2.22.2017

OHP 06. „Republika proboszczów” przeciwko margrabiemu Wielopolskiemu

Cykl OHP - Odplamianie historii Polski

Z Janem Engelgardem rozmawia Magdalena Ziętek Wielomska

Pojawienie się Wielopolskiego na scenie politycznej było związane z kryzysem, jaki nastąpił w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. Nagle okazało się, że potężne państwo Mikołaja I jest słabe. Sytuację tę zaczęły wykorzystywać środowiska spiskowe, które mniej więcej od roku 1860 zaczynały się uaktywniać. Szczególnie ważny był tutaj pogrzeb wdowy po generale Sowińskim, który stał się manifestacją polityczną. Petersburg nie wiedział, jak się do tego ustosunkować.

Ponieważ państwo było osłabione, nie chciano stosować zbytnich represji. W związku z tym pojawiła się koncepcja rozwiązania politycznego, czyli powrotu do pewnej formy autonomii dla Królestwa. Do realizacji tej koncepcji zostały wybrany margrabia Wielopolski. Wielopolski traktował politykę jako realizację tego, co możliwe. Dlatego już na początku odrzucił możliwości odzyskania przez Polskę pełnej niepodległości w granicach sprzed pierwszego rozbioru, co było programem konspiracji Czerwonych. Jego celem był powrót Królestwa Polskiego do takiego zakresu autonomii, jakim cieszyło się ono na początku swojego istnienia. Pierwszymi krokami do realizacji tego celu miały być pełne spolszczenie administracji, reformy gospodarcze i reforma samorządowa. Jednym słowem, chciał budować autonomię Polski od dołu.

Problemem Wielopolskiego była jednakże to, że nie potrafił przekonać tych, którzy chcieli być kokietowani, przekonywani. Przede wszystkim nie udało mu się uzyskać poparcia dla swojej polityki ze strony Kościoła. Teoretycznie Kościół powinien był go poprzeć, gdyż alternatywą dla jego reform była rewolucja i triumf środowisk radykalnych. Kościół, a szczególnie kler niższego szczebla, uległ jednakże agitacji ze strony środowisk wrogich katolicyzmowi. Inspiratorem tzw. nabożeństw czy też mszy za ojczyznę był Ludwik Mierosławski. Żywiołom rewolucyjnym udało się więc zbałamucić społeczność katolicką. Ostatecznie duchowieństwo wyższego szczebla musiało wybrać, czy chce być z narodem, czy przeciwko niemu. Nawet arcybiskup Feliński, który Wielopolskiemu sprzyjał, wobec naporu ze strony narodu i samego kleru, zaczął przechodzić na pozycje neutralne.

Wielopolskiemu nie udało się stworzyć obozu wewnątrz-polskiego, który wspierałby jego politykę. Natomiast branka zaostrzyła sytuację. Rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych epizodów w historii Polski, czyli powstanie styczniowe.

Wykorzystana literatura:
Zygmunt Szczęsny Feliński, Pamiętniki, Instytut Wydawniczy PAX 1986

1.30.2017

Cywilizacyjne deliberacje - wywiad dla "Opcji na prawo"

Z Magdaleną Ziętek-Wielomską, filozofem, prawnikiem, założycielką fundacji Instytut Badawczy Pro vita bona, wykładowcą Narodowej Akademii Informacyjnej w Warszawie, publicystką portalu www.konserwatyzm.pl oraz tygodnika Myśl Polska – rozmawia Dorota Niedźwiecka.

„Brońmy naszej cywilizacji” – słyszymy zachęty osób i grup, którym zależy na zachowaniu europejskiej tożsamości. Czego dokładnie chcą bronić?

Zanim wyjaśnimy, czego możemy bronić, warto przyjrzeć się temu, na kogo dokładnie wskazuje liczba mnoga. Środowisk, które stosują taką retorykę, jest wiele: środowiska katolickie, nacjonalistyczne i te w sposób autentyczny odwołujące się do treści neofaszystowskich. Czuję się upoważniona do mówienia w imieniu tych osób, którym bliska jest narodowa demokracja oraz pojęcie cywilizacji łacińskiej – stworzone przez prof. Feliksa Konecznego, a redefiniowane przez doc. Józefa Kosseckieg. Cywilizacja łacińska to cywilizacja personalistyczna. I mocno podkreślamy, że nie jest ona tożsama z cywilizacją zachodnią, rozumianą jako wyrosłą z oświecenia, ani z czymś, co niektórzy określają „cywilizacją chrześcijańską”.

Jednak chrześcijaństwo jest cechą konstytutywną, określającą tożsamość Europy.

Jedną z cech. Cywilizacja łacińska definiuje się przez wiele czynników, a katolicyzm (ale nie protestantyzm i nie prawosławie) jest jednym z nich.

Skoro dookreśla ją religia katolicka, a nie religie chrześcijańskie, oznaczałoby to, że cywilizacja łacińska obejmuje część Europy, i to nie tak dużą część.

Koneczny wyklucza z cywilizacji łacińskiej protestantyzm luterański (należący zdecydowanie do cywilizacji bizantyjskiej, czyli stadnej, w której religia podlega państwu), a zalicza do niej protestantyzm anglosaski, anglikanizm i taki protestantyzm kalwiński, jaki jest w Holandii czy Stanach (ze względu na elementy decentralizacyjne wobec państwa). Kossecki postrzega tę klasyfikację inaczej: podkreślając w tych ostatnich prymat ekonomii nad etyką, wyklucza je z cywilizacji łacińskiej.


Czym różni się podejście prof. Konecznego od doc. Kosseckiego?

Metodologią. Koneczny był empirystą, posługiwał się metodą indukcyjną. Na podstawie obserwacji rzeczywistości współczesnej i historycznej pogrupował cywilizacje i je opisał. Natomiast Kossecki podszedł do badań w sposób dedukcyjny, aksjomatyczny. Stworzył wiele kryteriów, które można ze sobą kombinować, i w ten sposób opisać pewne typy cywilizacyjne, z których część już zaistniała i została opisana np. przez Konecznego, część zaistnieje, a części być może nigdy nie będzie. Metoda Kosseckiego jest bardziej diagnostyczna. Spośród kryteriów, którymi się posługiwał, najważniejsze są dwa: stosunek norm poznawczych do ideologicznych i stosunek norm etycznych do prawnych. W określonej cywilizacji może być tak, że poznanie prawdy jest nadrzędne wobec norm ideologicznych, może się z nimi pokrywać lub może być im podporządkowane. Etyka jest nadrzędna wobec prawa, pokrywa się z prawem lub jest podporządkowana prawu. Kossecki zdefiniował cywilizację łacińską jako tę, w której normy poznawcze dominują nad ideologicznymi oraz normy etyczne nad prawnymi. Jej cechą charakterystyczną jest dążenie do poznania obiektywnej prawdy i realizacji dobra przede wszystkim za pomocą etyki, czyli – można powiedzieć – zasad dobrowolnych, spontanicznych, a nie z przymusu prawnego. Dla cywilizacji bizantyjskiej, na przykład, charakterystyczny jest prymat ideologii nad poznaniem prawdy (jeśli państwo powie, że coś jest prawdą to uznaje się to za prawdę) i norm prawnych nad etycznymi.

W tym kontekście cywilizacja łacińska oznaczałaby bardzo ludzką cywilizację.

Tak. Idąc głębiej: jednym z jej filarów jest kultura grecka, która wytworzyła pojęcie prawdy poznawanej rozumowo (w starożytnej Grecji nastąpiło wyzwolenie od mitu przez filozofię) i kultura rzymska, która kojarzy się z systemem prawnym, w której normy prawne wynikały nie tyle z woli państwa, co z etyki. Te dwa elementy zostały uzupełnione o filar chrześcijaństwa w rozumieniu przedschizmowym – z przekonaniem, że istnieje nieśmiertelna dusza, że człowiek ma tę samą osobową naturę co Bóg, czyli jest wolny i rozumny, i z tej natury bytu osobowego wynika jego miejsce w porządku kosmicznym, powyżej roślin i zwierząt. To „chrześcijaństwo przedschizmowe” lub, jeśli ktoś woli: katolicyzm, samo się zlatynizowało, rozwijając – pod wpływem odkrytych w średniowieczu pism Arystotelesa – racjonalną naukową teologię. (Na marginesie: w XII-XIII wieku przedstawiciele chrześcijaństwa, judaizmu i islamu podjęli się wyjaśniania swoich religii za pomocą metodologii Arystotelesa i toczyli między sobą dyskusje na ten temat; chrześcijaństwo jako jedyne ostatecznie wykształciło racjonalistyczną teologię, pozostałe dwa wyznania nie weszły na tę ścieżkę).


Porządkując pojęcia, podkreśla pani, że chrześcijaństwo nie jest cywilizacją – lecz jej składową. A przecież słyszymy nieraz sformułowanie „cywilizacja chrześcijańska”. Czy to pojęcie pochodzi z innych koncepcji cywilizacyjnych niż te przez panią badane?

To jest przykład pomieszania pojęć. Pojęcie „cywilizacji chrześcijańskiej” zostało wymyślone przez protestantów, a potem przejęte przez katolików, którzy nie dostrzegali, że nie jesteśmy jedną cywilizacją. W założeniach – antropologicznych – katolicyzm, protestantyzm (i prawosławie) jednak zbyt się od siebie różnią, by takie ujednolicenie uzasadnić.

Zadanie dookreślenia europejskiej tożsamości komplikuje jeszcze bardziej pojęcie „cywilizacji zachodniej”.

Zachodniej, czyli oświeceniowej. Norman Davies, pisząc o niej, podkreślał że w oświeceniu dokonano przeciwstawienia „postępowego Zachodu” i „zacofanego, barbarzyńskiego Wschodu”, czego konsekwencje do dziś obserwujemy w mentalności na Sachodzie, bardzo silnie antagonizmującej te dwa obszary. Z Europy, dzielonej na Zachód i Wschód – świadomościowo wypada środek, co ma negatywne skutki dla Polski. Stajemy się wtedy – na poziomie postrzegania – linią frontu. To już nie jest tak, że możemy być stadium, które łączy jedno z drugim. Nie ma możliwości połączenia: jest „albo – albo”. I albo podporządkujemy się temu, co płynie z Zachodu, albo zostaniemy uznani za „dzikusów". A jeśli jesteśmy tak postrzegani, to także traktowani lub – co gorsze – sami tak traktujemy siebie.

Wracając do pierwszego pytania, czego więc dziś bronimy: cywilizacji łacińskiej, „cywilizacji” chrześcijańskiej czy cywilizacji zachodniej?

Życzyłabym sobie, byśmy budowali tę pierwszą. Ale w Europie tej cywilizacji już nie ma. Ci, którzy chcą dookreślać tożsamość Kontynentu, by w ten sposób czynić go silnym np. wobec islamu, sami już do cywilizacji łacińskiej nie należą.

Proszę wyjaśnić.

Jeśli ktoś odwołuje się tylko do „cywilizacji” chrześcijańskiej („Musimy bronić chrześcijaństwa przed islamem”), de facto sprowadza to wezwanie do wojny religijnej. Cywilizacja łacińska to coś dużo głębszego niż chrześcijaństwo. To także model edukacji, kładący nacisk na literaturę klasyczną, na to, żeby rozumieć świat i ludzi. Model pełen roztropności, pokory wobec skomplikowania rzeczywistości, unikania różnych jednostronności, uproszczeń. Kształcenie klasyczne miało na celu stworzenie pewnego typu człowieka, realizującego potrzebę rozumienia rzeczywistości, pomimo świadomości, że ludzki rozum ma swoje ograniczenia. Osobom, które mówią dziś o „cywilizacji” chrześcijańskiej, często brakuje tego zrozumienia, że rzeczywistość jest skomplikowana i nie da się wszystkiego sprowadzić tylko do prawd wiary religijnej. 

Powiedziała pani, że na końcu mamy już tylko wojnę religijną.

Tak, bo jedni wierzą w to, drudzy wierzą w tamto i nie ma już możliwości odpowiedzenia na pytanie: „Co jest lepsze dla człowieka?”. A w cywilizacji łacińskiej jest jeszcze miejsce – powiem o tym teraz – na koncepcję prawa natury, która zakłada, że po pierwsze istnieje pewien obiektywny porządek rzeczywistości, po drugie – rozum ludzki jest w stanie ten porządek pojąć i po trzecie – tylko wtedy gdy go będziemy rozumieć, jesteśmy w stanie żyć zgodnie ze swoją naturą. Bo jesteśmy bytami rozumnymi i wolnymi, więc bez rozumienia rzeczywistości nie jesteśmy de facto pełnymi osobami. Proces rozumienia jest, oczywiście, rozłożony w czasie, i im więcej mamy informacji o funkcjonowaniu świata, tym lepiej rozumiemy naturę naszą i otoczenia. 

(...)

Całość dostępna w najnowszym numerze "Opcji na prawo": 

OHP 05. Między rewolucją a Rosją

CYKL: ODPLAMIANIE HISTORII POLSKI

Po klęsce powstania listopadowego „naród polityczny” przeniósł się za granicę w celu kontynuowania tego dzieła, które zakończyło się właśnie klęską. Większa część uczestników Wielkiej Emigracji nie wyciągnęła wniosków z tego, co się stało: przegrane powstanie nie stało się lekcją realizmu politycznego. I tak m.in. za sprawą Henryka Kamieńskiego kontynuowano romantyczne idee rewolucyjne i pracowano nad przygotowaniem kolejnego powstania. Dużą rolę odegrała także poezja romantyczna Mickiewicza, Słowackiego i innych. Skutkiem tego było pojawianie się coraz to kolejnych spisów – liberum conspiro.
Polacy odgrywali jedną z głównych ról w europejskich ruchach rewolucyjnych. Okazaliśmy się być materiałem podatnym na tego typu tendencje, co dziwi, zważywszy na to, że Polacy wydawali się być przywiązani do religii katolickiej. Zderzenie z inspirowanym przez masonerię ruchem rewolucyjnym polskiego poczucia religijnego wydało dziwną symbiozę teoretycznie konserwatywnych Polaków ze światem rewolucji .
Inną wizję polityczną realizował m.in. Wincenty Krasiński, który przeprowadził Polskę przez epokę paskiewiczowską. Po klęsce straciliśmy wojsko, sejm, konstytucję, ale Polska nie straciła administracji i szkolnictwa. Krasiński zabiegał o to, by jak najlepiej wykorzystać to, co zostało, poza tym starał się m.in. o to, żeby nie został osłabiony wpływ Kościoła katolickiego.
Po doświadczeniach rabacji galicyjskiej i Wiosny Ludów w konserwatywnych kręgach polskiego ziemiaństwa zrodziła się wizja Rosji jako tarczy, która obroni Europę przed rewolucją. Zdawano sobie sprawę z tego, że z Europy Zachodniej zbliża się fala rewolucji, która przewróci porządek w Europie, i że sami nie jesteśmy w stanie go zatrzymać. W Rosji rewolucji nie było, poza tym Rosja brała czynny udział w tłumieniu rewolucji w Europie.

Literatura wykorzystana w filmie:
Henryk Kamieński, Rosja, Europa, Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami, Czytelnik, 1999
Henryk Kamieński, O prawdach żywotnych narodu polskiego, Bruksela 1844
Uczestnicy ruchów wolnościowych w latach 1832-1855 (Królestwo Polskie): przewodnik biograficzny, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1990
Adam Zamoyski, Święte szaleństwo. Romantycy, patrioci, rewolucjoniści 1776-1871, Wydawnictwo Literackie, 2015
Roman Kochanowicz, Tadeusz Skoczek (red.), Wincenty Krasiński. Życie społeczno-kulturalne Warszawy i Królestwa Polskiego, Warszawa-Opinogóra 2016
Henryk Rzewuski, Cywilizacja i religia, Biblioteka Konserwatyzm.pl, 2009

PZN 03. Nacjokratyzm a polityka społeczna i prawna

Cykl PZN – Podstawowe założenia nacjokratyzmu

Henryk Piętka za Leonem Petrażyckim przedstawił podział nauk na obiektywno-poznawcze oraz subiektywno-stosunkowe. Nauki obiektywno-poznawcze podzielił na teoretyczne, opisowe i historyczne, natomiast nauki subiektywno-stosunkowe na nauki normatywne oraz celowościowe. Do tych ostatnich należy polityka społeczna, czyli nauka o możliwie najdoskonalszym uporządkowaniu życia społecznego. Należy postawić pytanie, do której/których z tych nauk należy nacjokratyzm.

12.07.2016

Wywiad na temat cywilizacji łacińskiej na falach Radia Wnet (7 XII 2016)

Wywiad na temat  o istocie cywilizacji łacińskiej, a także przyczynach i przejawach jej erozji na falach Radia Wnet (7 XII 2016). Zapis gotowy do odsłuchania jest dostępny tutaj (na samym dole strony):

PZN 02.: Nacjokratyzm a psia krzywa pościgu

Podstawowe założenia nacjokratyzmu (PZN 02.):  Nacjokratyzm a psia krzywa pościgu 

Cybernetyczna teoria związków przyczynowych zakłada, że stan konkretnego obiektu w konkretnej chwili zależy od jego przyszłości, która jest celem. Stany z przyszłości, czyli cele są więc przyczyną stanów poprzednich. W kontekście tych założeń należy sobie postawić pytanie, jaki jest cel procesów globalizacyjnych w kontekście ideologii liberalnego kosmopolityzmu. Uświadomienie sobie tych celów jest niezbędne do tego, żeby zrozumieć bieżące działania polityczne zwolenników liberalnego kosmopolityzmu. A to jest niezbędne do tego, by móc wyprzedzać ich działania, a nie tylko na nie reagować.

11.11.2016

Trump a niepodległość Polski

Zarówno wynik referendum w sprawie Brexitu jak i ostatnich wyborów w USA mogą doprowadzić do poważnego przetasowania geopolitycznego w Europie kontynentalnej. Ich skutkiem zdaje się być wycofanie się Anglosasów z naszego regionu. Oznacza to faktyczne zakończenie układu polityczno-wojskowego powstałego po II wojnie światowej. Nie ulega wątpliwości, że nowy układ może być atrakcyjny i pożądany przede wszystkich przez Niemców.

Niemcy wreszcie będą mogły sięgnąć po status europejskiego hegemona, którym w dużej bierze faktycznie już są, ale jednak ciągle byli/są ograniczani przez Anglosasów. Wielka Brytania blokowała przekształcenie UE w wielkie pruskie quasi-państwo europejskie, a Stany Zjednoczone pilnowały, żeby takie ewentualne quasi-państwo nigdy nie posiadało swojej armii. Militarnego porządku w tej części świata miało pilnować przede wszystkim NATO, czyli de facto USA. Jeśli Trump będzie wierny swoim zapewnieniom, że będzie prezydentem Amerykanów, a nie całego świata, może to oznaczać, że Europa będzie musiała sama zadbać o swoje bezpieczeństwo. Może to zrobić poprzez rozbudowę armii narodowych, albo też stworzenie wspólnej armii europejskiej. Nie mam wątpliwości, że adwokatem drugiego rozwiązania będą przede wszystkim Niemcy, którzy o takim projekcie mówią już od dawna.

Aby zachęcić Europejczyków do stworzenia wspólnej armii, Niemcy prawdopodobnie, szczególnie w naszej części Europy, będą nadal podgrzewać antyrosyjskie fobie. Polacy czy też mieszkańcy państw bałtyckich będą straszeni widmem rosyjskiej agresji, po to, byśmy chętnie włączyli się do budowy euro-wehry. W najgorszym wypadku – zaprosili Bundeswehrę do Polski. Nie należy więc spodziewać się złagodzenia antyrosyjskiej histerii w „polskich” mediach. Wręcz przeciwnie, może stać się ona jeszcze głośniejsza, gdyż Amerykanie nam już nie pomogą…  Sami Niemcy z Rosją się jak najbardziej „dogadają”.