Zapraszam serdecznie do odsłuchania mojego wystąpienia zaprezentowanego podczas Zjazdu Narodowej Akademii Informacyjnej 2015. Poniżej znajdą Państwo link do sprawozdania ze Zjazdu, w którym znalazło się rzetelne streszczenie mojego wystąpienia:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
9.28.2015
1.26.2014
Bohdan Poręba - nie zapomnijmy
25 stycznia 2014 zmarł wybitny reżyser Bohdan Poręba, twórca takich arcydzieł polskiego kina i teatru
jak "Hubal" , "Polonia Restituta" oraz "Zmartwychwstanie". Działacz polityczny, między innymi przewodniczący Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald".
http://b.poreba.neon24.pl/
https://www.facebook.com/ ZjednoczeniePatriotyczneGrunwa ld
https://www.facebook.com/ bohdan.poreba
https://www.facebook.com/
https://www.facebook.com/
http://www.youtube.com/watch? v=AstQH107Amc
http://www.youtube.com/watch? v=d0-GuFvwpXE
http://www.youtube.com/watch? v=D_pRiaKWrAU
http://www.youtube.com/watch? v=3Ksr9R5YdJ0
http://www.youtube.com/watch? v=g5Enua4F8tY
http://www.youtube.com/watch? v=1RrPW-ltmdQ
http://www.youtube.com/watch? v=m8aqrQsZd3M
http://www.dailymotion.com/ video/xlraho_zmartwychwstanie- lusi-oginskiej_shortfilms
http://www.youtube.com/watch?
http://www.youtube.com/watch?
http://www.youtube.com/watch?
http://www.youtube.com/watch?
http://www.youtube.com/watch?
http://www.youtube.com/watch?
http://www.dailymotion.com/
10.15.2012
Leszek Miller a spuścizna Adolfa Hitlera
Lewica podrzuciła Hitlera prawicy. Przy każdej nadarzającej
się okazji używa go jako straszaka. Tak też i było w przypadku ostatniego
projektu ustawy zaostrzającej przepisy dotyczące aborcji. Leszek Miller
wypowiadając się na temat projektu, stwierdził:
"Najważniejsze dla III Rzeszy było rodzenie dzieci – niezależnie w
jakich warunkach itd. Solidarna Polska, wprowadzając ten projekt do Sejmu,
czerpie natchnienie ze spuścizny Adolfa Hitlera".
Jak zwykle w kwestii narodowego socjalizmu, lewica cierpi na
brak zgodności swoich sądów z rzeczywistością… Leszek Miller zdaje się nie
wiedzieć, że najważniejsze dla III Rzeszy było rodzenie zdrowych niemieckich dzieci. Natomiast chore i niższe rasowo dzieci nie miały prawa do życia.
System III Rzeszy opierał się więc na przekonaniu, że to człowiek decyduje, kto
ma prawo żyć, a kto nie. Czyż lewicowy pogląd na sprawę aborcji nie ma korzeni
dokładnie w tym przekonaniu? W przypadku narodowego socjalizmu absolutyzacji
uległ interes kolektywu, w przypadku lewicy reprezentowanej przez Millera &
spółkę, interes dorosłej jednostki. Zgodnie z ideologią Hitlera, zdrowe
niemieckie dzieci miały wzmocnić biologiczną substancję narodu niemieckiego, by
ten mógł poszerzać swoją przestrzeń życiową. Naczelnym interesem tego kolektywu
była więc "samorealizacja" właśnie poprzez poszerzanie swojej
przestrzeni życiowej. Natomiast naczelnym hasłem proaborcyjnego feminizmu jest
samorealizacja kobiety. Jak widać, różnica między feminizmem a narodowym
socjalizmem dotyczy wyłącznie tego, kto i w imię czyjej
"samorealizacji" ma prawo decydować o życiu nienarodzonych.
Największym paradoksem wypowiedzi Leszka Millera jest jednak
fakt, że to rozporządzenie Generalnego Gubernatora Franka z dnia 9 marca 1943
r. wprowadziło pełną niekaralność aborcji dokonywanych przez Polki i przedstawicielki
innych niższych narodów. Wygląda na to, że żądając dla Polek ułatwionego
dostępu do aborcji, Miller niejako sam czerpie natchnienie ze spuścizny Adolfa
Hitlera.
Legalizacja aborcji dokonywanych na polskich dzieciach była
elementem planu Himmlera, którego celem było wyniszczenie narodu polskiego.
Niemcy – jako rzekomo silniejsza i doskonalsza rasa – uznali, że Polacy nie
mają prawa do życia, a zajmowane przez nich tereny mają zostać zgermanizowane. Założenia
Generalnego Planu Wschód znajdują się w dokumentach opublikowanych w numerze 2.
Zeszytów Oświęcimskich. Warto się im przyjrzeć (http://socjocybernetyka.files.wordpress.com/2010/01/zeszytyoswiecimskie2.pdf).
W piśmie doktora E. Wetzla, kierownika publicznej poradni Urzędu
do spraw polityki rasowej (Leiter der Hauptstelle Beratungsstelle des
Rassenpolitischen Amtes), do doktora G. Hechta, kierownika Wydziału do spraw
folksdojczów oraz mniejszości tego samego urzędu z dnia 25 listopada 1939 roku
czytamy m.in.:
"Niezależnie od nieujawnionego jeszcze przyszłego
rozwiązania prawnopaństwowej organizacji pozostałej Polski [tzn. nie włączonej
do Rzeszy, MZ], należy wyjść z założenia, że pozostała Polska także i w
przyszłości będzie się znajdowała pod dominującym wpływem Niemiec. (…) Pod
względem rasowym ludność należy określić jako częściowo istotnie rodzajowo
obcą, a w każdym razie nienadającą się do zasymilowania. W tych okolicznościach
należy zasadniczo stwierdzić, że niemieckie państwo nie ma żadnego interesu w
narodowym i kulturalnym podniesieniu i wychowaniu ani polskiej ani żydowskiej
ludności pozostałego polskiego obszaru. (…) Z punktu widzenia polityki rasowej
można zaproponować dwie możliwe drogi dalszej polityki na daleką metę na
pozostałym polskim obszarze. Jedna i druga obejmuje wyłącznie plan, ażeby
zarówno Polaków jak i Żydów utrzymać w jednakowy sposób na niskim poziomie
życiowym i pozbawić ich wszelkich praw zarówno pod względem politycznym jak
narodowym i kulturalnym. W tym wypadku Polacy i Żydzi byliby postawieni na
równi. Jeśli chodzi o drugą stronę, to dla Polaków możliwość własnego
kulturalnego i narodowego rozwoju byłyby tak samo ograniczone jak przy
pierwszym projekcie. Natomiast Żydzi otrzymaliby nieco więcej wolności, przede
wszystkim w zakresie kulturalnym i gospodarczym, tak że niektóre decyzje w
sprawie zarządzeń administracyjnych i gospodarczych następowałyby przy
współudziale żydowskiej ludności. Pod tym względem polityki wewnętrznej
rozwiązanie to oznaczałoby jeszcze silniejsze gospodarcze skrępowanie Polaków
przez Żydów, ale także Żydom dałoby powód do zasadniczych zażaleń i ciągłych
trudności. (…) Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do
zapobieżenia przeniesienia chorób zakaźnych na teren Rzeszy. Jak dalece
zapewniona jest opieka lekarska nad polską ludnością ze strony polskich
względnie licznie się tu znajdujących żydowskich lekarzy, to nas nie
interesuje, podobnie jak i kwestia lekarskiego narybku. Wszystkie
środki, które służą ograniczeniom rozrodczości, powinny być tolerowane albo
popierane. Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne.
Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej
formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą
jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać na
niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo
spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia [podkr. MZ].
Rasowo-hygienicznych zarządzeń w żadnym razie nie należy popierać".
Jak widać, postulaty autora listu nie zostały zrealizowane
od razu, gdyż legalizacja aborcji nastąpiła dopiero w 1943 roku.
Natomiast w notatce sporządzonej przez M. Bormanna z 2 października 1940 czytamy:
"Führer wyjaśnił, że potrzebujemy w Rzeszy wielkiej
własności ziemskiej, abyśmy mogli wyżywić nasze wielkie miasta; wielka własność
ziemska – podobnie jak i inne gospodarstwa rolne – potrzebuje do uprawy ziemi i
do żniw sił roboczych, i to tanich sił roboczych. Gdy skończą się żniwa, mogą
siły robocze wrócić do Polski. Gdyby robotnicy przez cały rok pracowali w
rolnictwie, wówczas sami zjedliby znaczną część tego, co zostało zebrane, a
zatem jest całkowicie słuszne, ażeby z Polski przybywali do uprawy ziemi i do
żniw sezonowi robotnicy. My mamy z jednej strony przeludnione obszary
przemysłowe, z drugiej brak sił roboczych w rolnictwie itd. Do tego zostaną
użyci polscy robotnicy. Jest więc całkowicie słuszne, ażeby w Guberni istniał
duży nadmiar sił roboczych, ażeby stamtąd rzeczywiście przybywali corocznie do
Rzeszy potrzebni robotnicy. Bezwarunkowo należy baczyć, aby nie było żadnych
"polskich panów"; tam, gdzie istnieją polscy panowie, powinni –
jakkolwiek może to brzmieć twardo – zostać wytępieni. (…) Generalna Gubernia
jest polskim rezerwatem, wielkim polskim obozem pracy. Polacy mają z tego
korzyść, ponieważ utrzymujemy ich w zdrowiu, dbamy o to, ażeby nie wyginęli z
głodu itd.; nigdy jednak nie wolno nam podnieść ich na wyższy poziom, gdyż
wówczas staliby się anarchistami i komunistami".
Z notatki Bormanna wynika, że Polacy mają wprawdzie być
utrzymywani przy życiu, ale wyłącznie ze względu na swoją wartość użytkową. W
przypadku utraty przydatności dla Rzeszy, Niemcom nie opłacałoby się już
"utrzymywać ich w zdrowiu" oraz "dbać o to, ażeby nie wyginęli z
głodu".
Natomiast list inspektora Policji Bezpieczeństwa i S.D. z
Poznania z 12 grudnia 1941 r. do Centrali Przesiedleńczej w Łodzi zawiera
projekt "rozwiązania kwestii polskiej". Przedstawiony przez autora
listu plan przewiduje m.in.:
"4. Planowe wysyłanie żonatych Polaków i zamężnych
Polek na roboty do Rzeszy. Uzasadnienie: W przeciwieństwie do wyżej podanego
żądania, pozostawienia w miejscu rodzinnym osób nieżonatych, na roboty do
Rzeszy należy wysyłać w pierwszym rzędzie Polaków żonatych. Przez to bowiem
rozrywa się rodziny, co spowoduje, przy dłuższym tam zatrudnieniu, wydatne
zmniejszenie liczby urodzeń. 5. Szeroko przeprowadzona sterylizacja polskich
warstw prymitywnych. Uzasadnienie: Postulatu tego oraz jego rezultatów nie można
w żadnym wypadku porównywać ze skutkami metod eugeniki. Warstwy wyższe,
społecznie wartościowe, można znacznie osłabić już w przeciągu kilku pokoleń,
przez zastosowanie środków podanych w punktach pod 1-4. Na skutek zarządzeń, godzących w rodzinę i jej sytuację
gospodarczą, warstwy te zawierałyby małżeństwa dopiero bardzo późno, a i potem
zmuszone by były świadomie ograniczyć liczbę potomstwa. Natomiast ucisk
gospodarczy, stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi im w
produkowaniu licznego potomstwa. Temu niepożądanemu przyrostowi naturalnemu
można położyć kres jedynie przez środki wypleniające. Ponieważ zaś warstwa ta
najczęściej nie przedstawia w procesie pracy zbyt wielkiej wartości, można by,
również z gospodarczego punktu widzenia patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę
metodę. Oczywiście należałoby, stosując ją, zrobić szeroki użytek z pojęcia
"chory dziedzicznie wzgl. społecznie niepotrzebny". Rozchodzi się
tutaj nie o negatywną metodę eugeniczną, lecz po prostu o sposób wyplenienia
narodu".
Generalnego Planu Wschodniego Reichführera SS dotyczy odpis
pisma z 27 kwietnia 1942 r. W części poświęconej Polakom padają m.in. takie słowa:
"Ich liczbę będzie się musiało ocenić na 20 do 24
milionów. Są oni najbardziej wrogo usposobieni w stosunku do Niemców, liczebnie
najsilniejsi, a wskutek tego najniebezpieczniejsi ze wszystkich obcoplemieńców,
których wysiedlenie plan przewiduje. Są narodem, który najbardziej skłania się
do konspiracji. (…) Powinno być oczywiste, że polskiej kwestii nie można rozwiązać
w ten sposób, że zlikwiduje się Polaków, podobnie jak Żydów. Tego rodzaju
rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i
odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza że inne sąsiednie narody musiałyby
się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną
podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii
polskiej, ażeby wyżej wskazane politycznie niebezpieczeństwa zostały
sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów".
Zeszyt zawiera także raport Viktora Bracka na temat możliwości
kastrowania członków niższych ras za pomocą promieniowania rentgenowskiego.
Brack dokładnie podaje, jaka dawka promieniowania jest niezbędna w celu wywołania pożądanego efektu. Autor
raportu przedstawił także swój pomysł na przeprowadzanie takich
"zabiegów". Chodziło konkretnie o to, by osoby kastrowane nie były
tego świadome. Zdaniem Bracka, należy zbudować specjalne pomieszczenie, w
którym na poziomie organów rozrodczych umieszczono by urządzenie rentgenowskie.
Podczas gdy petenci byliby proszeni o wypełnienie jakiś dokumentów, urzędnik w
sposób niezauważalny włączałby urządzenie.
Ze wszystkich tych dokumentów wynika, że Niemcy przypisali
sobie prawo decydowania o tym, które życie jest warte podtrzymania, a które
należy wytępić. Podstawę ich światopoglądu stanowiło przekonanie, że to
silniejszy decyduje o życiu słabszego. Słabszy nie ma żadnych praw, bo jest
słabszy. Czyż proaborcyjny feminizm nie podziela dokładnie tego samego
przekonania?
W programie dokumentalnym poświęconym Henrykowi Elzenbergowi
prof. Wolniewicz zacytował jego słowa, które brzmiały mniej więcej tak: „narodowy
socjalizm nie był żadną aberracją, lecz awangardą”. Słowa te były prorocze.
Przekonanie, że człowiek ma prawo decydować o tym, które życie jest "warte
życia", a które nie, powoli podbija umysły mas. Aborcja to dopiero
początek. Eutanazja, albo badania prenatalne umożliwiające wyselekcjowanie
chorych dzieci, to kolejne odsłony tej samej historii. W ramach zwiększania się
możliwości technicznych, człowiek będzie w stanie coraz intensywniej
manipulować procesem tworzenia się nowego życia. W połączeniu z szerzącą się
etyką utylitarystyczną, ten sam człowiek zostanie zredukowany do przedmiotu,
którego wartość będzie mierzona wyłącznie w kategoriach użyteczności, społecznej
lub indywidualnej.
Tak, panie Miller, Hitler byłby z Pana dumny.
9.23.2012
O boskim narodzie
Narodowy socjalizm, jak
również II wojna światowa w powojennej Polsce interpretowane były przez pryzmat
panującej wtedy ideologii. Analiza tych fenomenów w przeważającej mierze
sprowadzała się do krytyki faszyzmu, nacjonalizmu, kapitalizmu oraz
imperializmu. Pewną rolę odgrywała także koncepcja Niemiec jako odwiecznego
wroga narodu polskiego, który spod niemieckiej okupacji został bohatersko
wyzwolony przez Związek Radziecki. Także po 1989 roku dyskusja na te tematy w
dużej mierze została poddana wpływom lewicowych ideologii, tym razem nacisk
położono na kwestie demokracji, praw człowieka i oczywiście holokaustu. Czasem
w dyskusji na temat narodowego socjalizmu pojawia się wątek Dekalogu i wartości
chrześcijańskich. W kręgach prawicowych czy też katolickich nie odbyła się
jednak żadna pogłębiona debata na temat tego, czym był narodowy socjalizm, i
dlaczego II wojna światowa przybrała taką, a nie inną postać.
Taki stan rzeczy uważam
za niepożądany. Narodowego socjalizmu nie można bowiem wyłącznie sprowadzić do
kwestii holokaustu albo totalitaryzmu, jak to się coraz częściej czyni.
Podobnie, dyskusja na temat stosunku III Rzeszy do Polaków nie może obracać się
jedynie wokół sprawy prześladowań rodzimej ludności przez niemieckiego
okupanta. Sprawa ma bowiem głębsze dno, które ciągle jeszcze nie zostało
dokładnie zbadane. W szczególności, niezbadana została sprawa tego, jakie
miejsce zajmował wschód w ideologii narodowego socjalizmu. Moim zdaniem, za
dążeniem do poszerzenia przestrzeni
życiowej dla Niemców kryło się coś więcej niż zwykła Realpolitik.
9.08.2012
Niemiecka pułapka
Od kilkunastu dni w księgarniach
dostępna jest książka Piotra Zychowicza "Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak
Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki". Autor stara się
w niej udowodnić, że w 1939 Polska
powinna była pójść na "bolesne prestiżowe ustępstwa" i zawrzeć
przejściowy sojusz z Niemcami.
Zdaniem Zychowicza można było w
ten sposób uniknąć brutalnej niemieckiej okupacji, jak również i sowieckiej.
Teza nie jest oryginalna, bo prezentowana była m.in. przez Pawła Wieczorkiewicza,
który pisał o wspólnej paradzie zwycięstwa na placu Czerwonym w Moskwie,
przyjmowanej przez Hitlera i Rydza-Śmigłego. Wieczorkiewicz był zdania, że w
takim wypadku nie doszłoby do zagłady Żydów, którzy byliby wysiedleni z Europy,
a nie wymordowani. Po śmierci Hitlera system natomiast złagodniałby. Także
Andrzej Piskozub uważa, że Polska powinna była stanąć u boku Hitlera. Piskozub,
podobnie jak Piotr Zychowicz, widzi siebie jako kontynuatora linii politycznej
reprezentowanej przez Władysława Studnickiego, który był politycznym
germanofilem. Niedawno ukazał się również artykuł Krzysztofa Kłopotowskiego pt.
"Człowiek stulecia i jego cień" (Rzeczpospolita, w PlusMinus z 11 -
12 sierpnia 2012, pełna elektroniczna wersja tekstu: http://wpolityce.pl/artykuly/34184-czlowiek-stulecia-i-jego-cien-ciagle-malo-wiemy-do-czego-zdolny-byl-churchill),
którego autor idzie jeszcze dalej, gdyż czyni Polskę i Anglię współodpowiedzialnymi
za wybuch II Wojny Światowej. Kłopotowski powołuje się na książkę Patricka
Buchanana „Churchill, Hitler and the Unnecessary War”, której autor twierdzi,
że to Churchill wydał Hitlerowi „niepotrzebną wojnę”. Kłopotowski tak przedstawia stanowisko
Patricka Buchanana:
9.03.2012
Kto naprawdę reprezentuje naród polski?
17 sierpnia na Zamku Królewskim w Warszawie Cyryl I, patriarcha Moskiewski i Całej Rusi
oraz abp. Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podpisali Wspólne Przesłanie do Narodów Polski
i Rosji. Oto jego fragment:
"Nasze bratnie narody łączy nie tylko wielowiekowe
sąsiedztwo, ale także bogate chrześcijańskie dziedzictwo Wschodu i Zachodu.
Świadomi tej długiej wspólnoty dziejów i tradycji wyrastającej z Ewangelii
Chrystusa, która wywarła decydujący wpływ na tożsamość, duchowe oblicze i
kulturę naszych narodów, a także całej Europy, wkraczamy na drogę szczerego dialogu
w nadziei, że przyczyni się on do uleczenia ran przeszłości, pozwoli
przezwyciężyć wzajemne uprzedzenia i nieporozumienia oraz umocni nas w dążeniu
do pojednania. Grzech, który jest
głównym źródłem wszelkich podziałów, ludzka ułomność, indywidualny i zbiorowy
egoizm, a także naciski polityczne, doprowadzały do wzajemnej obcości, jawnej
wrogości, a nawet do walki między naszymi narodami. W następstwie podobnych
okoliczności doszło wcześniej do rozpadu pierwotnej jedności chrześcijańskiej.
Podziały i rozłam, sprzeczne z wolą Chrystusa, stały się wielkim zgorszeniem,
dlatego też podejmujemy nowe wysiłki, które mają zbliżyć nasze Kościoły i
narody oraz uczynić nas bardziej wiarygodnymi świadkami Ewangelii wobec
współczesnego świata. (…) Apelujemy do naszych wiernych, aby prosili o
wybaczenie krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła wyrządzonego sobie
nawzajem. Jesteśmy przekonani, że jest to pierwszy i najważniejszy krok do
odbudowania wzajemnego zaufania, bez którego nie ma trwałej ludzkiej wspólnoty
ani pełnego pojednania. (…) Dzisiaj nasze narody stanęły wobec nowych wyzwań.
Pod pretekstem zachowania zasady świeckości lub obrony wolności kwestionuje się
podstawowe zasady moralne oparte na Dekalogu. Promuje się aborcję, eutanazję,
związki osób jednej płci, które usiłuje się przedstawić jako jedną z form
małżeństwa, propaguje się konsumpcjonistyczny styl życia, odrzuca się
tradycyjne wartości i usuwa z przestrzeni publicznej symbole religijne. Nierzadko
spotykamy się też z przejawami wrogości wobec Chrystusa, Jego Ewangelii i
Krzyża, a także z próbami wykluczenia Kościoła z życia publicznego. Fałszywie
rozumiana świeckość przybiera formę fundamentalizmu i w rzeczywistości jest
jedną z odmian ateizmu. Wzywamy wszystkich do poszanowania niezbywalnej godności każdego człowieka
stworzonego na "obraz i podobieństwo Boga" (Rdz 1,27). W imię
przyszłości naszych narodów opowiadamy się za poszanowaniem i obroną życia
każdej istoty ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Uważamy, że ciężkim
grzechem przeciw życiu i hańbą współczesnej cywilizacji jest nie tylko
terroryzm i konflikty zbrojne, ale także aborcja i eutanazja. Trwałą podstawę
każdego społeczeństwa stanowi rodzina jako stały związek mężczyzny i kobiety.
Jako instytucja ustanowiona przez Boga (por. Rdz 1,28; 2,23- 24), rodzina
wymaga szacunku i obrony. Jest ona bowiem kolebką życia, zdrowym środowiskiem
wychowawczym, gwarantem społecznej stabilności i znakiem nadziei dla
społeczeństwa. To właśnie w rodzinie dojrzewa człowiek odpowiedzialny za
siebie, za innych oraz za społeczeństwo, w którym żyje. Ze szczerą troską,
nadzieją i miłością patrzymy na młodzież, którą pragniemy uchronić przed
demoralizacją oraz wychowywać w duchu Ewangelii. Chcemy uczyć młodych miłości
do Boga, człowieka i ziemskiej ojczyzny oraz kształtować w nich ducha
chrześcijańskiej kultury, której owocem będzie szacunek, tolerancja i
sprawiedliwość." (Tekst orędzia: http://gosc.pl/doc/1267452.Wspolne-Przeslanie-do-Narodow-Polski-i-Rosji-pelny-tekst)
Natomiast 2 sierpnia rozpoczął się XVIII Przystanek Woodstock. Imprezę otworzył
Jurek Owsiak w towarzystwie prezydentów Polski i Niemiec. Oto krótka relacja z
tego wydarzenia:
"- Chcę wam serdecznie podziękować i chcę powiedzieć,
że jestem z was dumny - powiedział prezydent Komorowski. - Chcę podziękować za
to, że potraficie się bawić, że potraficie być radośni. Wiem, że ta dzisiejsza
radość młodych Polaków i młodych Niemców ma swój początek w Wielkiej Orkiestrze
Świątecznej Pomocy - podkreślił - a to oznacza, że potraficie, że my jako naród
też [już]
potrafimy łączyć pracę dla innych z radością i zabawą [gwoli
wyjaśnienia, w relacji umieszczonej na stronie Kancelarii Prezydenta RP słowo
"już" się nie pojawiło. Co Prezydent właściwie chciał przez to
powiedzieć?!].
- Bawcie się jak najlepiej - życzył Bronisław Komorowski. Muszę was pochwalić,
te setki tysięcy ludzi, tego młodego człowieka po mojej lewej stronie - Jurka
Owsiaka –powiedział niemiecki prezydent. –
On mówi "róbta co chceta", my to my, jesteśmy sobą, nie tylko
w zabawie i świętowaniu, ale w dawaniu innym, pomaganiu innym – mówił Joachim
Gauck do uczestników festiwalu. Podczas otwarcia na polu woodstockowym pojawiła
się polska flaga, która została rozwinięte na trybunach stadionu we Wrocławiu w
czasie meczu Polaków z Czechami na Euro 2012. Biało-czerwona smuga pojawiła się
także na niebie dzięki pokazom lotniczym." (http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-krajowe/art,190,prezydenci-polski-i-niemiec-na-przystanku-woodstock.html;
http://www.youtube.com/watch?v=Czz88L1gvF0).
Podczas spotkania z dziennikarzami Bronisław Komorowski
dziękował prezydentowi Niemiec za przyjęcie zaproszenia i obecność w Kostrzynie
nad Odrą.
"- Po to – podkreślił - byśmy mogli razem
zademonstrować nasze zainteresowanie i życzliwość dla procesu pojednania
polsko-niemieckiego na gruncie przyjaźni, także przyjaźni czysto muzycznej,
festiwalowej, młodych Niemców i młodych Polaków.(…) Joachim Gauck zauważył, że
festiwal jest związany z akcją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w której
tysiące osób działa nie na korzyść własną, ale dla innych. - To jest
festiwal radości, europejskiej młodzieży, która spotyka się i słucha muzyki
(...) i jest to element, który tych młodych ludzi łączy - zaznaczył prezydent
Niemiec. Jak dodał, Przystanek Woodstock odwołuje się też do wartości takich,
jak odpowiedzialność za innych, wolność, działanie na rzecz innych" (jak
wyżej).
Jak widać, były duchowny luterański, Joachim Gauck żywi
wielką sympatię do hasła "róbta co chceta". Natomiast demokratycznie
wybrany Prezydent RP wiernie mu wtóruje. I to w imieniu narodu polskiego. W końcu
zgodnie z procedurami demokracji, standardami nowoczesnego państwa prawa i
poszanowaniem praw człowieka został wybrany na reprezentanta Polaków.
Bronisław Komorowski cieszy się wielkim wsparciem ze strony chadeckiej
fundacji Konrada Adenauera, która w iście dialektyczny (czyli nowoczesny) sposób
łączy swoje przywiązanie do "wartości chrześcijańskich" z
zaangażowaniem na rzecz demokracji, praw człowieka, wolności słowa, tolerancji i
pacyfizmu (tak samo jak były pastor Gauck). Fundacja Adenauera angażuje się
także na rzecz unowocześniania państwa polskiego. Między innymi pomaga wielu Polakom
w podejmowaniu przez nich tak trudnej decyzji, jaką niewątpliwie jest wybór
głowy państwa. Także polskojęzyczne media należące do niemieckich koncernów wspierają
Polaków w tych trudnych momentach. Zresztą nie po raz pierwszy niemieckie
koncerny wydawnicze tak bardzo troszczą się o naród polski. W tekście " Świat
według gadzinówki" Filip Memches przypomniał, że już w czasie II wojny światowej Niemcy
realizowali swoją cywilizacyjną misję wobec Polaków. Dlatego też w Generalnej
Guberni wydawali wiele polskojęzycznych tytułów, które przez niewdzięcznych Polaków
zostały nazwane "gadzinówkami". Jak pisze Memches:
"Gdy czytamy „Nowy Kurier Warszawski" (typowy
dziennik opinii) czy wychodzący w Krakowie „Ilustrowany Kurier Polski"
(prawdziwy tabloid tamtych czasów, urzeka wspaniała szata graficzna), zdumiewa
w nich brak jakichkolwiek doniesień dotyczących okupacyjnego dramatu. Właściwie
nic nie ma na temat codzienności polskich miast: strzelanin, łapanek,
aresztowań, egzekucji. (…) Polacy żyją, jakby nic się nie stało. Życie
rozrywkowe kwitnie. „Tak się już ułożyło, że wieczorki odbywają się w nocy,
fajfy o siódmej wieczorem, a poranki w południe i w niedzielę. Stało się to już
niejako prawem zwyczajowym, że w »niedzielę, po mszy świętej, lud się bawi jak
najęty«. Każda prawie większa kawiarnia zorganizowała pewien typ porankowego
widowiska, znajdując dla swych artystycznych ambicji jakiś modus vivendi"
(„NKW", 14 kwietnia 1943). (…) Dowiadujemy się też o tym, co jest trendy.
„Nowoczesna scena, zwłaszcza zaś rewia, nie może obejść się bez zespołu
dziewcząt tańczących, dla których utarła się już i przyjęła powszechnie nazwa
girl'sów" („IKP", 31 maja 1942). Kim jest „girl"? Chodzi „o
panienkę o bardzo zgrabnej buzi, która wraz ze swymi koleżankami o równie
zgrabnych nóżkach i ładnych twarzyczkach stepuje w takt orkiestry jazzowej,
wystukując rytm klaskającymi o podłogę sceny drewniaczkami, butami z ostrogami
itp.". (…) Władze niemieckie troszczą się o ludność Generalnej Guberni. W
gruncie rzeczy chodzi o to, żeby ją „cywilizować" i „modernizować".
Jednym z przejawów tego jest zalegalizowanie w roku 1943 – po raz pierwszy na
ziemiach polskich – „spędzania płodu" (aborcji), a więc coś, co
współcześnie należy do lewicowo-liberalnego katalogu podstawowych „praw
człowieka". (…) „Ilustrowany Kurier Polski" to okno na świat. Wręcz
na wielki świat. Aspirujący do życia w nim polski czytelnik prasy pozostaje w
głównym nurcie kultury masowej. Na zdjęciu widać całującą się parę. To gwiazdy
niemieckiego kina: Dorrit Krempler i Willy Fritsch. Podpis pod zdjęciem wyjaśnia:
„Pocałunek w filmie działa zawsze emocjonująco czy to jako zakończenie wesołej
historii miłosnej, czy też gdy wprowadza łańcuch pełnych napięcia
powikłań" („IKP", 14 marca 1943). (…) „Ilustrowany Kurier
Polski" przenosi czytelnika także w bardziej egzotyczne miejsca niż
Holandia. Fotoreportaż z Indii potwierdza to, że Niemcy lansują postępowe
rozwiązania społeczne, takie jak równouprawnienie kobiet, któremu sprzeciwiają
się brytyjscy kolonialiści. „Hinduski ruch kobiecy stara się usunąć resztki
przestarzałej tradycji" („IKP", 23 sierpnia 1942). (…) „Nowy Kurier
Warszawski" nie stroni od zaangażowanej publicystyki. W licznych tekstach
autorzy (zazwyczaj anonimowi lub podpisani inicjałami) wskazują konieczność
solidarnego współdziałania narodów europejskich. Szczególnie, że trwa wojna z
bolszewizmem. „Idea solidarności europejskiej wysuwana przez mocarstwa Osi,
nieomal od początku obecnej wojny, posiada głębokie przesłanki natury
gospodarczej i politycznej. Rozwój ekonomiczny tworzy coraz więcej stosunków
wzajemnej zależności pomiędzy poszczególnymi krajami naszego kontynentu. Stan
przedwojenny, gdy państwa Europy dążyły do odgrodzenia się od siebie
nieprzeniknionymi barierami ceł prohibicyjnych, uniemożliwiał zdrowy rozwój
wszystkich twórczych sił gospodarki każdego narodu i powodował ustawiczne konflikty"
(„NKW", 20–21 marca 1943)" (http://www.rp.pl/artykul/774489,921257.html?p=1).
Memches swój artykuł kończy słowami, że "skuteczny
podbój to nie tylko brutalna przemoc, lecz i miękkie, wręcz przeciwbólowe,
środki perswazji. Od zniewolenia fizycznego groźniejsze pozostaje zniewolenie
duchowe."
Zniewolenie? "Róbta co chceta" Owsiaka idealnie wpasowuje
się w proces wyzwalania Polaków z tego wszystkiego, o co chcą wspólnie walczyć
polski Kościół katolicki i Cerkiew. Dzięki pomocy naszych zachodnich
przyjaciół, Polacy mogą cieszyć się coraz większą "wolnością". Przede wszystkim mogą w demokratycznych wyborach zgodnie ze
standardami państwa prawa jak również przy pełnym poszanowaniu praw człowieka (w
szczególności wolności słowa) wybierać swoich przedstawicieli. Przedstawicieli,
którzy oczywiście godnie zadbają o ich interesy, jak również rozwój duchowy.
Wspólne Przesłanie do Narodów Polski i Rosji z jednej
strony, wspólne otwarcie Przystanku Woodstock z drugiej. Dwa dyskursy, dwa
światy. Jeden z nich jest osadzony w prawdzie bytu, a drugi wyłącznie w jego
negacji. Jaką przyszłość Polacy sobie wybiorą?
P.S. Podczas gdy jedni "cieszą się swoją
wolnością", inni robią interesy: "Kilometr, a może i dwa. Taka
kolejka o ósmej rano byłaby sensacją i w PRL. W woodstockowym Lidlu to
normalka. Sklep mniej więcej co godzinę zamyka drzwi, bo nie sposób w takim ścisku
wpuszczać następnych. Najtwardsi stoją nawet po trzy godziny. - Tylko tu są
świeże bułki i sery, warzywa. Lepsze niż zapiekanki - mówi Justyna Lepiszka
spod Łowicza. Przemek z Kartuz przyszedł na zakupy z kumplami. W kolejce stał
dwie godziny. - Cały czas ktoś się wpychał - mówi. - Ale w kolejce poznałem
fajne dziewczyny - opowiada. Lidl działa na woodstockowym polu już drugi rok"
(http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,12243543,Woodstock__prezydenci_i_seksapil.html?pelna=tak#ixzz25LyzQDxo).
8.25.2012
Był sobie kiedyś taki list…
Wspólne orędzie Kościoła i Cerkwi jest wydarzeniem o wielkim
znaczeniu historycznym i potencjale politycznym, którego nie wolno nam
zmarnować. Wydarzenie to często porównywane jest do wymiany listów między
polskimi i niemieckimi biskupami z 1965 roku, która powszechnie uważana jest za
rozpoczęcie procesu pojednania polsko-niemieckiego. W opinii zdecydowanej
większości decydentów politycznych,
dziennikarzy oraz działaczy społecznych po obu stronach Odry proces ten został zakończony
sukcesem. Wspomniana wymiana listów, jak również orędzie są ściśle ze sobą
powiązane. W obu przypadkach przedstawiciele duchowieństwa podkreślali bowiem,
że pojednanie między Polakami a Niemcami i Rosjanami może dokonać się tylko w
oparciu o chrześcijaństwo. Taki był punkt wyjścia procesu polsko-niemieckiego pojednania,
taki jest punkt wyjścia pojednania polsko-rosyjskiego. Czy jednak polsko
niemieckie-pojednanie, tak jak jest ono w tej chwili przeprowadzane, rzeczywiście
realizuje postulat sformułowany przed laty przez polskich biskupów? Czyż nie
jest przypadkiem tak, że odbywa się ono na obcym chrześcijaństwu ideologicznym
gruncie? Myślę, że najwyższy czas, żeby polscy katolicy zadali sobie to właśnie
pytanie.
Wątpliwości co do tego, jaki jest ideologiczny grunt
polsko-niemieckiego pojednania, nie ma Błażej Lenkowski, który w tekście pt. "Antyliberałowie łączą się" stwierdza:
"Teoretycznie wiadomość o wizycie Cyryla w Polsce powinna cieszyć.
Pojednanie między religiami, krok w kierunku pojednania pomiędzy zwaśnionymi
narodami to przecież zmiana w dobrym kierunku. Należy jednak zadać sobie
pytanie, na jakim gruncie owo pojednanie się dokonuje, kto i w jakim kontekście
je zawiera. (…)Szczególnie zaniepokojeni mogą być liberałowie i ci, którym
kierunek zmian kulturowych wyznaczony przez Zachód jest bliski. Przecież w
Rosji i Cerkwi prawosławnej nie doszło do cudownego nawrócenia na wartości
Zachodu: przywiązanie do demokracji i prawa człowieka. To pojednanie pod
auspicjami abp. Michalika, jednego z największych zwolenników Radia Maryja w
polskim Kościele, zawierane jest pod hasłami obrony przed liberalnym Zachodem
wspólnych tradycji i wartości Polski oraz Rosji. (…)Porównania z pojednaniem
biskupów polskich i niemieckich są zupełnie nietrafione. Ówczesny Kościół
niemiecki funkcjonował w demokratycznym kraju, a polski był podporą
demokratycznej opozycji. Teraz Cerkiew ramię w ramię z Putinem tłamsi prawa
człowieka w Rosji." (Gazeta Wyborcza, 21.0.2012, http://wyborcza.pl/1,86116,12336422,Antyliberalowie_lacza_sie.html#ixzz24MwtZDWD).
Na szczególną uwagę zasługuje stwierdzenie autora, iż "Ówczesny Kościół niemiecki funkcjonował w
demokratycznym kraju, a polski był podporą demokratycznej opozycji". Nie
chrześcijaństwo, a wiara w zbawczą moc demokracji rzekomo podzielana przez
polskich i niemieckich biskupów przyczyniła się zadaniem Lenkowskiego do sukcesu polsko-niemieckiego pojednania. Co
więcej, autor sugeruje, że polski Kościół katolicki pełnił wtedy rolę demokratycznej opozycji. Autor zdaje się
nie dostrzegać, że prymas Wyszyński walczył przeciwko demokracji (sic!) ludowej
w celu obrony polskiego Kościoła katolickiego, a nie o demokrację. Co więcej,
że tacy przedstawiciele "demokratycznej opozycji", jak Adam Michnik,
Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, Jan Lityński czy też Seweryn Blumsztajn, twórcy
KOR i trockiści walczyli o "socjalizm z ludzką twarzą"… Skąd się więc
bierze przekonanie Lenkowskiego, że polski Kościół mimo wszystko był podporą demokratycznej opozycji? Moim
zdaniem, wynika to ze skutecznej polityki propagandowej, uprawianej przez Adama
Michnika i innych, którzy postawili znak równości między antykomunizmem,
prawicowością i katolicyzmem. Kłamstwo, w które uwierzyło wielu członków
Solidarności i w które większość Polaków do dziś wierzy. Właśnie dzięki temu
kłamstwu mogło zostać przeprowadzone "pojednanie polsko-niemieckie" w
takiej formule, w jakiej ostatecznie zostało przeprowadzone: Polaków i Niemców
połączyła wspólna wiara w wartości zachodnie, czyli demokrację i prawa
człowieka.
Jak silne jest przekonanie o tym, że polsko
niemieckie-pojednanie jest sukcesem, z którego polska prawica może być dumna,
świadczą chociażby słowa autorów apelu "Prosimy o wysłuchanie naszej
opinii i wycofanie się z podpisania tego niebezpiecznego dla przyszłości Polski
wspólnego orędzia", wystosowanego przez Elżbietę Szmidt do bp. Michalika w
imieniu "katolickiego laikatu, świeckich prawdziwie zaangażowanych,
zatroskanych o obecność wiary, Ewangelii, Chrystusa pośrodku nas i o przyszłość
naszej Ojczyzny, zgromadzonych wokół portalu Stowarzyszenia
Blogmedia24.pl":
"Dość
przypomnieć, że List biskupów polskich do niemieckich został poprzedzony
autentycznym procesem pojednania i był odpowiedzią polskich hierarchów na
wieloletnie starania strony niemieckiej. Wyprzedziły go działania kościołów
niemieckich, w tym Kościoła ewangelickiego, który w swym memorandum z 1
października 1965 r. wzywał do zaakceptowania granic na Odrze i Nysie oraz do
podjęcia dzieła pojednania Niemców ze wschodnimi sąsiadami. Wcześniejszym
gestem intelektualistów ewangelickich było tzw. memorandum z Tybingi -
przedstawione deputowanym Bundestagu w roku 1961, nawołujące
zachodnioniemieckich polityków do odejścia od idei rewizji granic. Okazją do
podjęcia procesu pojednania był przede wszystkim Sobór Watykański II, dając
możliwość bezpośredniego spotkania przedstawicieli Episkopatów obu krajów. Poprzedziły
go wspólne wystąpienia w sprawie beatyfikacji franciszkanina — męczennika
Auschwitz — o. Maksymiliana Kolbe czy pielgrzymki niemieckich chrześcijan do
miejsc zbrodni hitlerowskich w Polsce. Słowa „przebaczamy i prosimy o
przebaczenie” – podpisane m.in. przez kardynała Stefana Wyszyńskiego i biskupa
Karola Wojtyłę – były nie tylko aktem mądrości politycznej ówczesnych
hierarchów Kościoła, ale wypływały z głębokiego przeświadczenia, że istnieją
rzeczywiste warunki pojednania „w tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i
bardzo ludzkim duchu”. Jeśli ówczesne władze komunistyczne zareagowały z
wściekłością na orędzie polskich biskupów – to również dlatego, że było ono
wyrazem ewangelicznej i chrześcijańskiej postawy" (Prezes Zarządu
Elżbieta Szmidt
http://wpolityce.pl/artykuly/33905-prosimy-o-wysluchanie-naszej-opinii-i-wycofanie-sie-z-podpisania-tego-niebezpiecznego-dla-przyszlosci-polski-wspolnego-oredzia).
Autorzy tego apelu twierdzą, że
"List biskupów polskich do
niemieckich został poprzedzony autentycznym procesem pojednania i był
odpowiedzią polskich hierarchów na wieloletnie starania strony niemieckiej".
W intencji autorów stwierdzenie to ma być koronnym dowodem na chrześcijański
charakter pojednania, które rzekomo dokonało się między obydwoma narodami. Niestety, twierdzenie
"o wieloletnich staraniach strony niemieckiej" nie odpowiada
prawdzie. Aż do lat 80. strona niemiecka nie wykazała większego zainteresowania
pojednaniem z Polakami, a list polskich biskupów przez niemiecki episkopat został
przyjęty z olbrzymią powściągliwością. Proces pojednania ruszył z miejsca dopiero
po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, kiedy to Niemcy odkryli, że przy pomocy
Polaków mogą obalić komunizm… Wygłaszanie
fałszywych twierdzeń jak wyżej przytoczone przyczynia się więc do tego, że
Polacy utwierdzani są w błędnym przekonaniu o tym, że pojednanie polsko-niemieckie
rzeczywiście zostało przeprowadzone na gruncie chrześcijaństwa.
Warto zatem przyjrzeć się
okolicznościom powstania listu polskich biskupów do niemieckich oraz jego
wpływu na przebieg pojednania polsko-niemieckiego. W dalszych rozważaniach będę
opierać się na pracy wydanej przez Basila Kerskiego, Tomasza Kycia oraz Roberta
Żurka, "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Orędzie biskupów
polskich i odpowiedź niemieckiego episkopatu z 1965 r. Geneza. Kontekst,
Spuścizna (Olsztyn 2006).
Autorzy tego opracowania jednoznacznie wskazują, że poza
Memoriałem ogłoszonym przez Kościół ewangelicki strona niemiecka nie podjęła żadnej
znaczącej inicjatywy mającej na celu rozpoczęcie procesu pojednania
polsko-niemieckiego. Takich kroków nie podjął niemiecki Kościół katolicki,
takich kroków nie podjął rząd Adenauera. List biskupów polskich do niemieckich
od początku do końca był inicjatywą polską, w żaden sposób niesprowokowaną
przez "wieloletnie starania strony
niemieckiej". W liście tym biskupi polscy zapraszali przedstawicieli
niemieckiego episkopatu do udziału w centralnych uroczystościach milenijnych na
Jasnej Górze. Jednocześnie list miał doprowadzić do pojednania między obydwoma
narodami, tak aby w ten sposób przygotować Polaków do obchodów Millenium chrztu
Polski.
Jak wskazują autorzy opracowania, inicjatywa pojednania na
dobrą sprawę powinna była wyjść ze strony Niemiec. Tak się jednak nie stało. Co
więcej:
"W porównaniu z tym krokiem
biskupi niemieccy byli w swojej reakcji bardzo powściągliwi. Co prawda,
przyjęli "z głębokim braterskim szacunkiem" wyciągniętą ku nim dłoń,
ale nie była to reakcja adekwatna w stosunku do rewolucyjnej, łamiącej tabu i
politycznie ryzykownej dla jego autorów prukursorskiej inicajatywy. W tekście
brakowało gestu, zwrotu, który nadałby odpowiedzi wyjątkowy charakter. NIe
przełamano żadnego społecznego tabu, nie żądano żadnej zmiany obowiązującego
paradygmatu. (…) W związku z kwestią granicy niemieccy biskupi wyrazili
jednynie życzenie, "by wszystkie nieszczęśliwe skutki wojny zostały
przezwyciężone w sposób sprawiedliwy i zadowalający obie strony". Przy
czym było jasne, że takie rozwiązanie nie istnieje" (tamże, s. 31).
Taką reakcję ze strony biskupów niemieckich autorzy tłumaczą
tym, że większość zachodnioniemieckiego społeczeństwa nie była gotowa pogodzić
się z utratą ziem wschodnich.
"Jak
silny był opór wobec jakichkolwiek ustępstw, przekonało się kierownictwo
Kościoła ewangelickiego po opublikowanoi swego Memoriału. Doszło wtedy do
masowych, ostrych i przeważnie bardzo negatywnych reakcji wykraczających poza
ramu wspólnoty ewangelickiej. Część wiernych zdystansowała się od kierownictwa
swojego Kościoła, podniosła się fala wystąpień, rozprzestrzeniał się
wewnątrzkościelny kryzys. Katoliccy biskupi mogli zakładać, że także w Kościele
katolickim doszłoby do podobnej burzy w przypadku, gydyby wezwali do uznania
granicy na Odrze i Nysie. Takie wystąpienie mogłoby również wywowałać kryzys w
stosunkach Kościoła katolickiego z politykami CDU/CSU, którzy trwali przy żądaniu
rewizji granic" (tamże, s. 30-31).
Zdaniem autorów książki, biskupi niemieccy w
ogóle nie byli zachwyceni polską inicjatywą. Co więcej, twierdzą oni, że list
polskich biskupów został potraktowany jako wyraz … polskiego nacjonalizmu.
Kerski, Kycia i Żurek powołują się na poufne postanowienie Episkopatu Niemiec z
3 grudnia 1965 roku, w którym stwierdzono, że "na twardą, nacjonalistyczną postawę polskich biskupów i wiernych
nie należy reagować ostro, lecz z wciąż na nowo demonstrowaną
życzliwością". Zdaniem autorów książki w "świetle
powyższego cytatu powściągliwa odpowiedź niemieckiego episkopatu na Orędzie
jawi się wręcz jako akt chrześcijańskiej wspaniałomyślności wobec kolejnego
nacjonalistycznego wybryku polskich biskupów" (tamże, s. 38). Autorzy
podsumowują to w ten sposób:
"Zadziwiająca
jest również łatwość, z jaką strona niemiecka zarzucała polskiemu Kościołowi
szowinizm. Ta beztrosko można ferować wyroki tylko wtedy, gdy samemu nie ma się
specjalnego poczucia winy. Rzeczywiście: reakcje niemieckiej opinii publicznej
na Orędzie wskazują, że niemała część niemieckiego społeczeństwa wciąż jeszcze
była głęboko przekonana o tym, że winy Polaków wobec Niemców są dużo większe
niż winy Niemców wobec Polaków. Kiedy posłanie dotarło do wiadomości publicznej,
katoliccy wysiedleńcy z satysfakcją przyjęli do wiadomości nie propozycję
przebaczenia, a prośbę o nie. Dla nich był to sygnał, że polski episkopat
nareszcie jest gotów wyznać polską winę. Z tego punktu widzenia posłanie
pojednania zostało zrozumiana jako późno wypełniony obowiązek polskich biskupów
wobec niemieckiego Kościoła, a nie jako wielkoduszny gest polskich ofiar reżimu
hitlerowskiego wobec Niemców. Zdaniem wielu niemieckich katolików na tym
"spełnieniu obowiązku" spoczywał jednak cień "nacjonalistycznej"
wizji historii polskich duchownych, która znalazła swój wyraz w liście"
(tamże, s. 37). Autorzy także wskazują na wciąż obecne wśród przedstawicieli
niemieckiego duchowieństwa poczucie wyższości. Ich zdaniem, nawet przy
najlepszej woli niektórym z nich z wielkim trudem przychodziło "pożegnanie się ze stereotypem o
cywilizacyjnej przepaści między zachodem i wschodem oraz z wyobrażeniem o roli
Niemiec jako krzewiciela kultury na wschodzie".
Autorzy stwierdzają, że wbrew potocznemu mniemaniu wymiana
listów z 1965 roku nie wywołała żadnego radykalnego zwrotu w stosunkach między
polskim i niemieckim Kościołem. Wręcz przeciwnie, w następnych latach można było
mówić o okresie stagnacji, jeśli nie wręcz regresu (s. 45). Prawdziwy kryzys
nastąpił po dojściu do władzy w RFN SPD, kiedy to nowy kanclerz Niemiec, Willy
Brandt zaczął prowadzić politykę zbliżenia między RFN a Związkiem Radzieckim. Polityka
ta była torpedowana przez niemieckich chadeków. Dlatego też w 1970 roku Prymas
Wyszyński wystosował list do przewodniczącego konferencji biskupów niemieckich
Juliusa Döpfnera, w którym "stwierdził,
że prowizoryczność organizacji kościelnej na "Ziemiach Odzyskanych"
przypisuje się "hamującej działalności niemieckiego episkopatu", co
niestety nie jest "postępem na drodze do pojednania i pokojowej
współpracy" (tamże, s. 47). Niestety, jego prośba nie spotkała się ze
zrozumieniem ze strony Döpnera. Natomiast pod koniec 1970 roku arcybiskup
Kominek wystosował list otwarty do wszystkich chadeckich partii świata. Poddał
w nich ostrej krytyce CDU/CSU.
"Jak
stwierdził, obie partie w czasie swoich długich rządów nie uczyniły nic dla
pojednania polsko-niemieckiego, a po utracie władzy zwalczały nową politykę
pojednania prowadzoną przez socjalliberalną koalicję. Szczególnie wiele
krytycznych uwag zebrali katoliccy politycy CDU/CSU, ponieważ nawet gdy z
szeregów tych partii dochodziły jakieś pozytywne sygnały, to zawsze ze strony
protestantów". "Kminek kończył swój list dramatycznie: "w ciągu
nabliższych tygodni okaże się, czy niemiecki katolicki episkopat przełamie w
tym historycznym momencie swoją powściągliwość i milczenie i wstrząśnie
sumieniami decydentów, i czy politycy katoliccy nie skryją się za dyscypliną
partyjną jak w 1933 roku przy głosowaniu nad ustawą o środkach nadzwyczajnych
ochrony państwa" (s. 48).
Autorzy wskazują, że ze względu na nieustępliwą
pozycję niemieckiego episkopatu zawarty został "egzotyczny sojusz" między
konserwatywnym prymasem Wyszyńskim i kierownictwem socjoliberalnej SPD, i to z
pominięciem naturalnych sprzymierzeńców Wyszyńskiego, czyli biskupów
niemieckich (s. 49). Ostatecznie w grudnia 1970 r. został zawarty traktat o
normalizacji stosunków między RFN a PRL, niedługo potem Watykan uregulował stosunki
kościelne w diecezjach na ziemiach odzyskanych. Kwestia granicy
polsko-niemieckiej została więc uregulowana przez traktat, a nie jak mieli
nadzieję Kominek i Wyszyński, w drodze aktu pojednania Kościołów. Nie niemieccy
biskupi, a Willy Brandt przez swój gest uklęknięcia przed Pomnikiem Bohaterów
Getta w Warszawie zainicjował pojednanie polsko–niemieckie (warto wiedzieć, że
wielu członków CDU/CSU potraktowało ten gest jako zdradę stanu…) Postawa
niemieckiego Kościoła katolickiego nie zmieniła się aż do lat 80. Między innymi
w 1980 r. przedstawiciele ruchu Znak odrzucili zaproszenie na Katholikentag
(Dzień katolików) w Berlinie, po tym jak prezydent Centralnego Komitetu Niemieckich
Katolików (Zentralkomitee der deutschen Katholiken) Hans Maier wypowiedział się
za oznaczaniem w atlasach szkolnych polsko-niemieckiej granicy z roku 1937
(tamże, s. 233).
Prawdziwy "przełom" nastąpił w latach 80, kiedy to
niemiecka strona zaczęła organizować pomoc humanitarną dla Polski. Do Niemców
dotarło bowiem, iż bez Polski nie da się obalić komunizmu. (A bez obalenia
komunizmu nie byłoby zjednoczenia Niemiec… Co moim zdaniem odgrywało decydującą
rolę w procesie tak zwanego pojednania polsko-niemieckiego).
W wywiadzie przeprowadzonym przez autorów książki z
Władysławem Bartoszewskim czytamy:
"W
roku 1966 był Pan ponownie w RFN. Czy listy biskupów były tematem Pana dyskusji
z niemieckiemi partnerami?" Odpowiedź: "Pytano mnie, co my, Polacy chcieliśmy przez to osiągnąć.
"Przecież wiedzieliście, że biskupi są obywatelami Niemiec, że nie mogą
się wypowiadać w sposób niezgodny z konstytucją o sprawach państwa, że nie są
politykami." Dla mnie
najważniejszym odkryciem było wtedy stwierdzenie, że rola Kościołów w Niemczech
jest mniejsza niż w Polsce. Może, jeżeli chodzi o organizację inicjatyw
charytatywnych jest ważna, ale biorąc pod uwagę wpływ na kształtowanie
poglądów, to nie do końca. Pogłądy są kształtowane przez związki młodzieżowe,
partie polityczne, grupy nacisku, związki zawodowe, landy, układy polityczne, a
nie Kościoły" (tamże, S. 116-117).
W dalszej części wywiadu
Bartoszewski potwierdza, że to nie Kościoły, ale powstanie Solidarności
przyczyniło się do przełomu w relacjach polsko-niemieckich. Natomiast Bernhard Vogl w wywiadzie z redaktorami
książki stwierdza: "Dopiero później
zorientowano się, że dzięki Polsce można będzie rozsadzić komunistyczną Europę
Wschodnią, jednak kiedy pojawiły się listy, nikt jeszcze o tym nie myślał"
(s. 164).
Jakie więc było ideologiczne tło pojednania
polsko-niemieckiego, które na dobrą sprawą zaczęło być realizowane dopiero od
lat 80? Moim zdaniem, była nim chęć stworzenia zjednoczonej Europy, której najważniejszym
symbolem miało być zjednoczenie Niemiec i upadek Muru Berlińskiego. Chodziło więc o czysto polityczny projekt,
który niewiele miał i niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem. Dlatego też relacje
między RP a RFN od samego początku były nacechowane jasną asymetrią. W końcu to
Niemcy "wprowadzały nas do Europy", co stawiało nas na pozycji
petenta, który musi okazywać wdzięczność za przyjęcie go do towarzystwa. Niemcy
uznały się bowiem za eksperta od sprawy "europejskości" a nam przypisano
rolę ucznia. W ten oto sposób pojednanie polsko-niemieckie zaczęło polegać na
nawracaniu nas na europejskość przez elity RFN. Niemcom natomiast nawet do
głowy nie przyszło, że może i oni mogliby nauczyć się czegoś od nas… Tym
bardziej że, jak stwierdzają autorzy książki w wywiadzie z Władysławem
Bartoszewskim:
"Mamy wrażenie, że w stosunkach
między Polakami i Niemcami, również między polskimi i niemieckimi elitami
katolickimi panowała praktycznie przez cały czas dysproporcja nie tylko w
zaangażowaniu na rzecz pojednania, ale w jakości refleksji na temat wzajemnych
relacji. Przed chwilą potwierdził Pan nasze przypuszczenia o braku
zainteresowania niemieckich partnerów manifestami PPN, wcześniej poinformował
nas Pan, że nawet te gesty strony niemieckiej, które postrzegaliśmy jako jej
wkład w symbolikę dialogu, jak wizyta u grobu Popiełuszki, czy Krzyżowa, były
tak naprawdę inspirowane przez stronę polską". Odpowiedź: "Pocieszające jest, że dali się
zainspirować". Redaktorzy: "Ale
sami nie byli w stanie wypracować impulsów ożywiających dialog. To jest
dramatyczny wniosek" (tamże, s. 121).
Sprawa pojednania polsko-niemieckiego ma jeszcze jeden
aspekt, o którym koniecznie należy wspomnieć. Proces ten był wspierany przez
tak zwanych postępowych katolików, do których należeli tacy aktorzy polsko
niemieckiego-pojednania jak Stanisław Somma, Tadeusz Mazowiecki, Jerzy Turowicz,
Władysław Bartoszewski, czy też Józefa Hennelowa. To oni utrzymywali kontakty z
Niemcami, jeździli do RFN i działali na rzecz unormowania stosunków
polsko-niemieckich. W rozmowie autorów
książki z Józefą Hennelową czytamy:
"W
roku 1989 czołowi przedstawiciele polskich i niemieckich katolików świeckich
podpisali wspólny dokument, w którym zgodnie wypowiedzieli się w
najtrudniejszych kwestiach stosunków polsko-niemieckich. Tymczasem w minionych
piętnastu latach stanowiska zamiast jeszcze bardziej się zbliżyć, oddaliły się.
Jak do tego doszło?" Odpowiedź: "Ma
Pan na myśli deklarację podpisaną w pięćdziesiątą różnicę wybuchu II wojny
światowej. Dokument te rzeczywiście oddaje olbrzymią zgodność sygnatariuszy, a
wszystkie jego sformułowania są bardzo krzepiące. Ale proszę zwrócić uwagę, że
w deklaracji tej pokazano również bardzo uczciwie, czego jeszcze brakuje, co
powinno być naszym zdaniem zadaniem na przyszłość. Chyba tego zadania nie
wypełniliśmy, po części dlatego, że przedwcześnie uwierzyliśmy w sukces, a
także na skutek zaangażowania przede wszystkim w sytuację wewnętrzną naszych
krajów, tak bardzo się w minionym piętnastoleciu zmieniających"
(tamże, s. 199-200).
Moim zdaniem, ta przedwczesna wiara w sukces, o której
wspomniała Hennelowa, w dużej mierze wynikała z pewnej naiwności postępowych
katolików, którzy chyba do dziś nie zrozumieli, że Niemcy już prawie
całkowicie odcięły się od swoich chrześcijańskich korzeni (warto nadmienić, że
w chyba żadnym innym europejskim kraju papież Benedykt XVI nie jest darzony tak
wielką niechęcią jak w swojej własnej ojczyźnie). Sprawa pojednania
polsko-niemieckiego jest więc także ściśle powiązana z kondycją posoborowego
Kościoła katolickiego w Polsce, który często sam nie jest w stanie wytłumaczyć
swoim wiernym różnic między oświeceniowymi hasłami wolności, równości i
braterstwa a katolicką doktryną prawa naturalnego (również chadecka Fundacja
Adenauera nie widzi większej różnicy między oświeceniowymi ideologiami
demokracji i praw człowieka a katolicką koncepcją filozofii praktycznej).
Budowanie zjednoczonej Europy nie jest jeszcze zakończonym
projektem. W imię tak zwanych wartości europejskich zwalczany jest Kościół
katolicki, jak również polska tradycja narodowa. To niemieckie fundacje
współfinansują Krytykę Polityczną, Kampanię Przeciwko Homofobii, Nigdy Więcej
oraz inne lewicowe projekty i inicjatywy. Fundacje te są przede wszystkim
utrzymywane z budżetu federalnego RFN. Dla architektów Zjednoczonej Europy w
końcu to właśnie polski katolicyzm uchodzi za przeszkodę na drodze do
"polsko niemieckiego-pojednania" i "integracji
europejskiej". Zgodnie z ich światopoglądem, polski katolicyzm musi być
zwalczany bo rzekomo jest źródłem "tradycyjnego polskiego
antysemityzmu", "nacjonalizmu", "konserwatyzmu"
(czytaj: faszyzmu), homofobii, nietolerancji, i tak dalej. Czyli tego
wszystkiego, co jest sprzeczne z "wartościami europejskimi".
W celu obrony polskiego Kościoła i polskiej tradycji
narodowej został zawarty strategiczny sojusz między Kościołem a Cerkwią. Czy niemiecki
Kościół katolicki miałby odwagę tak otwarcie potępić zachodni demoliberalizm,
jak to zrobiła Cerkiew? Obawiam się, że nie. Czy Polacy mogą więc znaleźć w
Niemczech partnera do wspólnej walki przeciwko "wartościom
europejskim"? Chyba nie. Dlaczego więc katolicy uwierzyli w to, że Polacy
i Niemcy pojednali się na gruncie chrześcijaństwa? Liczę na to, że ostatnia inicjatywa
polskiego duchowieństwa przypomni Polakom, że także i pojednanie
polsko-niemieckie ciągle jeszcze jest otwartym projektem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)