Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neokolonializm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neokolonializm. Pokaż wszystkie posty

3.16.2016

Co ty konserwatysto wiesz o realizmie…

"Ostatnia dyskusja wokół tzw. żołnierzy wyklętych, realizmu i konserwatyzmu, która toczyła się m.in. na łamach tego portalu, jest papierkiem lakmusowym do sprawdzenia „przygotowania bojowego” polskiej prawicy do prowadzenia walki informacyjnej. Jak można się domyśleć z tytułu tego komentarza, stan „uzbrojenia” jest równy 0. Ale nie to jest największym problemem. Największym problemem jest to, że dla polskiej prawicy to nie jest żaden problem… 

Każdy, kto się chwilę spokojnie zastanowił nad rolą kultu tzw. żołnierzy wyklętych w walce informacyjnej toczonej – już nie na terenie Polski, to już przeszłość – w umysłach Polaków, od razu rozpoznaje strategię wroga i absolutny brak zrozumienia tej strategii przez większość Polaków, w tym prawicę. Strategia jest banalnie prosta: należy przeciwnika zaprogramować tak, żeby nie stanowił żadnego realnego zagrożenia dla własnej pozycji. Dobry przeciwnik, to słaby przeciwnik, a słaby przeciwnik to taki, który nie potrafi myśleć strategicznie, który nie potrafi prowadzić „rozpoznania” swojego przeciwnika, który po prostu nie zna podstawowych zasad sztuki wojennej. A jak można wroga zaprogramować w ten właśnie sposób? Metod jest wiele, jedną z nich jest stawianie za wzór osób, które same podstawowych zasad sztuki wojennej nie stosowały. A kto może pełnić rolę takiego właśnie „wzoru wychowawczego” dla Polaków? Oczywiście tzw. żołnierze wyklęci."

1.21.2015

O wpływie ideologii komunizmu i antykomunizmu na suwerenność PRL i III RP

"Największym problemem wynikającym z tego, iż konserwatyści nie zdobyli się na własną metapolityczną analizę i ocenę PRL jest to, że narracja KOR całkowicie zdominowała dyskusję na ten temat. Największą zbrodnią PRL i rządów Jaruzelskiego jest rzekomo to, że nie służyły one realizacji tzw. „wartości europejskich”. Po rzekomym odzyskaniu przez nas suwerenności wartości te mogły w pełnej krasie zajaśnieć nad głowami nadwiślańskich polityków. Co konserwatyści zrobili w kierunku tego, aby Polacy mieli inne, niż siane przez środowiska korowsko-masońskie przekonanie, iż największą zbrodnią PRL było gwałcenie „wartości demokratycznych”? Odpowiedź jest jasna: nie zrobili nic. Oficjalnej propagandzie w duchu Gazety Wyborczej nie została przeciwstawione żadna inna spójna i przekonywująca narracja, która mogłaby odciągnąć ludzi spod wpływów propagandystów GW, a teraz także i „Gazety Polskiej”, które w tej kwestii mówią dokładnie tym samym językiem". 

1.08.2014

Nowe zarzuty korupcyjne z Grecji obciążają niemieckie firmy zbrojeniowe

Z wypowiedzi byłego pracownika greckiego Ministerstwa Obrony wynika, że firmy Krauss-Maffei Wegmann, Rheinmetall i Atlas płaciły greckim urzędnikom olbrzymie łapówki, aby podpisać z nimi lukratywne kontrakty na dostawę niemieckiego uzbrojenia do Grecji. Były kierownik wydziału zbrojeniowego Ateńskiego  MON Antonios Kantas twierdzi, że wysokość łapówek, które przyjął, opiewa na sumę około 8 milionów euro, z czego 3,2 miliony pochodzą z samych Niemiec. Kantas zeznaje, że większość umów dotyczyła zakupu pojazdów pancernych, a konkretnie nabycia 170 pojazdów typu Leopard 2. Pomimo trwającego kryzysu, Grecja musiała zapłacić rachunek, który opiewał na 1,7 miliarda euro. Poza tym chodziło o modernizację okrętów podwodnych, sprzedaż systemu obrony przeciwlotniczej „Asrad“ oraz dostawę haubic typu PzH 2000.
Grecki wymiar sprawiedliwości już wcześniej zajmował się interesami niemieckich firm zbrojeniowych w Grecji. I tak jesienią 2013 r. były grecki minister sprawiedliwości Akis Tsochatzopoulos został skazany na karę dwudziestu lat pozbawienia wolności za przyjęcie łapówek w wysokości 55 milionów euro, aby przeforsować w Atenach zakup rosyjskich rakiet przeciwlotniczych oraz niemieckich okrętów podwodnych. W przypadku tych ostatnich chodziło o modele klasy 214, które zostały zaprojektowane przez stocznię Kieler Werft HDW. Pieniądze na łapówkę zostały przetransferowane przez partnera stoczni – Ferrostaal (Essen). Umowa o wartości 2,85 miliarda euro została podpisana w 2000 roku. Już krótko po eskalacji kryzysu w Grecji, krytycy wskazywali na to, że opiewające na wiele miliardów interesy niemieckich firm zbrojeniowych w Grecji w znaczącym stopniu przyczyniły się do tego, że między 2005 a 2009 r. Ateny stały się piątym nabywcą uzbrojenia na świecie. Import broni sprawił, że grecki dług publiczny urósł do gigantycznych rozmiarów, co ostatecznie pogrążyło to państwo w kryzysie.
Dla niemieckiej gospodarki opłacała się więc wielokrotnie krytykowana decyzja berlińskiego Urzędu Kanclerskiego  o wydaniu zgody na przystąpienie Grecji do strefy euro. Urząd był dobrze poinformowany o tym, że bilans handlowy Grecji wykazywał duży deficyt, co w warunkach wspólnej waluty musiało prowadzić do poważnych problemów. Urząd Kanclerski nie przejął się tą informacją, czego pozytywne skutki odczuwa niemiecka gospodarka z jej ekscesywnym eksportem.   

Komentarz Redakcji:

Warto przyjrzeć się bliżej byłemu greckiemu ministrowi sprawiedliwości Akisowi Tsochatzopoulosowi, o którym mowa w powyższym tekście. Jak czytamy na Wikipedii, Akis Tsochatzopoulos wiele lat spędził w Monachium, gdzie m.in. uzyskał dyplom inżyniera. Na odległość wspierał ruch oporu skierowany przeciwko greckim rządom dyktatorskim, z tegoż powodu w 1969 r. został pozbawiony obywatelstwa Grecji. Był członkiem PAK a w 1972 r. został członkiem Rady Narodowej. Po upadku dyktatury w 1974 powrócił do Grecji. W tym samym roku został członkiem założycielem partii  PASOK (Panellinio Sosialistiko Kinima, Panhelleński Ruch Socjalistyczny), do kwietnia 2011 był nieprzerwanie członkiem jej prezydium. Przez 25 lat pełnił różne ministerialne funkcje.
W kontekście tych informacji należy także przypomnieć, że ważną rolę przy obalaniu dyktatur w Grecji, Hiszpanii i Portugalii odegrała niemiecka Fundacja Friedricha Eberta. Warto wspomnieć, że  Socjalistyczna Partia Portugalii została założona w 1973 w Niemczech, w ośrodku szkoleniowym tej Fundacji w Bad Münstereifel. Wspieranie socjalistów przez państwo niemieckie, jak widać, jest bardzo opłacalne zarówno dla niemieckiej gospodarki, jak i niemieckiej polityki.



11.29.2013

Patriotyzm jest cichy, nie szuka swoich korzyści i potrafi wybaczać innym ich pomyłki – wywiad z prof. Ewą Thompson


"W jednym ze swoich tekstów wskazała Pani na wspólny mianownik polskiej tradycji sarmatyzmu oraz dystrybutystycznej koncepcji Belloca i Chestertona. W czym dostrzega Pani podobieństwa między tymi formacjami?

Dwa stulecia oddzielają dystrybutywizm (dystrybucjonizm) od sarmatyzmu, nie wspominając już o tym, że obie propozycje rozwinęły się w różnych wspólnotach interpretacyjnych, co sprawia, że czasem trudno jest jedno na drugie przełożyć. Ale nawet mając te różnice na uwadze, nie sposób nie zauważyć podobieństwa pomiędzy ideą „szeroko rozprzestrzenionej własności” (widely spread property ownership) a klasycznym sarmackim przysłowiem „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”.  Idea jest ta sama: każdy obywatel jest właścicielem pewnej ilości dóbr materialnych, które pozwalają mu i jego rodzinie uniknąć statusu niewolnika i żyć we względnym dostatku. Nie można tego nazwać bogactwem (bogaci owszem istnieją, to „wojewodowie”), ale nie można też tego nazwać biedą. Takie powinno być społeczeństwo. Oczywiście natychmiast pojawiają się pytania, jak we współczesnym świecie zrobić z proletariuszy obywateli, i w jaki sposób rozdysponować istniejące już bogactwo wśród jak największego procentu ludności, w jaki sposób pokryć cieniutką powłoką zamożności większość obywateli — bez odbierania „wojewodom” tego, co już posiadają. W postindustrialnym świecie okazało się to możliwe, bowiem bogactwo nie jest czymś stałym i niezmiennym, czymś, co można pomnożyć u siebie jedynie odbierając je innym. W świecie technologicznie zaawansowanym nowe bogactwo tworzy się każdego dnia. Pomyślmy np. o przemyśle komputerowym, wartym setki miliardów euro, który nie istniał 50 lat temu. Jednocześnie, na drugim torze wprowadzane są sproletaryzowanie i zależność od państwa, a przeciętny człowiek nie może się uwolnić od sposobu myślenia narzucanego mu przez wiodące media i środki przekazu.
Powyższe zakłada, że w scenariuszu optymistycznym, dobrobyt, który wytwarza technologia, pozwoli ludziom osiągnąć stadium społeczeństwa obywatelskiego, czyli że społeczeństwo zależnych od państwa proletariuszy (a takie są w znacznej mierze współczesne społeczeństwa, nawet te „bogate”) potrafi przekształcić się w społeczeństwo obywatelskie. Jednakże pewna sprzeczność między społeczeństwem proletariuszy a społeczeństwem obywatelskim jest nieunikniona".

5.04.2013

Kilka refleksji na temat przyszłości Polonii – relacja z sympozjum „Instytutu Polonicus” w Akwizgranie

27 kwietnia w Sali Koronacyjnej Karola Wielkiego akwizgrańskiego ratusza odbyło się sympozjum zorganizowane przez Instytut Polonicus (mający swoją siedzibę właśnie w Akwizgranie). Sympozjum zostało uwieńczone uroczystą galą wręczenia nagród Polonii w Europie POLONICUS 2013.
 
Język polski i gospodarka
W ramach sympozjum odbyły się trzy panele dyskusyjne. Panel I pt. „Język ojczysty w służbie polskiej kulturze” poświęcony został problematyce utrzymania tożsamości kultury przez własny język. Główną postacią tej części sympozjum był prof. Władysław Miodunka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który stworzył pierwszy na świecie naukowy ośrodek badawczy w zakresie nauczania języka polskiego. Za swój wkład w popularyzowanie języka polskiego w świecie został odznaczony nagrodą POLONICUS 2013 w kategorii „Kultura”.  

Panel II dotyczył problematyki organizacji polskich w Niemczech i w Europie. Z racji tego, że chciałabym poświęcić mu więcej uwagi, przejdę od razu do krótkiego omówienia panelu III pt. „Polskie diamenty w niemieckiej gospodarce”. Ta część sympozjum została zorganizowana przez Wydział Gospodarczy Konsulatu RP w Kolonii.  Panel otworzył konsul Stanisław Hebda, który wygłosił referat pt. „Osiągnięcia bussinesowe Polaków w Europie” . Obraz sytuacji gospodarczej Polski nakreślony w jego wystąpieniu był , nazwijmy to, huraoptymistyczny . Słuchacze mieli bowiem okazję dowiedzieć się tego, że Polska pod względem ekonomicznym nie tylko gra w pierwszej lidze europejskiej, ale stanowi wręcz nowe centrum europejskiej gospodarki, gdyż przyciąga wielu inwestorów. Taką uprzywilejowaną pozycję zawdzięczamy rzekomo temu, że nasz kraj zamieszkuje wyjątkowo młode społeczeństwo, co ma się odpowiednio przekładać na ekonomiczne wyniki Polski. Atutem polskiej gospodarki jest także jej wysoka innowacyjność, jak również duża liczba absolwentów kierunków informatycznych. Konsul Hebda wskazał na to, że między Frankfurtem a Moskwą, w żadnym mieście nie ma tylu filii międzynarodowych instytucji finansowych co w Warszawie. Wskazał także na to, że Polska, obok Brazylii, Indii czy Chin, jest jednym z najważniejszych państw, w których lokowane są projekty outsourcingowe. Pracę kierowanego przez siebie wydziału określił jako „budowanie mostów”, po to, by oba państwa, a więc Polska i Niemcy, odnosiły wzajemne korzyści ze współpracy gospodarczej.

Po referacie pana konsula odbyła się debata z udziałem kilku Polaków, którzy osiągnęli wysokie pozycje w niemieckich firmach, oraz niemieckiego przedstawiciela firmy Solaris, która jest obecna na rynku niemieckim. Swoje przemówienie pan konsul wygłosił po niemiecku, także i debata odbywała się w tym języku.

Pozwalając sobie na kilka słów komentarza, chciałabym stwierdzić, że przemówienie konsula Hebdy stanowiłoby dobry PR dla Polski w sytuacji, gdyby na sali znajdowali się niemieccy biznesmeni i politycy. Słuchaczami jego wystąpienie byli jednakże Polacy, którzy zdają sobie sprawę choćby z takich faktów jak ten, że wielu młodych rodaków wyjeżdża z Polski, w tym część  prawdopodobnie na stałe. Zagraniczne instytucje finansowe czy też realizatorzy projektów outsourcingowych w dalszym ciągu nie zdołali zbudować silnej polskiej gospodarki narodowej, szczególnie w sytuacji, gdy bilans handlu zagranicznego Polski (przede wszystkim w relacjach z RFN) jest ujemny. Również i debata panelowa mogłaby stanowić dobry PR dla niemieckiej publiczności, gdyż wzięli w niej udział Polacy, którym udało się osiągnąć sukces w niemieckich firmach oraz na niemieckim rynku. Należy mieć więc nadzieję, że Wydział Gospodarczy Konsulatu RP w Kolonii będzie regularnie organizował tego typu imprezy dla niemieckich odbiorców.
Organizacje polonijne
Z punktu widzenia interesu Polonii najbardziej informatywną częścią był panel II, który jak już wspomniałam, poświęcony został kwestii sieci organizacji polskich w Niemczech i w Europie. W referacie sporządzonym przez Michała Nowosielskiego, eksperta ds. polskiej emigracji w Instytucie Zachodnim w Poznaniu, a odczytanym przez pana Wiesława Lewickiego (prezesa Polregio e.V. i Institutu Polonicus) wskazano na najważniejsze przyczyny słabości polskich organizacji polonijnych w Niemczech. Wymieniono między innymi kwestię braku współpracy między Polonią a organizacjami innych grup etnicznych. Współpraca taka mogłaby się przyczynić do skuteczniejszego wywierania nacisku na niemiecką administrację. Poruszona została także kwestia braku masowych organizacji polonijnych. Zwrócono także uwagę na brak zainteresowania organizacjami polonijnymi ze strony młodych Polaków. Wskazano na to, że w aktualnej sytuacji politycznej i społecznej uczestnictwo w organizacjach masowych jest mało atrakcyjne, na znaczeniu zyskują natomiast organizacje, które zajmują się realizacją bardziej skonkretyzowanych celów. Ta ostatnia kwestia stała się przedmiotem pierwszego pytania, które pan Lewicki zadał uczestnikom moderowanej przez siebie debaty panelowej. W debacie tej wzięli udział: Józef Malinowski, przewodniczący Związku Polaków w Niemczech spod Znaku Rodła; Aleksander Zając, prezes Polskiej Rady w Niemczech i kierownik biura Polonii w Berlinie; Basil Kerski, dyrektor Centrum Solidarności w Gdańsku, redaktor naczelny magazynu „Dialog”; Roman Śmigielski, sekretarz generalny Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych (EUWP). 
Józef Malinowski wskazał na to, że najważniejszym celem kierowanej przez niego instytucji jest opiekowanie się Domem Polskim w Bochum oraz stworzenie w nim centrum dokumentacji historii Polaków w Niemczech. Planowane centrum to efekt programu współpracy, jaki parlamenty Polski i Niemiec uchwaliły w 2011 r., w dwudziestą rocznicę podpisania polsko-niemieckiego „Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy”.
Roman Śmigielski wskazał na to, że paradoksalnie, sytuacja Polonii na zachodzie jest gorsza niż na wschodzie. Taki stan rzeczy wynika między innymi z tego, że do 1989 r. Polacy koncentrowali się na walce o wolność swojej ojczyzny, natomiast po przełomie zabrakło nowej koncepcji dla organizacji polonijnych. Taka koncepcja do dziś nie została wypracowana, a kadry tych organizacji po prostu się starzeją.  Brak zainteresowania organizacjami polonijnymi ze strony nowych emigrantów wynika także z tego, że wielu z ich przedstawicieli traktuje pobyt za granicą jako emigrację czasową. Jak słusznie zauważył pan Śmigielski, subiektywne postrzeganie własnej sytuacji często rozmywa się z obiektywnym stanem rzeczy, gdyż wiele z tych osób przebywa za granicą już 9 lat i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miały one wrócić do kraju. Zdaniem Śmigielskiego, Polacy działający w Polonii powinni silniej otworzyć się na środowisko, w którym przebywają, tzn. nie zamykać się „w swojej twierdzy”. Powinni także udzielać się politycznie, przede wszystkim poprzez partycypowanie w wyborach lokalnych czy też parlamentarnych. Jego zdaniem, każdy wybrany Polak wzmacnia pozycję Polonii w danym środowisku.
Basil Kerski wskazał na to, że Polakom brakuje umiejętności skutecznego uprawiania polityki, szczególnie, jeśli się nas porówna z Niemcami. Jego zdaniem, Polacy powinni brać przykład z Niemców, jeśli chodzi o umiejętność pogodzenia swojej narodowej tożsamości z koncepcją społeczeństwa pluralistycznego. Wskazał przy tym na niemiecką mniejszość w Polsce, która w jego przekonaniu, potrafi łączyć swoją niemiecką tożsamość z polskością. Kerski podkreślił, że Polonia powinna wzmocnić swoją kompetencję kulturową. Promowanie polskości powinno odbywać się w szkołach i innych instytucjach kształtujących kulturę. Nieobecność Polonii w procesach kulturotwórczych skutkuje bowiem polityczną słabością Polaków w Niemczech.
Aleksander Zając przedstawił sytuację biura Polonii w Berlinie. Biuro powstało w połowie ubiegłego roku i także jest wynikiem ustaleń obrad polsko-niemieckiego "okrągłego stołu" i wspomnianego już  „Wspólnego Oświadczenia” z dnia 12 czerwca 2011. Biuro Polonii oraz tworzony przez nie Portal Polonia Viva finansowane są ze środków Rządu Federalnego Niemiec. Pan Zając wskazał na trudności, z jakimi boryka się biuro. Przede wszystkim chodzi o różnice między Polonią a RFN, dotyczące koncepcji prac biura. Niemieckie MSW postrzega biuro jako instytucję, która ma pełnić wyłącznie funkcje reprezentatywne i informacyjne, a także wspierać pracę organizacji polonijnych. Ostatecznie wszystko rozbija się o stopień niezależności tej instytucji, który zgodnie z życzeniem władz niemieckich nie powinien być zbyt wysoki, co jest nie do przyjęcia dla Polonii. Ze względu na niemożność znalezienia wspólnego rozwiązania tej kwestii, nie ruszyło jeszcze finansowanie biura na bieżący rok (na marginesie warto przypomnieć sprawę, która nie była poruszana w dyskusji, a dotyczy umiejscowienia biura w niemieckim budynku rządowym. Oznacza to, że strona niemiecka może w łatwiejszy sposób kontrolować poczynania biura). Pan Zając wspomniał o tym, że został uruchomiony telefon porad prawnych oraz porad psychologicznych. Telefon nie jest finansowany ze środków RFN (konsultanci znajdują się także poza biurem), ale jego funkcjonowanie jest krytykowane przez stronę niemiecką, gdyż jej zdaniem, takie linie telefoniczne powinny prowadzić polskie placówki dyplomatyczne. Pan Zając zapowiedział, że w polskich konsulatach zostanie przeprowadzony cykl szkoleń dotyczących przygotowywania i przeprowadzania projektów. Wskazał na to, że organizacje polonijne nie potrafią skutecznie starać się o granty na przeprowadzanie takich projektów. Na tym polu przegrywają z organizacjami niemieckimi, które w tej kwestii dysponują większym doświadczeniem oraz wsparciem logistycznym. P. Zając wspomniał także o tym, że realizowany jest plan ustanowienia landowych pełnomocników do spraw Polonii.
Podczas dyskusji została wspomniana także sprawa redystrybucji środków przyznawanych przez RFN na działalność Polonii (300 tys. euro rocznie). Uczestnicy panelu krytykowali władze RFN za to, że nie ujawniają informacji o tym, komu przyznawane są te środki. Brak transparencji w tej kwestii prowadzi do wzrostu antagonizmów między poszczególnymi środowiskami polonijnymi. Wspomniana została także sprawa szkolnictwa polskiego – albo raczej jego braku – w RFN. Z sali padł również zarzut pod adresem organizacji polonijnych za brak jakiejkolwiek reakcji z ich strony na sprawę filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”.
Wieczorem, po zakończeniu sympozjum, odbyła się uroczysta gala, podczas której wręczone zostały nagrody POLONICUS 2013. Wśród laureatów znaleźli się wspomniany już prof. Władysław Miodunka, Basil Kerski (w kategorii „dialog polsko-niemiecki”), Maria i Czesław Gołębiewscy, właściciele restauracji „Gdańska” w Oberhausen (kategoria „organizacja życia polonijnego”) oraz Andrzej Wajda (laureat nagrody honorowej).
Nowa idea polskości?
Gdy przysłuchiwałam się debacie panelowej poświęconej sprawie organizacji polonijnych, nasunęła mi się pewna refleksja, którą chciałabym się podzielić z Czytelnikami. Moim zdaniem, podstawowym problemem niemieckiej – a prawdopodobnie i całej zachodnioeuropejskiej – Polonii nie jest słabość struktur, ale brak idei, propagowaniu której miałyby służyć te instytucje. Konkretnie chodzi tutaj o ideę polskości. W swoim przemówieniu konsul Hebda wspomniał o tym, że w żadnym innym państwie europejskim nie istnieje tak silne utożsamianie się z ideą europejskości, jak w Polsce.

Moim zdaniem, taki stan rzeczy bynajmniej nie jest wynikiem spontanicznych procesów kulturotwórczych, ale planowo i systematycznie przeprowadzonej akcji dekonstruowania świadomości narodowej Polaków i zastępowania jej przez nową, europejską tożsamość (na wschodzie Polacy nie zostali poddani procesowi „nawracania na europejskość”, stąd też ich świadomość narodowa jest silniejsza). Za pomocą zachodnich fundacji i organizacji (w tym przede wszystkim niemieckich), jak również polskich mediów i instytucji, ściśle współpracujących z zachodnimi organizacjami (przede wszystkim należy wymienić Gazetę Wyborczą), realizowany jest program inżynierii społecznej, którego celem jest stworzenie „Polaka nowoczesnego”, czyli takiego, który odcina się od polskiego katolicko-narodowego dziedzictwa kulturowego.
Przy pomocy metod sterowania społecznego stworzony został negatywny stereotyp Polaka jako ksenofoba, nacjonalisty, homofoba, antysemity, biedaka i życiowego nieudacznika, który pod każdym względem, z takich czy innych powodów, jest „podejrzany”. Jednocześnie stworzony został stereotyp pozytywny „Polaka nowoczesnego”, czyli Europejczyka, który wyznaje „wartości europejskie”, nie zadając sobie przy tym pytania o źródło i wykładnie tych wartości. Stereotyp pozytywny „Polaka nowoczesnego” został jednocześnie tak skonstruowany, że Polacy pełnią w nim rolę zupełnie bierną, to znaczy, są przedstawiani jako naród cywilizacyjnie zacofany, który na swój awans kulturowy może zasłużyć jedynie poprzez bezkrytyczne przyjęcie tego, co narody „bardziej dojrzałe” (jak np. RFN) uznają za właściwe. Ze względu na brak polskich opiniotwórczych i kulturotwórczych elit (te zostały wymordowane podczas II WŚ oraz w czasach stalinowskich, albo zneutralizowane w inny sposób) proces przebudowywania polskiej tożsamości przez ośrodki zagraniczne oraz współpracujące z nimi ośrodki polskie mógł przebiec w sposób niezakłócony (podczas dyskusji Basil Kerski wspomniał o tym, że kierowane przez niego polsko-niemieckie czasopismo Dialog zostało założone w 1987 r. przez Niemca, który nie znał języka polskiego. Także i to pismo służy konstruowaniu nowej świadomości Polaków, zgodnie z wytycznymi niemieckich ośrodków kulturotwórczych). W efekcie, młodzi Polacy wstydzą się swojej polskości i za wszelką cenę chcą być tacy jak „inni”. Jednocześnie nie znają polskiej kultury i historii, więc de facto wstydzą się czegoś, czego nie znają (co wskazuje na to, że mamy  do czynienia z manipulacją). Wiedza mająca służyć rozwojowi polskiego patriotyzmu  jest coraz ściślej limitowana i coraz bardziej zacieśniana do dziedzictwa Solidarności (w tym kontekście należy wspomnieć o kierowanym przez Basila Kerskiego Centrum Solidarności w Gdańsku). Już nawet wokół walki AK przeciwko „nazistom” tworzony jest negatywny stereotyp antysemityzmu (podczas gdy coraz więcej mówi się o niemieckim ruchu oporu i wpaja Niemcom dumę z ich historii).
Istnienie tych dwóch stereotypów w znacznym stopniu utrudnia pracę Polonii, gdyż wielu polskich emigrantów chce jak najszybciej wtopić się w zachodnie społeczeństwa, po to, żeby w ten sposób podbudować własne poczucie wartości. Polskość redukowana jest do pewnego rodzaju „folkloru”, jak np. polskie produkty spożywcze albo gadżety piłkarskie. Duma z Polski sprowadza się do dumy z „udanej transformacji”, czyli dostosowania się do oczekiwań Zachodu.
W związku z tym organizacje polonijne, jeśli nie chcą umrzeć śmiercią naturalną, muszą przyjąć jedną z dwóch strategii działania. Zgodnie z pierwszą z nich powinny włączyć się aktywnie w opisany powyżej proces transformacji świadomości Polaków i funkcjonować jako organizacje pielęgnujące „polski folklor”.
Druga z nich sprowadziłaby się do stworzenia własnego kanonu polskości, czyli przeciwstawienia dwóm wymienionym stereotypom – własnych.  Teoretycznie, drugie rozwiązanie jest możliwe, gdyż Polska dysponuje bogatą kulturą, szczególnie w dziedzinie tolerancji, demokracji czy też konstytucyjności, jak również idei europejskości. W przeciwieństwie jednak do współczesnych „wartości europejskich” ich źródłem nie jest neomarksistowska Nowa Lewica (nawet niemiecka chadecja coraz bardziej odwołuje się do tej właśnie tradycji), lecz chrześcijaństwo oraz klasyczny humanizm (ten ostatni jest współczesnym elitom Niemiec czy Europy zupełnie nieznany, gdyż ich horyzonty intelektualne zazwyczaj nie wykraczają poza okres II WŚ). Polskie organizacje polonijne musiałyby więc stworzyć własny obraz Polaka, który byłby atrakcyjny dla samych Polaków i miał dużą siłę przyciągania. Wokół takiej idei można by stworzyć prężnie działające organizacje polonijne.
Nie żywię właściwie żadnych wątpliwości co do tego, że praktyczne urzeczywistnienie drugiej strategii aktualnie nie jest możliwe. Proces mentalnego ubezwłasnowolnienia Polaków posunął się już tak daleko, że przezwyciężenie tego stanu staje się zdaniem praktycznie niewykonalnym. Opcja taka nadal jednak jest otwarta. Może kiedyś nastaną lepsze czasy dla jej zrealizowania.

4.09.2013

Neokolonializm w natarciu (4)


Część pierwsza: http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/11/neokolonializm-w-natarciu.html  

W ostatniej części artykułu chciałabym postawić pytanie o to, jak Polska powinna bronić się przed kolonizacją własnej pamięci, jak również pamięci europejskiej przez państwo niemieckie. Częściowej odpowiedzi na to pytanie udzieliła już Ewa Thompson w wielokrotnie cytowanym przeze mnie artykule "Postmodernizm, pamięć, logocentryzm"(w: "(Nie)Obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku", red. Hanna Gosk, Bożena Karwowska, Warszawa 2008, s. 37 – 53). Thompson słusznie wskazała w nim, że Polska jest zbyt słaba, żeby przeciwstawić Niemcom swoją własną narrację i nadać jej światowy rozgłos. Wysiłek Polski powinien więc przede wszystkim koncentrować się na podważaniu zasad metodologicznych postmodernistycznej polityki pamięci, której hołdują Niemcy. Przyjrzyjmy się bliżej, co to oznacza w tym konkretnym przypadku, czyli sprawie "Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie". 

3.11.2013

Neokolonializm w natarciu (3)

Część pierwsza: http://magdalenazietek.blogspot.de/2012/11/neokolonializm-w-natarciu.html


"Mimo różnic pomiędzy kolonializmem zamorskim a środkowoeuropejskim, oba miały wspólne cechy. Przynosiły uzależnienie gospodarcze, hamowały rozwój społeczeństwa, wprowadzały patologie społeczne i kulturalne, przekształcały mapy mentalne świata i niwelowały prestiż. Podobnie również tłumaczyły przyczyny podboju. W obu wypadkach podkreślano niezdolność podbijanego do samodzielnego sprawowania władzy oraz ucisk mniejszości." (Ewa Thompson "O kolonizacji Europy Środkowej", http://rebelya.pl/post/2497/ewa-thompson-o-kolonizacji-europy-srodkowej)


Ewa Thompson zajmuje się zjawiskiem kolonizacji Europy Wschodniej w wielu swoich tekstach. Problematykę neokolonializmu analizuje m.in. na przykładzie kształtowania europejskiej i światowej kultury pamięci przez narratorów państw imperialnych. W pierwszej części artykułu przywołałam tekst tej autorki, w którym krytykuje postmodernistyczną koncepcję pamięci (leży ona u podstaw m.in. niemieckiej polityki historycznej). Zdaniem Thompson, założenia tej koncepcji usuwają pamięć państw słabszych z europejskiej i światowej pamięci oraz implikują, iż dyskursem rządzą siła i władza, a nie argumenty i fakty (Postmodernizm, pamięć, logocentryzm, w: (Nie)Obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, redakcja naukowa Hanna Gosk, Bożena Karwowska, Warszawa 2008, s. 37 – 53). Przypomnijmy: koncepcja ta zakłada rozróżnianie wydarzeń i faktów. Fakt to działalność, aktywność  realna, natomiast  wydarzenie to fakt, który przez pewną grupę społeczną został uznany za ważny i stał się elementem jej pamięci. Postmodernistyczna polityka historyczna ma na celu konstruowanie pamięci społecznej poprzez świadome podnoszenie wybranych faktów do rangi wydarzeń. Podniesienie faktów do rangi wydarzeń jest przy tym procesem technicznym, który wymaga określonych nakładów finansowych, jak również posiadania odpowiedniego zaplecza instytucjonalnego. Taka koncepcja preferuje oczywiście państwa silniejsze, natomiast marginalizuje słabsze.

11.06.2012

Neokolonializm w natarciu

Już od przeszło dwóch lat polskie środowiska patriotyczne żyją Smoleńskiem. W tym czasie inne państwa w sposób przemyślany i konsekwentny realizują swoje interesy. Niestety, sprawy Polski leżą odłogiem (a o poziomie degeneracji polskiej kultury politycznej świadczy opisana przez GW sprawa pokłócenia się dwóch prawicowych środowisk o listę poparcia dla Cezarego Gmyza, autora opublikowanego w Rzeczpospolitej tekstu o trotylu we wraku Tupolewa: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,114871,12794931.html?i=1). 


Jak donosi prasa, w trakcie zorganizowanej przez frakcję parlamentarną niemieckich chadeków konferencji "Zadanie pojednania" (15.10.2012) Angela Merkel zapowiedziała utworzenie w Berlinie wystawy upamiętniającej "wypędzenie" Niemców. W swoim przemówieniu oświadczyła: "Ucieczka i wypędzenie są częścią naszej wspólnej historii. Ten kto temu zaprzecza, kto nie chce nic o tym wiedzieć, traci część własnej tożsamości". I dalej: "Chcemy ustanowić w Berlinie widoczny znak przeciwko bezprawiu wypędzenia". Jej zdaniem pracom nad tym projektem powinna przyświecać zasada, że "wcześniejsze bezprawie nie może usprawiedliwiać innego bezprawnego postępowania". Niemiecka kanclerz podkreśliła także, że coraz częściej niektóre miasta w Polsce i Czechach przypominają o swej niemieckiej historii i dziedzictwie, widząc w tym wzbogacenie (za: http://www.znak.org.pl/?lang1=pl&page1=news&subpage1=news00&infopassid1=14206&scrt1=sn).