagę zasługuje artykuł pt. „Niemiecki imperializm w (przeciwko) Polsce – powrót“ ("Der deutsche Imperialismus in bzw. gegen Polen – wieder"  http://www.fdj.de/infoportal/artikel/pdf/dt_imperialismus_vs_polen.pdf). Artykuł jest jeszcze starszy niż tekst Teuberta, bo pochodzi z 2005 r. Niestety, także i on nie stracił na aktualności. Natomiast ideologicznie piętno jest tutaj dużo bardziej widoczne niż w przypadku tekstu Teuberta. Główną tezą artykułu jest twierdzenie, że podporządkowywanie sobie Polski przez RFN służy wzmocnieniu „sił reakcyjnych” w Niemczech. Taki stan rzeczy dla niemieckich socjalistów jest nie do zaakceptowania: „To my ponosimy odpowiedzialność za to, aby coś się zmieniło w kwestii władzy reakcji w Niemczech, tak by coś się zmieniło w kwestii ucisku pracujących najemnie kobiet i mężczyzn w Polsce” („Wir sind es, die in der Verantwortung stehen, daß sich an der Herrschaft der Reaktion in Deutschland etwas ändert, damit sich an der Unterdrückung der lohnabhängigen Frauen und Männern in Polen etwas ändert“). Autor analizuje działalność niemieckich fundacji i innych organizacji  w Polsce, które jego zdaniem pełnią rolę „fortpoczty niemieckiego imperializmu”. Pokazuje także, jak niemieckie elity sięgnęły po sprawdzoną broń, czyli wspieranie niemieckiej mniejszości w Polsce. Autor widzi w tym kontynuację pruskiej tradycji, która odwoływała się do nacjonalizmu etnicznego. Co ciekawe, autor pozytywnie wyraża się na temat krytyki pod adresem Niemiec, kierowanej przez PiS: „Od czasu zmiany rządu w Polsce we wrześniu i przejęciu władzy przez rząd centrowo-prawicowy, polska burżuazja słusznie sprzeciwia się roszczeniom niemieckich organizacji wypędzonych” („Seit dem Regierungswechsel in Polen im September und dem Antritt einer Mitte-Rechts-Regierung konterkariert die polnische Bourgeoisie – im Grunde berechtigt – die Ansprüche deutscher Vertriebenenverbände“). Na marginesie warto dodać, że stosunek niemieckiej chadecji do PiS jest zgoła inny (wystarczy tylko przytoczyć fragment tekstu, pokazujący stosunek  przewodniczącego Fundacji Adenuera Hansa-Gerta Pötteringa do PiS. "Po pierwszej turze wyborów prezydenckich przewodniczący FA Hans-Gert Pöttering w wypowiedzi dla "Rzeczpospolitej" nie krył sympatii politycznych i opowiedział się po stronie kandydata PO: "Cieszę się, że prowadzi Bronisław Komorowski. Spotkałem go wiele razy, nadal jesteśmy w kontakcie. On jest stronnikiem silnej Polski w silnej Europie. Cenię go i życzę mu wszystkiego najlepszego w II turze (...)". Natomiast już po wyborach pismo FA "Auslandsinformationen" entuzjastycznie przyjęło ich wynik: „Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego nad jego narodowo-konserwatywnym konkurentem Jarosławem Kaczyńskim dało ostateczny koniec politycznemu projektowi "IV RP". Nie można jeszcze mówić o normalności, jednakże znów pojawiła się perspektywa stosunków partnerskich"”, Piotr Bączek, „Fundacyjna Ostpolitik Berlina”, http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111217&typ=my&id=my03.txt). Wracając do artykułu FDJ, jego autor na końcu stwierdza, że celowo pominął pewne zagadnienia, jak na przykład sprawę niesławnej roli kleru i religii w polskim społeczeństwie... ( „die unrühmliche Rolle des Klerus und der Religion in der polnischen Bevölkerung”).

Także skrajnie lewicowe czasopismo „konkret”  (założone przez nikogo innego jak terrorystkę RAF, Ulrike Meinhof) w numerze 5 z 2004 r. opublikowało trzy artykuły, które w sposób krytyczny odnoszą się do rozszerzenia UE na Wschód. Zdaniem ich autorów,  rozszerzenie UE od samego początku było forsowane przez Niemcy, gdyż w ten sposób RFN mógło sobie podporządkować te tereny. I tak np. Ralf Schröder w tekście „Stationen eines Feldzugs” („Stacje kampanii wojennej”) wskazuje na to, że już przed rozszerzeniem Niemcy zapewniły sobie polityczną i ideologiczną dominancję na tych terenach. Chodziło tylko o to, by ją politycznie i prawnie zinstytucjonizować: „To mogło zadziałać, gdyż niemiecki kapitał zbudował już prawie totalitarną dominację w Europie Wschodniej,  i ponieważ obecnych tam było tysiące niemieckich doradców, dyrektorów fundacji, naukowców, kierowników projektów, ekspertów od administracji, fachowców ds. kultury, którzy formalnie i nieformalnie, świadomie i nieświadomie pracowali nad tym, aby te młode państwa, po niemieckiej myśli, uczynić kompatybilnymi z UE”. Stwierdza on dalej, że rozszerzenie UE de facto jest realizacją planu Hitlera, którego celem było zaprowadzenie niemieckiego porządku w Europie  Środkowo-Wschodniej.  Jego zdaniem, UE stała się narzędziem, za pomocą którego Niemcy uprawiają swoją hegemonialną politykę: „Podczas gdy celem UE w jej wczesnych latach była – daremna – próba, by Niemcy ucywilizować politycznie, Berlin już dawno zaczął rozdawać karty i oferuje Europejczykom pokój ( i częściowy, stopniowalny współudział) za cenę dobrowolnego podporządkowania się”  („Stand die EU in ihren frühen Jahren für den – vergeblichen – Versuch, Deutschland durch die Einbindung machtpolitisch zu zivilisieren, hat Berlin den Spieß längst umgedreht und bietet den Europäern Frieden (und eine gestufte Teilhabe) gegen den Preis der freiwilligen Unterodnung an”). Schröder krytykuje „intelektualnych wasalów” z krajów, które weszły w 2004 do UE, między innymi za stworzenie pojęcia „powrót do Europy”. Jego zdaniem hasło to jak ulał pasuje do propagandy niemieckich historyków i politologów, którzy już od czasów Hitlera mówią o potrzebie zjednoczenia kontynentu... Autor wskazuje, że rozszerzenie UE od samego początku zostało propagandowo powiązane z ideą uchwalenia kontytucji europejskiej. Posługiwano się bowiem argumentacją, że Unia składająca się z tylu państw musi zostać zreformowana, czyli zamieniona w państwo europejskie.   

Czytając wszystkie te artykuły, trudno oprzeć się wrażeniu, że niemiecka lewica mówi dokładnie to samo, co …. Nasz Dziennik albo Radio Maryja. Warto na przykład  skonfrontować tekst Teuberta z niedawną wypowiedzią prof. dr hab. Krystyny Pawłowicz pt. „Niemcy forsują swój plan wzmocnienia Unii”  (http://www.polishclub.org/2012/06/21/prof-dr-hab-krystyna-pawlowicz-niemcy-forsuja-swoj-plan-wzmocnienia-unii-felietonie-z-cyklu-myslac-ojczyzna/). Przesłanie cytowanego wyżej artykułu Piotra Bączka, dotyczącego fundacyjnej Ostpolitik Berlina, także w pełni pokrywa się z twierdzeniami zawartymi w tekście FDJ. Co więcej, tekst Ralfa Schrödera wskazuje dokładnie na te same niebezpieczeństwa, przed którymi ostrzegały środowiska endeckie! 

Sytuacja jest więc zupełnie kuriozalna. Oto niemiecka lewica i Nasz Dziennik mówią jednym głosem! Co ciekawe, na tle przedstawionych wyżej wypowiedzi, polska lewica zgromadzona wokół Krytyki Politycznej, zasługuje na miano... karłów reakcji. Krytyka Polityczna finansowana jest przez kilka niemieckich fundacji (które – jak wiemy są „fortpocztą niemieckiego imperializmu”) i działa na rzecz polsko-niemieckiego pojednania realizowanego według scenariusza napisanego w Berlinie (mój tekst na temat związków KP z RFN: http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/06/czy-sierakowski-jest-naszym-polskim.html). Jednym słowem, z perspektywy niemieckiej lewicy, Krytyka Polityczna musi zostać uznana za narzędzie niemieckiego imperializmu oraz za zdrajcę lewicowych ideałów...

Podsumowując należy stwierdzić, że musimy dokładniej poznać krytykę niemieckiej lewicy kierowanej pod adresem niemieckich elit. Z bardzo prostego powodu: za każdym razem, gdy będą nam one zarzucać „egoizm” i „nacjonalizm”, należy po prostu odsyłać je do niemieckiej lewicy. Dlaczego sami mamy bronić się przed niesłusznymi oskarżeniami? Po prostu rzućmy „niemieckich imperialistów” niemieckiej lewicy na pożarcie :)

6 komentarzy:

  1. "Największą pomyłką polskiej prawicy jest więc brak zrozumienia tego, że heglowska prawica nie ma nic wspólnego z katolicką prawicą wywodzącą się z tradycji łacińskiej"

    Największą pomyłką polskiej prawicy jest to,że nazywa siebie prawicą. To oświeceniowe bękarty z religijnymi sztandarami. Czy ideologiczny podział na prawicę/lewicę odpowiada teistycznemu podziałowi na dobro/zło? Myślę,że nie, prawością nie można nazywać partii skażonych oświeceniowymi ideologiami. Ten oświeceniowy podziała przyćmił podział na teistyczne kryterium dobro/zło i chyba oto chodziło. Niemcy UE są jednym z filarów rozprzestrzeniania się złego ducha.I to nie Niemcy są silne , tylko Polska słaba. Najpierw trzeba posprzątać na swoim podwórku i dopóki nie pojawi się w PL siła polityczna odwołująca się językiem racjonalnym do teistycznego kryterium dobra/zła, dopóty nie otworzymy drogi do zmian cywilizacyjnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Ale tak długo jak polska prawica będzie wpatrzona w chadecję, trudno jej będzie zrozumieć swój własny błąd. Moim zdaniem, podział na prawicę i lewicę to po prostu podział na prawdę i fałsz oraz dobro i zło. I w gruncie rzeczy cała na prawicowo-lewicowa nomenklatura nie jest potrzebna. Podział ten rzeczywiście ma oświeceniowe korzenie.

      Usuń
  2. "Po prostu rzućmy „niemieckich imperialistów” niemieckiej lewicy na pożarcie :)"

    A nie wystarczy ignorowac i poczekac? Wszyscy "wypedzeni" zaraz poumieraja wiec problem rozwiaze sie sam. CDU i CSU nie ma nowych czlonkow i straci pryewage na ryecz nowych partii jak np. piratow.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po to budowane jest Centrum Przeciwko Wypędzeniom, żeby przekazać pałeczkę nowym pokoleniom. Do tego Centrum mają być prowadzane wycieczki szkolne, itp. W ten sposób nowe pokolenia mają być odpowiednio edukowane. A to jest bardzo niebezpieczne, bo młodzi Niemcy nie mają żadnego pojęcia o historii, i wszystko można im wmówić. Tak więc nie wolno nam dopuścić do tego "przekazania pałeczki".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, najlepiej wybudować swoje Centrum Wypędzonym. I zamiast jeździć dobrowolnie na roboty do Niemiec wywędrować na Podkaukazie. Niech Europa wie, ze Polak ma swój honor.

      Usuń
  4. http://forumdlazycia.wordpress.com/2012/07/30/wywiad-rabin-abe-finkelstein-o-zydowskiej-kontroli-swiata-to-moze-okazac-sie-najbardziej-wstrzasajaca-rzecza-o-jakiej-kiedykolwiek-slyszales-jesli-to-cie-

    OdpowiedzUsuń